Harc-kicz

Wydział Wędrowniczy wedrownicy.zhp.pl
Zablokowany
Ursus
Starszy użytkownik
Posty: 266
Rejestracja: 30 lis 2003, 18:01
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Ursus » 20 lip 2004, 08:21

Patka_69 napisał:
Oj... w takim razie zwracam honor i kłaniam się nisko :D:D:D
A mi się wydaje druho, że tym zwrotem honoru to trochę za wcześnie!!
Ja nie jestem 16-sto letnim harcerzem ale znacznie starszym i działam tu już ładny kawałem czasu. W pełnie popieram Twoją wersję druhno, choć faktycznie widać tam jeszcze pewien akcent "młodości".
Piękne są te wypowiedzi szanownych instruktorów. Dla mnie jednak nie mają żadnego konkrentego uzasadnienia. To piękne teorie, które zazwyczaj sa tylko teoriami. Nie wyobrażam sobie takiego harcerstwa jak w ich opisach. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! W dodatku bez celu!
Fajne słowa: "Alarm - też chyba (był o tym wątek) jest głównie elementem rozrywki już i to TYLKO DLA MŁODSZYCH, nie wyobrażam sobie w partnerskiej drużynie (wędrowniczej) alarmu. ćwiczy pewnie trochę samozorganizowanie, ale pewnie są lepsze metody." Chciałbym poznać te lepsze metody. Chciałbym porównać samoorganizację drużyn, które uczyłyby się jej tymi dwoma sposobami. Wynik już znam.
Druhno Patko! Ja jestem starym koniem a wciąż potrafię się bawić tak jak druhna i korzystam z tego ile tylko mogę. Harcerstwo owszem, jest organizacją wychowaczą ale wychowującą poprzez działanie a nie piękne teorie i nudę! Ale to chyba taki wiek szanownych instruktorów, gdzie poprostu nie wypada uczyć się "usztywniania złamanych kończyn gałązkami" czy stawieniu się na alarmie, no bo jak to? W nocy trzeba się wyspać przecież.
Oczywiście zarówno jak ja jestem oburzony Waszym podejściem do rzeczy, tak i Wy pewnie podobnie reagujecie na moje słowa. Ja wiem jedno, każde środowisko jest inne, sam wychowałem się w harcerstwie można powiedzieć Waszym językiem w wielu "kiczowatych świętościach". Dla mnie to jednak nie jest kicz! To coś czym żyję i dzięki czemu uważam się za lepszego człowieka. Druhno Patko, trzeba mieć zawsze swoje zdanie i umieć je uzasadnić. Twoje wartości jeżeli są dla Ciebie wielkie to takie powinny pozostać, o ile oczywiście nie są one niezgodne z naszą ideą a w to nie wierzę!
Dla jednym bieg po beret jest zwykłym kiczem, ale prawda jest taka, że to są słowa luczi, którzy nigdy tego nie próbowali lub poprostu się nie nadają do takich rzeczy i potrafią krytykować nie próbując zrozumieć. Takie jest właśnie często nasze harcerstwo i wiem to z praktyki! A dla mnie to jest i zawsze będzię świętość bez żadnego kiczu, bo czyni mnie to wciąż lepszym...
Czuwaj!
Ursus
Przyboczny 36HDCzB"Kombinatorzy"
Chorągiew śląska Hufiec Jastrzębie Zdrój
"Prawdziwa ambicja to ciągłe dążenie do celu, którego nigdy nie osiągamy, bo ciągle dźwigamy poprzeczkę...!"

Marko
Nowicjusz
Posty: 39
Rejestracja: 28 paź 2003, 08:14
Lokalizacja: 19 DHSG "Zlotki"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Marko » 20 lip 2004, 08:37

merlin48 napisał:
Marko napisał:
Ludzie różnie oceniają te same wartości, i każdy ma do tego niezbywalne prawo.
Możnaby jeszcze dodać "..Polska to wolny kraj";)
To jednak nie jest do końca tak, jak piszesz. Moim zdaniem instruktorzy ZHP nie powinni oceniać różnie tych samych wartości. Przeciwnie, powinni oceniać wszystko według tych samych wartości. Wartości, które przyświecają harcerstwu! Nie innym.
Jeśli według Ciebie ktoś ma prawo do tego żeby preferować "cyrk" w ZHP, to ja zmieniam organizacje, bo ten człowiek reprezentuje także mnie... i każdego innego bo wszyscy nosimy ten sam krzyż.
Druhu, a skąd druh zna moje myśli i poglądy. Niech każdy mówi wyłącznie za siebie i jak to już wcześniej zostało tu powiedziane oceniajmy samych siebie a nie innych - zwłaszcza jeżeli tych "innych" zupełnie nie znamy. Taki styl dyskusji niepotrzebnie odwraca uwagę od meritum.
hm. Marek Niewiarowski
drużynowy 19 DHSG "Zlotki" im. Bohaterów KOP w Świnoujściu
szef HK HDK "Kropla Życia"

StaryWilk
Stały bywalec
Posty: 2830
Rejestracja: 28 lut 2003, 13:47
Lokalizacja: Biały Szczep
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: StaryWilk » 20 lip 2004, 09:20

Marko po raz kolejny znalazł stronkę , o której najwięcej można podyskutować na forum ZHR. Nasi "mniejsi" bracia nawet domagali się zablokowania tej strony. Szkoda słów i energii na podejmowanie takiej tematyki. Napyskować z głębi chorej, lub sfrustrowanej osobowości można w necie na każdy temat. Najobrzydliwszym przejawem takiej pisaniny są np. dyskusje na publicznych portalach - gdzie atak na jakiekolwiek wartości jest ulubioną metodą prowokacji osobników, którzy dawniej wykorzystywali do tego kabiny w publicznych szaletach>:( I tyle. Dyskusja z takim "zdankiem" to dopisywanie się w tymże miejscu.
>:(
Co do meritum. Harc- kicz, to nie krytyka ulubionych form nocnych alarmów, czy też "pogrzebów śmiecia" lub zakładania opatrunków przy pomocy tego "co się nawinie".
To krytyka uprawiania form pracy harcerskiej bez rozumienia ich celów, taka sztuka dla sztuki - najczęściej naśladowanie ślepo jakichś fragmentów zasłyszanych i uwidzianych w przeszłości.
Każda forma pracu harcerskiej ma swój głębszy sens - jeśli instruktor jest tego świadom i potrafi to przekazać w czasie zajęć.
Alarmy nocne ćwiczone dla samych alarmów, to głupota, ale obdarzone sensowną fabułą są OK.
Sam tego doświadczyłem, gdy kiedyś ratowaliśmy całym obozem sąsiednie harcerki na brzegu Dunajca przed powodzią. Tak samo stosowanie wszelkich archaicznych elementów Pionierki, Samarytanki ma swój sens, jeśli uświadomi się możliwe scenariusze - kończą sie opatrunki, jest ich wogóle brak itp, itd. Tu istotą rzeczy jest wszechstronność i usprawnienie - to właśnie wyrabiają często te formy pracy, które łatwo przekształcić w harc-kicz.
I Jeszcze jedno - Ursus ma rację. Nie działamy w harcerstwie dla powagi "urzędu instruktora"
Bawimy sie i to dobrze, bo choć w Zuchach jest to istota poznania, to wędrówka przez zycie Wedrowników ma być radością. Wszak Baden Powell trzecią część swej skautowej Trylogii
zatytułował według Druha Kamińskiego "Wędrówką ku SZCZęŚCIU".

Ursus
Starszy użytkownik
Posty: 266
Rejestracja: 30 lis 2003, 18:01
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Ursus » 20 lip 2004, 11:00

StaryWilk napisał:
Marko po raz kolejny znalazł stronkę , o której najwięcej można podyskutować na forum ZHR. Nasi "mniejsi" bracia nawet domagali się zablokowania tej strony. Szkoda słów i energii na podejmowanie takiej tematyki. Napyskować z głębi chorej, lub sfrustrowanej osobowości można w necie na każdy temat. Najobrzydliwszym przejawem takiej pisaniny są np. dyskusje na publicznych portalach - gdzie atak na jakiekolwiek wartości jest ulubioną metodą prowokacji osobników, którzy dawniej wykorzystywali do tego kabiny w publicznych szaletach>:( I tyle. Dyskusja z takim "zdankiem" to dopisywanie się w tymże miejscu.
>:(
Co do meritum. Harc- kicz, to nie krytyka ulubionych form nocnych alarmów, czy też "pogrzebów śmiecia" lub zakładania opatrunków przy pomocy tego "co się nawinie".
To krytyka uprawiania form pracy harcerskiej bez rozumienia ich celów, taka sztuka dla sztuki - najczęściej naśladowanie ślepo jakichś fragmentów zasłyszanych i uwidzianych w przeszłości.
Każda forma pracu harcerskiej ma swój głębszy sens - jeśli instruktor jest tego świadom i potrafi to przekazać w czasie zajęć.
Alarmy nocne ćwiczone dla samych alarmów, to głupota, ale obdarzone sensowną fabułą są OK.
Sam tego doświadczyłem, gdy kiedyś ratowaliśmy całym obozem sąsiednie harcerki na brzegu Dunajca przed powodzią. Tak samo stosowanie wszelkich archaicznych elementów Pionierki, Samarytanki ma swój sens, jeśli uświadomi się możliwe scenariusze - kończą sie opatrunki, jest ich wogóle brak itp, itd. Tu istotą rzeczy jest wszechstronność i usprawnienie - to właśnie wyrabiają często te formy pracy, które łatwo przekształcić w harc-kicz.
I Jeszcze jedno - Ursus ma rację. Nie działamy w harcerstwie dla powagi "urzędu instruktora"
Bawimy sie i to dobrze, bo choć w Zuchach jest to istota poznania, to wędrówka przez zycie Wedrowników ma być radością. Wszak Baden Powell trzecią część swej skautowej Trylogii
zatytułował według Druha Kamińskiego "Wędrówką ku SZCZęŚCIU".
W pełni popieram druha wypowiedź, dobrze jest czasem się w czymś zgodzić;)
Choć przyznaję, że zaponałem się z wątkiem pobierznie z braku czasu a to co zdąrzyłem przeczytać spowodowało, iż targnęły mną trochę emocje. Nie chcę jednak nic korygować. Pozstaję przy wersji, iż każde nasze działania jeżeli są odpowiednio umotywawane i mają swój cel a nie są tylko "sztuką dla sztuki" pomagają i sprzyjają samorozwojowi oraz kształceniu. Nie można nazywać pewnych nawyków kiczem, tymbardziej, jeżeli nie pozna się ich istoty.Mam nadzieję i będę do tego dążył, aby moje wędrownictwo, tak długo jak będę się spełniał w tej roli, zawsze będzie mi sprawiać kupę radości, nawet poprzez te wszystkie dla wielu harcerzy kicze i nigdy nie przerodzi się to w zwykły dla mnie kicz a tymbardziej obłudę czy znudzenie!
Czuwaj!
Ursus
Przyboczny 36HDCzB"Kombinatorzy"
Chorągiew śląska Hufiec Jastrzębie Zdrój
"Prawdziwa ambicja to ciągłe dążenie do celu, którego nigdy nie osiągamy, bo ciągle dźwigamy poprzeczkę...!"

koniu

Post autor: koniu » 20 lip 2004, 12:13

Jak do tej pory skutecznie powstrzymywałem się od zabrania głosu na temat harc kiczu bo uważam że mówienie na ten temat jest w pewnym sensie utopią. A walka z kiczem przypomina walkę z wiatrakami. Co dla jednego jest kiczem dla innego rzeczą normalną. Czy to że zawsze budowałem prycze jest powodem by wyśmiewać się z 26 letniego harcmistrza który taką prycze widzi po raz pierwszy w życiu. Nie sądzę. To jak pisałem w innym miejscu zależy od kogo uczyliśmy się harcerstwa (tak tak uczyliśmy się)
Ale to już tym wpisem staje się historią. Całe obecne harcerstwo tzn organizacja zarówno dużego jak i małego brata stoi na kiczu lub o kicz sie ociera. A główną przyczyną tego stanu rzeczy jest :
nieumiejętność stawiania celów wychowawczych i ich realizacji
przewaga polityków nad wychowawcami
błedna interpretacja zasad promocji
arogancja władz związków
tragicznie niski poziom szkoleń i kryteriów doboru nowych instruktorów
tematy zastępcze
zawłaszczanie tradycji i osiągnięć innych
brak nowoczesnych programów aczkolwiek zdaję sobie sprawę z możliwości niezrozumienia tego stwierdzenia bo majstrowanie ze st. nie uważam za objaw nowoczesnego poidejsćia
i wiele innych
Nawet z poważnej rzeczy można zrobić kicz.Całkowicie zgadzam się ze Starym Wilkiem. Z alarmu można zrobić farsę albo narzędzie wychowawcze. Cwiczenie alarmu jest po to by wykorzystać umiejetność harcerzy na szybką zbiórkę w nagłych wypadkach. Od kilku lat ćwiczymy alar na wypadek nagłej burzy walących się drzew. Przeżyłem takie dwie. Podczas jednej zniszczeniu uległo 50% namiotów i urządzeń obozowych. Robienie sobie "jaj" jest "fajne"ale tępi czujność i może nie być dobrze zrozumienie kiedy nadejdzie ta chwila.Alarm za karę to wynik bezsilności nieswtety. I tu dotykamy specyficznego "kiczu" dla niektórych czyli starego grzyba.
Dla mnie problem kiczu to trochę temat zastepczy. Za dużo jest różnic w tradycji, w wychoewaniu byśmy mogli uzgodnić jedną definicję a dopiero na takiej płaszczyżnie możemy do czegoś konstrukcyjnego dojść. Dal wyznawców jedynie słusznej rogatywki kapelusze g00rka mrożą krew w żyłach dla nowoczesnych harcerzy lkaska to przeżytek i tak dalej. W tych dyskusjach nawet nie próbuje się zrozumieć przyczym zasad motywacji. Po co. Obowiązuje jedynie słuszna obcja. MOJA.
Dlatego róbmy swoje i szukajmy swoich wspólnych ścieżek.
Gorąco pozdrawiam.
Jacek


Marko
Nowicjusz
Posty: 39
Rejestracja: 28 paź 2003, 08:14
Lokalizacja: 19 DHSG "Zlotki"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Marko » 20 lip 2004, 15:27

Druhu Piotrku ... spoko wodza ... :D Ja nawet nie miałem zamiaru na druha się obrażać. Ja także uważam, że jeżeli ktoś postępuje niewłaściwie, to trzeba reagować. W swojej wypowiedzi - być może dość ogólnikowej - odnosiłem się do wszystkich jakby komentarzy, których część jest dosyć napastliwa w tonie. Ja właśnie tego "języka" nie akceptuję.
hm. Marek Niewiarowski
drużynowy 19 DHSG "Zlotki" im. Bohaterów KOP w Świnoujściu
szef HK HDK "Kropla Życia"

basik
Użytkownik
Posty: 106
Rejestracja: 25 lip 2004, 20:19
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: basik » 25 lip 2004, 22:10

KICZ - hmmm ... ja niestety jestem konserwatystką i nie jestem jakoś specjalnie przekonana do współczesności dlatego to co ja uważam za kicz w harcerstwie to właśnie przedkładanie współczesności nad wartości ! ! ! .....

Już się staram to wyjaśnić - kiczem jest dla mnie zoorganizowanie imprezy z okazji jubileuszu hufca na której obecność wszystkich członków (również zuchów) jest obowiązkowa a która jest zorganizowana na pokaz dla władz i sponsorów. Zdaję sobie sprawy z tejże naszej współczesności - kiedy to tak trzeba strasznie walczyć o każdy grosz dla hufca - ale czy na pewno o to chodzi ? .... kiczem jest dla mnie narażanie zuchów, harcerzy i wędrowników na nudną akademię wręczania odznaczeń sponsorom hufca trwającą 8 godzin - to dla mnie jest właśnie HARC - KICZ .....

mam to do siebie że nikt mnie nie rozumie jak staram się wyrazić swoje myśli więc spróbuję krócej - kiczem jest dla mnie wystawianie harcerzy na pokaz sponsorom w walce o kilka groszy - a to dlatego że wiem że istnieją mniej kiczowate sposoby na pokazanie się władzom - jak np dobra służba - czy impreza w której harcerze mogą się dobrze bawić - a nie biernie siedzieć przez 8 godzin! ! !




" .... Kiedy ktoś spyta Cię skąd ten Krzyż na twej piersi
z dumą odpowiesz mu TAKI NOSZĄ NAJDZIELNIEJSI..."

Maciaf
Użytkownik
Posty: 66
Rejestracja: 13 sie 2003, 11:23
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciaf » 04 sie 2004, 11:56

Czuwaj!
Jestem drużynowym wędrowniczym i patrzę na te sprawy z punktu widzenia instruktora ZHP. Moi wędrownicy to przede wszystkim najwspanialsi przyjaciele, więc wydaje mi się, że wiem jak oni odbierają sprawy, o których rozmawiamy.
Pragnę napisać, że nie tak łatwo jest zaszufladkować musztrę, alarm, czy próbę jako kicz, ponieważ tak do końca nie wiemy o czym rozmawiamy. Tego nie da się ocenić obiektywnie. Jesteśmy na forum wędrowników, więc może zamiast "wyrzucać czarne na białe" opiszę dwie sytuacje i zrozumiecie o co mi chodzi...

...Obóz wędrowny, jesteśmy już po dziesiątym kilometrze wędrówki niosąc na plecach cały dobytek łącznie z namiotami. Jesteśmy naprawdę zmęczeni, na dodatek przed nami przejście kilku kilometrów asfaltem - czego jedyną zaletą jest to, że nie ugrzęźniemy w błocie, ponieważ cały czas pada. Szlak łączy się z szosą, po której raz po raz przejeżdża samochód. Plecaki krępują ruch, niełatwo szybko się w nich obrócić, czy uskoczyć na bok. Każdy z nas wie, że trzeba uważać, a jedyne czego teraz pragniemy to znaleźć się jak najszybciej na bazie i rozbić namioty. Tuż przed dojściem do pobocza drogi padają dwa krótkie gwizdki. Zgrana ekipa bez słowa zwalnia lub przyspiesza kroku tak, aby tuz za mną znalazła się Marta z mapnikiem i Basia z proporcem drużyny, kolejno po nich idą ci bardziej zmęczeni i z cięższym bagażem, na końcu mój oboźny. Nawet nie musiałem sprawdzać, czy tam jest - to było pewne. Kiedy weszliśmy na asfalt tworzyliśmy kolumnę dwójkową, co jakiś czas słyszeliśmy krótki gwizdek oboźnego, oznaczający "prawa wolna!", po którym ustępowaliśmy pół metra od osi jezdni, a jadący z tyłu samochód wyprzedzał nas bez emocji.

Ten sam obóz, godzina? - chyba po piątej, stoję na warcie. Już jest jasno. Jesteśmy rozbici na polu wskazanym przez sołtysa przy granicy lasu. Wszyscy z wyjątkiem nas - wartowników śpią. Trochę zastanawialiśmy się czy wystawiać wartę - wszyscy bardzo zmęczeni a okolica wydawała się spokojna, jednak demokratycznie postanowiliśmy "dmuchać na zimne". Na środku okręgu namiotów pod trójnogiem kociołka pali się małe ognisko dając nadzieję porannej kawy - tylko kurcze, kto niósł kawę? ... Pojawił się bardzo szybko, szedł jak maczo w swoich gumowych butach, w potoku sliny i przekleństw "przedstawił się" jako właściciel terenu. Zachowywał się za głośno i jako komendant poprosiłem go, żeby nie budził reszty obozu. Możecie sobie wyobrazić jego furie. Kopnieciem w ognisko obsypał mnie żarem i zrozumiałem, że łatwo nie będzie. Papier z podpisanym porozumieniem i pieczątką sołtysa szybko przestał być argumentem. Po prostu należało jak najszybciej uspokoić klienta. Wziąłem go na bok, posłuchałem o zmiażdżonej trawie, o przejechaniu traktorem przez namioty i o Straży Miejskiej (której akurat w środku wsi się niestety nie spodziewałem) Kiedy odszedł, miałem nadzieję, że dośpimy spokojnie do pobudki i zapomnimy o sprawie. Niestety po jakimś czasie nadjechał... krótka wymiana zdań, lub może zdań i przekleństw, trzaśnięcie drzwi w samochodzie. To był moment, w którym powinniśmy zniknąć. Trzy gwizdki.. po około piętnastu minutach zaczęliśmy przygotowywać śniadanie dość głęboko w lesie. Na polu gdzie przed chwilą stały nasz Iglo nie było wyraźnego śladu nawet po ognisku...

"Każdy kij ma dwa końce" i na pewno ważne jak i do czego tego kija używamy.
hm. Maciek spod Gaików HR
Chorągiew Śląska, Hufiec Beskidzki

Analog_Br

Post autor: Analog_Br » 16 sie 2004, 15:34

Miałem zamiar bardzo dużo napisać, ale po przeczytaniu wszystkich wątków zauważyłem, że część tego już napisano.

Wiele osób skupiło się tu na wartościach i na celach ZHP. Do celów musimy jako instruktorzy świadomie dobierać środki. Wszystko jest w porządku, jeśli wiemy jakie środki możemy stosować i wiemy co chcemy osiągnąć.

Do tematu harc-kiczu można podejść na różne sposoby. Zaobserwowałem tu podejśćie negatywne, podejśćie obojętne i podejście przekonujące, że harc-kicz w ogóle nie istnieje.

Ja proponuję inne podejście. Zakładając, że harc-kicz jest, to co my instruktorzy (ci świadomi faktu jego istnienia) możemy zrobić, żeby szybko się go pozbyć?

JEstem realistą i wiem, że tu nie pomogą kolejne instrukcje, uchwały i tak dalej. TO powolny proces wychowawczy. Musimy na nowo wychować większość naszej ogranizacji. Musimy naprawić to, co przez lata zaniedbano. A zaniedbano wiele.

Moim zdaniem harc-kicz istnieje i można go dostrzec wszędzie (zarówno traktując wąsko i szeroko to pojęcie). Moim zdaniem musimy zabrać się za instruktorów. Zabrać w sensie pozytywnym - nauczyć. Wielu po prostu nie wie jak być powinno. Wielu po prostu zawsze działało w ten sam sposób, bo nauczyło się harcerstwa i instruktorstwa od takich samych instruktorów.

Ja ostatnio obserwuję wzrost kiczowatości harcerstwa. Staje się kiczowate nawet tam, gdzie to zagraża jego przyszłości. Kicz pojawia się w komisjach stopni instruktorskich. W małych hufcach komisja stopni instruktorskich jest taką przechowalnią dla starych instruktorów. Ci ludize czasem zostali instruktorami przez przypadek. Osobiście znam jednego podharcmistrza, który przez wiele lat zasiadał w komisji. Wcześniej był komendantem szczepu w szkole podstawowej. Instruktorem został za to, że był dobrym parkingowym i angażował się w życie osiedla. Jako instruktor zaangażowany był też we wszelkiego rodzaju prace kwatermistrzowskie. Nie wiem jak dawniej, ale ostatnio pracował ciężko palcem.

TAcy włąśnie instruktorzy często zasiadają w komisjach stopni instruktorskich. Jeszcze ze starych czasów tym komisjom zostały uprawnienia nadawania stopnia podharcmistrza. Ci ludzie nie wiedzą wiele o współczesnym instruktorstwie, a za dawnych czasów nie wiedzieli o tamtym instruktorstwie.

Teraz wyobraźcie sobie mały hufiec, gdzie harcerz w wieku 16 lat jeszcze nie za bardzo kuma o co w tym harcerstwie chodzi. Komendant, lub ktoś z komisji proponuje mu założenie drużyny. Reakcja jest radosna. Zawsze o tym marzył. Jeszcze nie wie po co, ale fajnie mieć własną drużynę i być drużynowym. Taki harcerz otwiera próbę przewodnikowską. NIe wie jeszcze po co, ale fajnie być instruktorem. Opiekunem zostaje często z urzędu ktoś z komisji. A pisałem jak wygląda komisja. Po roku ta osoba zostajae instruktorem. Hufiec ma nowego instruktora. Instruktor nie wie co to znaczy być instruktorem. Nie ma wsparcia. Nie ma zarzutów do prowadzenia drużyny póki składki są.

Moim zdaniem jeśli nie zabierzemy się za komisje stopni stawiając wysokie wymagania ich członkom, oraz za namiestnictwa, w których też przydadzą się wysokie wymagania, to niczego nie zmienimy. Drużynowy musi mieć wsparcie. Musi go wspierać sktoś świadomy - namiestnik. TEn namiestnik musi być świetnie do tego przygotowany i rozumieć o co w harcerstwie chodzi. Trzeba więc organizować więcej kursów dla namiestników. Trzeba kształcić członków komisji. Trzeba kształcić opiekunów prób. Trzeba lepiej kształcić drużynowych. Może za kilka lat coś się w małych hufcach zmieni. JEdnak musimy pamiiętać, że nie możemy tylko wymagać. Musimy stwarzać możliwość zdobycia niezbędnej wiedzy.

Tylko w ten sposób ujednolicimy rozumienia naszych celów, wartości. Tylko w ten sposób pozbędziemy się form zapożyczonych z wojska, pionierstwa, czy innych organizacji ideologicznych (na przykład z hitlerowskich Niemiec). Tylko w ten sposób uniemożliwimy zasilanie anszych szeregów przez ludzi, któzy nigdy nie powinni dostać nikogo pod opiekę.

W ciągu ostatnich kilku lat widziałem już takie rzeczy, że powoli zastanawiam się gdzie się podiało to harcerstwo (rozumiane jako pewne wartości). Widziałem niekompetentnych drużynowych i instruktorów znęcających się nad podopiecznymi. Widziałem pijących i palących przy wszystkich instruktorów. Widziałem pijanego komendanta hufca rozmawiającego z księdzem podczas dużej uroczystości z udziałem całego hufca. Widziałem otwieranie prób na stopnie starszoharcerskie składających się z 5 zadań, w tym kilku wykonanych już przed rozpoczeciem próby. Widziałem instruktorów złodziei i paserów. Widziałem drużynowych oferujących narkotyki młodzieży. Widziałem pseudowędrowników (tylko na zdjęciu) skaczących z wartowni jako wyczyn wędrowniczy. Widziałem zamknięte środowiska izolujące harcerzy i wmawiające im, że są jedyni wspaniali, a dookoła sa wrogowie. Widziałem obojętność i nikompetencję różnych władz, które nie działały w porę, bo nie widizały niczego złego w tym wszystkim. Widziałem inne rzeczy, po których po prostu odechciewało sie być instruktorem. Mógłbym jeszcze wiele wymienić, ale wymienianie niczego nie zmieni. Zmienić możemy to tylko oddizałująć na tych, na których jeszcze się da i czekająć aż odejdą z organizacji ci, bez których będzie nam lepiej.

Maciaf
Użytkownik
Posty: 66
Rejestracja: 13 sie 2003, 11:23
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciaf » 19 sie 2004, 09:57

HEJ!
Bardzo dobrze, że ten wątek został założony.
Zgadzam się z Analogiem, sam jestem namiestnikiem i wiem jak sprawa wygląda. Bardzo dużym problemem ZHP jest praca z kadrą. Czytam o niekompetentnych komisjach, namiestnikach, o braku szkoleń i konsekwencji. Dorzucam zatem problem właściwej pracy z tymi, którzy w jakiś sposób się przeszkolili i chcą działać. Znam dobre KSI i dobrych namiestników, którzy wsparcia nie mają i czasami przypominają bardziej don Kichota niż instruktora.
To nie formy i narzędzia są złe (nie wykluczm wyjątków), to po prostu my instruktorzy nie potrafimy ich właściwie wykorzystywać. Przecież pląsy są super!.... - dla zuchów. Sam, jako wędrownik już kilka razy powstrzymałem się przed zrobieniem odznaki - "Dziękuję nie pląsam".

A jeśli chodzi o przykład harc-kiczu:
Dla mnie maksymalnym kiczem są stosowane często w ZHP kary. Jesteśmy organizacją wychowawczą, uważamy się za specjalistów w dziedzinie kształtowania charakterów... Popatrzmy jakich metod używamy do "wzmocnienia pozytywnego i negatywnego". Kto nie słyszał o staniu na baczność w środku nocy, o pompkach i brzuszkach, o "kajzermanewrach" itp?
hm. Maciek spod Gaików HR
Chorągiew Śląska, Hufiec Beskidzki

Analog_Br

Post autor: Analog_Br » 19 sie 2004, 19:37

To są faktycznie kiczowate kary.W dodatku niestatutowe. Te kary są zwykle za złamanie zasad, które też są kiczowate. Obserwowałem to wiele razy na kiczowatych obozach. Dlatego na swoich obozach staram się z kiczem walczyć.

W tym roku byłem komendantem obozu, na którym moich harcerzy było tylko dwoje. Reszta była z innych hufców, więc mnie nie znali. JAcy oni byli zdziwieni, że takich kar nie ma (prawdę mówiąc przez 2 tygodnie nie trzeba było zastosować żadnej kary). Jacy byli zdziwieni nawet, że komendant obozu z nimi oczkuje ziemniaki, a nie tylko stoi i popędza. Jacy byli zdziwieni, że niczego nigdy im nikt nie kazał, tylko zawsze proszeni byli ochotnicy (i dziwne, że zawsze byli). A najbardziej to się zdziwili sąsiedzi z innych obozów jak się dowiedzieli, że u nas kadra też stoi na warcie w nocy. Cały ten obóz był dziełem tak naprawdę każdego z uczestników po trochę. Na kazdym kroku staraliśmy się, żeby nie było kiczowato. Nie wprowadzaliśmy sztucznej obrzędowości tam, gdize nie była potrzebna. Wszystkie zasady funkcjonowania obozu były jasne. Wszystkie decyzje rady obozu były tłumaczone. Uczestnicy obozu mieli faktyczny wpływ na jego przebieg. Podsumowaliśmy wielką imprezką, na która zbieraliśmy drobne przez cały obóz (do skarbonki). Były ciestka, napoje, muzyka i wspominanie. Przez tą chwilę czułem się jak w drużynie. Mam tylko nadzieję, że harcerze z tamtych hufców też będą dbać o jakość swoich obozów, jak już zostaną instruktorami.

zethapowiec
Użytkownik
Posty: 63
Rejestracja: 20 sie 2004, 16:00
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: zethapowiec » 20 sie 2004, 16:47

CZUWAJ! Dla mnie kiczem są owe jajościski i druh który łączy tę nazwę z nieharcerskim zachowaniem! Jesteśmy organizacją młodzierzową! A nie Związkiem Żałobników Polskich! A spodenki jajościski są obciachowe bezydkie fuj! Okropne są też getry naciągnięte do kolan. Kiczem dla mnie są też bereciki zuchowe oraz te miekkie harcerskie, oraz naszywki w stylu Zlot Drużynowych 2003-kolorowe puzzle! Kicz to takrze mój kolega, który tak kochał harcerski mundur, że lubił go nosić przez prawie cały obóz a potem miał brudny od pasty do zębów na plecach(!?) i pęknięte w kroku spodnie Emy! Z czym się jeszcze spotkałem to wprowadzanie własnych sznurów i nieznajomość regulaminowych! Np. harcerze z jednej drużyny niewiedzieli co znaczy granatowy suwak na moim sznurze (w moim wypadku kwatermistrz szczepu). Ich ozaczenie zarówno kwatermistrza jak i szefa kuchni(!?) to był sznur z podramienia w kolorze pomarańczowym! Moim osobistym zdaniem kiczowate też są sprawności bo te kupne są za pstrokate a wyszyte mi się też nie widzą:) Kiczem który wprowadza wiochę na mundurze są współcześnie produkowane listki dębowe (błe!). Harcerze co do mundurów (bo to one są najczęściej "nośnikami" kiczu) mają też dewiacje. Np. drużyna, która swoją nazwę umieściła na taśmie na mankiecie gotykiem (na wzór Waffen SS np. miała tak dywizja SS-VIKING)!
W ZHP dochodzi do kultu spranego munduru. Im bledszy tym lepszy. Niektórzy sobie szyją specialnie z białego płótna! A podczas 60 Rocznicy Powstania Warszawskiego widziałem z-cę Szefa Komisji Rewizyjnej GKi i muszę przyznać, że widok jego munduru był porażający! Mundur sprany, zniszczone naszywk, nitki.. Pozatym mundury instruktorek są be jak worek od kartofli! Kolor męskich mundurów odstrasza nowych członków. A gdy jeszcze ich drużynowy ma mundur w kolorze "desert" rozpadające się naszywki i krzywe pagony z gumki od majtek, zmechacony beret, rdzę w okół krzyża i mówi w gawędzie o szacunku do munduru i jak on kocha swój mundur to się niedziwię, że taki ktoś już nie przyjdzie! A sami młodzi też wprowadzają wiochę na mundurze bo np. do munduru jeansy przecierane na pomarańczowo z brokatem, czerwona koszulka pod mundurem, dresowe spodnie do munduru, spodnie z krokiem w kolanach do munduru, chusty w barwach samoobrony, sprawność modelki i Cassanovy(!!), odpadające naszywki, zmięta rogatywka, plecak w pokemony do munduru, tęczowa kurteczka też, japonki do munduru czy kzyże przywieszone dwie dłonie nad kieszenią:) Takie rzeczy się zdarzają.. :lol:lol:lol>:(>:(>:(

lasszepczacy

Post autor: lasszepczacy » 20 sie 2004, 19:53

A jednak postanawie sie włączyć do tej rozmowy przynajmniej na chwile. Faktem jest że kicz o jakim tu mowa jest i raczej bedzie bo trudno bedzie cos takiego wytepic, musimy sie temu przeciwstawiac. Manowicie ja moge jak narazie wymienic dwie rzeczy ktore podchodza pod kicz, ale tego jeszcze nie jestem pewien bo przeciez po to mamy to forum. Kiczem dla mnie jest mundur wygladajacy jak choinka, natomiast mundur schludny nawet z drobnymi sladami rdzy ktora pojawia sie po wielu latach sluzby w mundurze. Mundur na ktorym sa te sprawnosci ktore zdobylismy a nie wyprosilismy, mundur przecierz jest po to by cos mogl powiedziec innej osobie ktora nas nie zna, co nie znaczy ze musi wygladac jak choinka. Druga rzeczktora wydaj sie byc kiczem to co tygodniowe stanie w hipermarketach i "zarabianie kasy", to po pewnym czasie jest nie harcerska , ale biznes druzyna.

To by bylo na tyle nie wiem czy dobrze mysle i czy dobrze zrozumialem temat kiczu, ale pozyjemy zobaczymy.

_______________________________________________________________________________

W szepczącym lesie, szepce się wiele opowieści...

Alienek
Starszy użytkownik
Posty: 174
Rejestracja: 08 gru 2002, 21:05
Lokalizacja: 191 WDW "Czarny Szlak"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Alienek » 22 sie 2004, 18:12

I tu się z druhem nie zgodzę co do stania w supermarketach... To nie jest "biznes drużyna", to chęć, np. odciążenia rodziców z płacenia na obóz (dużo moich znajomych harcerzy wyjechało na obóz, bo mieli dofinansowanie z Hufca, ale też mieli kasę ze stania). Mogę się nawet założyć, że gdyby nie ten "zastrzyk kasy" nie wyjechaliby na obóz... Poza tym wrzucanie do harcerskiej puszki nie jest obowiązkowe. Sam jak stałem i pakowałem ogromne zakupy usłyszałem "dziękuję" (choć i na to wielu ludzi nie stać, żeby to powiedzieć). :Oo

Dla mnie kiczem są "mundury choinki" (ale to już zostało napisane)....
Rafał Półbratek
191 WDW "Czarny Szlak"
Warszawa Mokotów
poza tym w HGR Bemowo

lasszepczacy

Post autor: lasszepczacy » 22 sie 2004, 19:11

Oj druhno ale jeśli stanie w super markecie przypada tak jak co zborke czyli co tydzien to jest juz biznes druzyna. To jest jedno. Natomiast jeśli chodzi o stanie to mozna sbie na to pozwolic ale nie co tydzien!

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Wędrownicy”