"Specjalnościowy Balet"

forum Wydziału Specjalności GK ZHP
dokumenty
Stały bywalec
Posty: 1551
Rejestracja: 27 maja 2002, 10:23
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Krakowska 19 Lotnicza
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: dokumenty » 09 lut 2005, 11:28

"Specjalnościowy Balet"

To już jest koniec. Odłożyłem ostatni Czuwaj (200/10/2004) i stwierdziłem, że specjalności się skończyły. Podobne przemyślenia miałem od dawna, ale artykuł o specjalności HSRD przekonał mnie ostatecznie. Dlaczego?
(........)
hm. Rafał Klepacz
Jeśli ciekawi Was dlaczego były, długoletni, instruktor Wydziału Specjalności GK ZHP tak uważa
to zerknijcie do najnowszego "Na Tropie":
http://www.natropie.zhp.org.pl/nts1_spe ... _balet.htm

A jakie jest Wasze zdanie ?
hm. Czesław Przybytek HR
tel.kom. 519-160-185

wroobel
Starszy użytkownik
Posty: 257
Rejestracja: 15 cze 2002, 01:34
Lokalizacja: HKW "DAL"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: wroobel » 10 lut 2005, 03:33

Seascout w Na Tropie napisał:
A nakazywanie nazywania tej specjalności mija się z celem. Bo w tym roku latem żeglujemy, zimą jedziemy na narty, jesienią przygotowujemy się do konkursu piosenki turystycznej, a wiosną gramy w lidze piłki halowej.
Z całym szacunkiem dla Rafała mam wrażenie, że w tym miejscu myli PRACE ZE SPECJALONOŚCIĄ DRUŻYNY z REALIZACJĄ ZADAń SPECJALOćIOWYCH W DRUŻYNIE.
Kiedyś już swoje zdanie na ten temat wyraziłem:
http://www.wodniacy.zhp.org.pl/modules. ... le&sid=117
Seascout w Na Tropie napisał:
nie widzę żadnego problemu w tym, że drużyna wędrownicza czarteruje latem jachty na 14 dni niż przez 5 lat zbiera na łódki, pracuje przy nich, by w szóstym roku mieć na czym popłynąć na obóz. [..] Jeśli jakąś drużynę stać na zakup sprzętu - to świetnie. Ale nie może to być głównym celem działania drużyny. Głównym celem powinien być rozwój młodych ludzi.
Ja też nie widzę problemu. Dlatego w ostatnio opracowanych kryteriach ogólnych dotyczących drużyn specjalnościowych, ani w szczegółowych kryteriach HDW i HDŻ - NIE MA ANI SŁOWA O ZAPLECZU TECHNICZNYM, ANI MINIMUM SPRZęTU, ANI O PRACY PRZY SPRZęCIE. Własne szkutnie, własne jachty są nie obowiązkowe - bo jak to ujął druh kierownik Tomek - Nie potrzeba mieć browaru, żeby się piwa napić. ;););)
Seascout w Na Tropie napisał:
Uprawnienia trzeba zdobywać tam, gdzie jest to możliwe i konieczne: w sportach wodnych (nurkowe, żeglarskie, motorowodne, ratownicze) [..], ale nie wszędzie i za wszelką cenę.
Pozwolę sobie stwierdzić jeszcze bardziej dobitnie - Harcerska Drużyna Wodna to nie szkółka żeglarska! ZDOBYWANIE PATENTÓW NIE JEST CELEM HARCERSTWA WODNEGO!!! Patenty są tylko instrumentem metodycznym, takim samym jak stopnie sprawności, znaki służb czy odznaki turystyczne.
Seascout w Na Tropie napisał:
Służba, rozumiana właśnie jako przeprowadzanie małych dzieci przez przejście dla pieszych. Albo zastępowanie Policji, dzięki czemu ta może sobie postać w czasie obstawy ważnych świąt w cieniu... W Korei Północnej, narodowy bohater dzieci i młodzieży jak jechał pociągiem, to mył w nim okna, żeby czas w pociągu spędzić pożytecznie. Czy tak współcześnie rozumiemy służbę?
Problem pojmowania służby - jako bycia usłużnym jest według moich obserwacji problemem większości wędrowników - nie tylko tych z drużyn specjalnościowych. Wielokrotnie dykutowałem z wędrownikami, że służba to nie jasełka w domu dziecka, czy pomoc w hospicjum czy inna orka na ugorze. Tak samo dobrą służbą może być wystawienie i regularne podlewanie kwiatków na wspólnej klatce schodowej w kamienicy czy prowadzanie klasowej kroniki, czy wręcz poprostu odwiedzenie z zeszytami przeziębionego kolegi z klasy - zwykłe rzeczy potrzebne w NAJBLIŻSZYM otoczeniu, a domy dziecka, poprawczaki, hospicja zostawmy wykształconym specjalistom. A mówienie przy niektórych instruktorach o służbie samemu sobie bywa wręcz nietaktem. Dużo wody w rzekach upłynie nim to się w całym Związku zmieni.

Natomiast my pamiętamy ;) kto do takiego pojmowania harcerskiej służby doprowadził - i tu wodniacy akurat byli opozycją - polecam lekturę przedruku tekstów z 1967roku.
http://www.wodniacy.zhp.org.pl/modules. ... cle&sid=81
Gdzie czytamy jak instruktor wydziału starszoharcerskiego mówi:
nadal protestuje przeciwko takiemu stawianiu sprawy: - [..] budowa łodzi czy praca na przystani nie jest pracą społeczną, bo służy przede wszystkim samym wykonawcom, jest pracą dla siebie. Co innego, gdyby na przykład łodzie te były wykorzystywane do szkolenia ratowników i pełnienia dyżurów ratowniczych w ogólnie dostępnych kąpieliskach.
Na co wodniacy się bronią:
Trudno jest też zgodzić się z tym, że praca przy budowie i konserwacji łodzi nie jest pracą społeczną. Jeśli harcerz robi łódź, to nie dla siebie, ale z zespołem i dla zespołu, ktoś zawsze tą pracą kieruje. Łodzi tej, odchodząc z organizacji, nie zabierze ze sobą, będzie ona służyć przez następne lata innym.

Więc w imieniu mojej specjalności nie poczuwam się do winy za lata błędów i wypaczeń i nawoływanie do mycia okien w pociągu w czasie podróży.:lol
Seascout w Na Trupie napisał:
Uważam, że formuła drużyn specjalnościowych w formie w jakiej one obecnie działają już się wyczerpała i trzeba szukać nowocześniejszych rozwiązań.
Nie poczuwam się do złego celu pojmowania zadań wychowawczych ZHP przez drużyny wodne. Nie zgodzę się z zarzutem fetyszyzacji sprzętu w świetle obecnej doktryny pracy drużyn specjalnościowych. Nie widzę problemu u dobrze pracujących drużynowych z właściwym pojmowaniem roli instrumentów metodycznych jak i służby.
Celowo na deser zostawiłem sobie kwestie specjalizacji i wizerunku.
Seascout w Na Tropie napisał:
Startowaliśmy w regatach, czasem wygrywając, a zawsze zajmując miejsca na podium. A przecież nie byliśmy drużyną żeglarską!!! Byliśmy dobrze przygotowani i to wszystko.
Moje gratulacje. Ale czy to powód by odmawiać pewnym grupom zapaleńców prawa do kochania łódek, innym miłowania koni a jeszcze innym wielbienia szybowców?
Jeśli tylko są wstanie w tym wytrwać, jeśli tylko lider jest wstanie pozyskać ekipę naśladowców i spełniają kryteria dobrej drużyny harcerskiej moim zdaniem - NIE MOŻNA ODMAWIAć!
Seascout w Na Tropie napisał:
Bądźmy widoczni, czytelni otwarci. To hasło zaczerpnięte z tytułu uchwały ostatniego Zjazdu ZHP. Wydaje mi się, że niektóre specjalności zamazują nasz wizerunek
Proszę konkretnie czy harcerz przemierzający teren pieszo jest bardziej czytelny od harcerza płynącego jachtem, jadącego konno, czy lecącego balonem??? Jacht, koń, balon - to TYLKO środek transportu, ale wędrówka pod żaglami, konno czy balonem to AŻ sposób na WYCHOWANIE dobrego obywatela! Czy tu jest coś nie czytelne?
Rafał mniej tyle odwagi co gOOrek i powiedz wprost - MILITARYNM nam szkodzi!
Rafał miej jeszcze tyle odwagi, co instruktorzy mówiący nie bierzemy pieniędzy za sponsoring od kompani piwowarskich i koncertów tytoniowych - i dodaj nie będziemy brać pieniędzy z MON, nie będziemy realizować zleconych zadań w zakresie szkolenia przedpoborowych. Ponieważ kasa z MON na militaryzm szkodzi naszemu wizerunkowi tak samo jak kasa z używek.
Nazwij rzeczy po imieniu, a nie wal na oślep po wszystkich specjalnościach.

Jeśli chodzi "tradycyjne zabawy harcerskie" jak konwojowanie jeńców, obijanie zakładników, atak na wroga czy inne desanty - to mam tyle odwagi, aby powiedzieć nie, tak się nie bawmy to szkodzi naszemu wizerunkowi.

Mimo, że zastanawia mnie praca drużyn artystycznych, ekologicznych, turystycznych, czy sportowych - to nie mam w sobie tyle odwagi by powiedzieć nie bawcie się w to... mam za mało wiedzy, a skoro są instruktorzy, którzy zawiązali inspektoraty, opracowali zasady, planują działać i wspierać opracowywać program i metodykę - to chyba da się tu coś osiągnąć. A zakresy ich działań rokują na WYCHOWANIE DOBRYCH, WSZECHSTRONNYCH OBYWATELI z pasją do sztuki, przyrody, turystyki czy sportu.

Podsumowując mamy kilka grup specjalności
1. pierwsza związana ze środkiem transportu
jak jacht, koń, balon - która spełnia zadania wychowawcze. A jej mistyka i sfera meta (która jest sposobem bycia, a czasem sposobem życia) związana z łódką, koniem czy balonem podnosi atrakcyjność harcerstwa.
2. druga grupa opiera się na pewnej pasji i hobby, jakim może być: sztuka, przyroda, środki komunikacji, sport i turystka - nie znam tych drużyn dobrze, ale myślę że nie szkodzą one ani wizerunkowi, ani pojmowaniu służby, ani instrumentów metodycznych - mam nadzieją że wychowują dobrych ludzi.
3. No i mamy wreszcie specjalności przygotowujące do służby: w policji, straży granicznej, pogotowiu ratunkowym, straży pożarnej oraz w wojsku. Według moich obserwacji - to w tej grupie jest najbardziej zachwiane postrzeganie roli służby, oraz to ta grupa specjalności może powodować dysonans, o którym mówi Rafał, z kreowanym wizerunkiem ZHP. No, ale co zrobić skoro te służby czasem zlecają i finansują w ZHP szkolenie przyszłych kadr? Czy podziękować im za kasę w imię czytelności, tak jak dziękujemy kompaniom tytoniowym i piwowarskim?

t.m.nowak
Użytkownik
Posty: 67
Rejestracja: 23 kwie 2004, 08:02
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: t.m.nowak » 10 lut 2005, 21:49

Czuwaj!

Cieszę się, że ktoś o tak światłym umyśle jak Rafał zabrał głos w sprawie specjalności, bowiem z tą kreatywnością wśród specjalności nie jest najlepiej. Cenię tez pomysł Rafała na przygodę ze specjalnościami, bo sam tak tę przygodę przeżywałem - jestem skoczkiem spadochronowym, pilotem szybowcowym, radiooperatorem ze świadectwem klasy A, koniarzem z brązową odznaką jeździecką PZJ, instruktorem w dwóch dziedzinach artystycznych etc, etc. Ale niestety nie mogę zgodzić się z Rafałem co do tego, że oto właśnie nadszedł zmierzch specjalności i nadszedł czas, w którym wszystkie drużyny w ZHP powinny zmienić sposób pracy ze specjalnościami. Powodów jest conajmniej kilka:

1. Powód pierwszy: CEL (ale też SŁUŻBA).
Nie można mieć do ludzi pretensji o to, że nie są świadomi celu pracy (służby), skoro żeśmy nigdy im tego celu nie pokazali. Taki cel pokazano w historii sepcjalności raz - w 1969 roku w książeczce "System pracy harcerskiej drużyny specjalnościowej", która rozeszła się w Polskę w ogromnym nakładzie, i choć mało kto z obecnie działających instruktorów ją widział, to w umysłach instruktorów, nadal funkcjonują przekazywane z pokolenia na pokolenie pojęcia i sposoby postrzegania tych spraw w duchu rzeczonej książeczki! Zmiany próbował wprowadzić Andrzej Glass, ale jego teorie zna jedynie wąskie grono uczestników konferencji harcmistrzowskiej, na której swe poglądy wygłosił. W kawalerii harcerskiej rzecznikiem ustalenia celu był Paweł Rozdżestwieński. HSR ustalił sobie pewne cele (choć między nami, to i oni nie uporali się z problemem celu funkcjonowania 81 drużyn ratowniczo-medycznych...). A kto jeszcze dokonał rewizji celów pracy swojej specjalności? Podjęliśmy się tego zadania w wydziale jesienią zeszłego roku i okazało się, że istnieją tak ogromne różnice w widzeniu celów specjalności, jak np. między śląskimi i gdańskimi wodniakami, co widać było podczas jesiennej konferencji w Łodzi. Życie bowiem nie znosi pustki i jeśli z góry nikt nie zrewidował celów i programu - to ludzie sobie te klocki ułożyli według własnego sposobu rozumienia tych spraw. Uświęciła to wszechobecna w ZHP tradycja. Czy zastanawiałeś się, Rafale nad tymi celami pracując w zespole instruktorów wydziału w latach 1993-2000?
2. Powód drugi: SPRZęT
Nasze kolekcjonerstwo wynika niestety z nędzy naszego przeciętnego harcerza. Bo jak u dh. Widery chłopaki ze śląskich familoków nie naprawią sobie kajaków, to sobie nie popływają, bo na wypożyczenie ich nie stać. Bo większości moich harcerzy nie stać było na jazdy konne i swoje jazdy musieli odpracowywać godzinami ciężkiej pracy w ośrodkach jeździeckich (a z nimi solidarnie ci, których na to było stać...). Bo podczas mojej służby w COL, gdy harcerze płacili za kurs spadochronowy 150-250 zł (w zależności od dotacji - w tym samym czasie w Aeroklubie od 350-700), to okazywało się, że jest to dla nich drogo, i komendant ośrodka nie raz musiał się tłumaczyć przed naczelnictwem dlaczego tak często zezwala na odpracowanie kursu na terenie bazy. W końcu nie zapominaj Rafale, że inne możliwości ma młody chłopak w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, ba - Radomiu, czy Sochaczewie (tak jak Ty, czy ja) - a inne w Męcince koło Jawora, czy Czarnem pod Baligrodem, szczególnie, gdy ich rodzice to bezrobotni. W końcu nie oszukujmy się - Twoje i moje osiągnięcia w zakresie specjalności są też wynikiem harcerskich ośrodków i sprzętu, wynikiem ludzi, którzy stanęli na naszej drodze i możliwości jakie się przed nami otworzyły - ale przed większością harcerzy taki zbieg szczęśliwych okoliczności się nie otworzy... Zwłaszcza, że coraz mniej będzie harcerskich łodzi, spadochronów, koni...
3.Powód trzeci: SPECJALIZACJA
Wbrew pozorom zmienia się obecnie bardzo dużo w naszym związku w zakresie specjalności. W swoim materiale zdajesz się Rafale wogóle nie zauważać nowych "Zasad pracy harcerskich specjalności" - po raz pierwszy przewidziano nadawanie miana na okres roku, by z jednej strony zmotywować drużyny do aktywnej działalności, z drugiej zaś zachęcić też do różnych form aktywności w następnych latach (punkt 2.5). U harcerzy starszych i wędrowników przewidziano - zgodnie z opisem metodyki starszoharcerskiej i wędrowniczej - patrole i zastępy o różnych specjalnościach w ramach tej samej drużyny, wszystko po to, aby zachęcić harcerzy starszych do poszukiwań, a wędrownikom dać więcej możliwości realizowania siebie (punkt 2.6). Tyle, że świat wokół nas zaczął się zmieniać w 1989, a my próbujemy go zacząć gonić dopiero teraz, po 15 latach. Wielu drużynowych uważa, że te zmiany to cios dla specjalności, a wielu dowie się o nich dopiero za dwa - trzy lata, bo tak funkcjonuje u nas przepływ informacji. I nie jest to tylko problem z harcerskimi specjalnościami - podobnie sytuacja wyglądała (nadal wygląda?) z metodykami...
4. Powód czwarty: UPRAWNIENIA PAńSTWOWE.
Tu jedynie nawiązuję do Twojego śródtytułu - ale powiedzieć trzeba o innym problemie, o którym wspomniałeś, a który w ZHP ukrywamy wstydliwie. Ale ja się z Tobą zgadzam, tylko widzę go chyba szerzej. To nie jest problem specjalności, że 19-latkowie zainteresowani strzelaniem i mundurem nie idą do wojska lecz zostają w naszych szeregach - to jest problem organizacji, że pełnoletni mężczyźni i pełnoletnie kobiety po 8-12 letnim okresie oddziaływań naszej organizacji w celu przygotowania ich do dorosłego życia, nie są na tyle dojrzali, żeby podjąć decyzji co dalej z tym życiem zrobić... Nie oszukujmy się - wielu instruktorów, nie posiada wystarczających predyspozycji do pracy wychowawczej z dziećmi i młodzieżą - pozostali w organizacji, by przytrzymać się kurczowo resztek swojej młodzieńczej przygody, bez podejmowania życiowych decyzji... Jeśli będziemy ludzi wychowywać tak, by umieli we właściwym czasie podjąć stosowne decyzje, to przestaniemy mieć problem z armią niespełnionych komandosów, medyków i policjantów...
5. Powód piąty: PROMOCJA
Zgadzam się, że nie na takiej promocji nam zależy. Ale nie możemy promować czegoś, co jest jedynie bytem wirtualnym. Najpierw poprawmy więc jakość pracy drużyn i dotrzyjmy z tym do wszystkich! Zamiast mieć pretensje do ludzi, że wykonują niepotrzebnie cudzą pracę - wytłumaczmy jak powinna ona wyglądać! Przestańmy gadać o harcerzach w mundurach wojskowych i karabinach, tylko wypracujmy i wytłumaczmy ludziom co znaczy zapis w statucie "ZHP działa na rzecz obrony narodowej i bezpieczeństwa powszechnego". Bo jeśli tego nie zrobimy, to od razu zrezygnujmy z górnolotnego gadania o służbie, wypowiedzmy Ministerstwu Obrony Narodowej porozumienie o współpracy i przestańmy pobierać dotacje na realizację zadań zleconych.
Konkluzja: Koniec specjalności?
Myslę, że raczej zaniedbane poletko. Organizacja miała ważniejsze problemy. Priorytetem były różne sprawy: ideały, kadra, majątek, zarządzanie, metodyka, promocja... Czy którykolwiek zjazd wypracował jakąkolwiek uchwałę w sprawie specjalności? Specjalności przydawały się jedynie, gdy trzeba było zorganizować służby, albo pokazy na zlocie, pokutowało mniemanie, że "oni sobie radzą". Niewiadomo kiedy, okazało się, że na archaicznym sprzęcie, według dawnych celów i metod, pracuje grupka podstarzałych fascynatów, z których części w ferworze walki nawet nie poinformowano, że coś się zmieniło i "już można wyjść z lasu"... I tego nie poprawi się jedną instrukcją, czy jednym artykułem... Potrzebna pomoc, wielu instruktorów, także spoza specjalności - po to, by nasza oferta była "jak paleta barw kolorowa"...

Z życzeniem jeszcze wielu przygód specjalnościowych Tobie, sobie i wszystkim członkom ZHP
hm. Tomasz Nowak HR
Wydział Specjalności GK ZHP

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 10 lut 2005, 23:32

Nie można mieć do ludzi pretensji o to, że nie są świadomi celu pracy (służby), skoro żeśmy nigdy im tego celu nie pokazali. Taki cel pokazano w historii sepcjalności raz - w 1969 roku w książeczce "System pracy harcerskiej drużyny specjalnościowej", która rozeszła się w Polskę w ogromnym nakładzie, i choć mało kto z obecnie działających instruktorów ją widział, to w umysłach instruktorów, nadal funkcjonują przekazywane z pokolenia na pokolenie pojęcia i sposoby postrzegania tych spraw w duchu rzeczonej książeczki! Zmiany próbował wprowadzić Andrzej Glass, ale jego teorie zna jedynie wąskie grono uczestników konferencji harcmistrzowskiej, na której swe poglądy wygłosił. W kawalerii harcerskiej rzecznikiem ustalenia celu był Paweł Rozdżestwieński. HSR ustalił sobie pewne cele (choć między nami, to i oni nie uporali się z problemem celu funkcjonowania 81 drużyn ratowniczo-medycznych...). A kto jeszcze dokonał rewizji celów pracy swojej specjalności? Podjęliśmy się tego zadania w wydziale jesienią zeszłego roku i okazało się, że istnieją tak ogromne różnice w widzeniu celów specjalności, jak np. między śląskimi i gdańskimi wodniakami, co widać było podczas jesiennej konferencji w Łodzi. Życie bowiem nie znosi pustki i jeśli z góry nikt nie zrewidował celów i programu - to ludzie sobie te klocki ułożyli według własnego sposobu rozumienia tych spraw. Uświęciła to wszechobecna w ZHP tradycja. Czy zastanawiałeś się, Rafale nad tymi celami pracując w zespole instruktorów wydziału w latach 1993-2000?
Tak, zastanawiałem się. Może nawet dłużej. Aż do listopda 2004, do chwili przeczytania artykułu o HSRD w Czuwaj. Właśnie dlatego postawiłem prowokacyjną może tezę. Skoro przez tyle lat nie potrafimy sobie odpowiedzieć dokąd zmierzają specjalności - to właśnie może to oznacza, że czas zmienić podejście? Moze po prostu generalnie załozenie jest złe i trzeba rozejrzeć się za czymś szerszym?

Przygotowuje właśnie wystąpienie na konferencję o zarządzaniu organizacją pozarządową, i w książce Petera Druckera natknąłem się na opis organizacji, która zmieniała profil swoich usług, ale nie zmieniała struktury, a to powodowało nieporozumienia i konflikty w grupie: "Może taka sytuacja jest znakiem, że powinniśmy uważnie przyjrzeć się organizacji. Może jej struktura służy zadaniom które pełniliśmy wczoraj, a nie tym, którymi zajmujemy sie dzisiaj? (...) Narastanie poziomu zakłóceń jest oznaką tego, że organizacja źle sie czuje we własnej skórze. Jej struktura przestała odpowiadać warunkom, w których działa" (Peter F. Drucker - Zarządzanie organizacją pozarządową, Warszawa 1995 s. 126)

Może naszym specjalnościom też jest ciężko w skórze, w którą je wbijamy od lat '80? I może właśnie dlatego od tylu lat nie możemy sprecyzować oczekiwań od specjalności?

Co do innych punktów Tego co napisałeś - to się zgadzam. Czasem praca przy sprzęcie jest dla kogoś przyjemnością, czasem jest koniecznością. Mi chodziło tylko o to, że nie powinno byc tak, że jest przymusem - a sam sprzęt fetyszem.

Ciągle boli to, że generalnie specjalności jakoś pomijane, marginalizowane a jak trzeba to sa jednak wizytówką ZHP, podawane jako przykład skutecznego wychowania. Bo są interesujące. W moim odczuciu jednak interesujące nie są drużyny specjalnościowe, a praca ze specjalnościami i namawiałbym do pracy ze specjalnością, a najlepiej ze specjalnościami.

Rafał
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

wroobel
Starszy użytkownik
Posty: 257
Rejestracja: 15 cze 2002, 01:34
Lokalizacja: HKW "DAL"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: wroobel » 11 lut 2005, 01:55

Rafal napisał:
Skoro przez tyle lat nie potrafimy sobie odpowiedzieć dokąd zmierzają specjalności - to właśnie może to oznacza, że czas zmienić podejście? Może po prostu generalnie założenie jest złe i trzeba rozejrzeć się za czymś szerszym?
Jeżeli sobie przez tyle lat nie odpowiedzieliśmy, to dlatego, że jak Tomek wspomniał ciągle są problemy zastępcze. A głównym tematem zastępczym jest kasa - rozmowy z nie jednym instruktorem kończą się puentą - nic się nie da zrobić bo nie ma kasy.
Rafal napisał:
Może naszym specjalnościom też jest ciężko w skórze, w którą je wbijamy od lat '80? I może właśnie dlatego od tylu lat nie możemy sprecyzować oczekiwań od specjalności?
Właśnie dorosło i wkroczyło na ścieżką instruktorską pokolenie, które nie pamięta harcerstwa z lat '80. Na moim - łódzkim wodniackim podwórku - to prawie wszyscy drużynowi urodzili się PO stanie wojennym! Czyli Ci, którzy tworzą dzisiejsze drużyny od zawsze działają w "nowych" realiach i myślą "nowymi" kryteriami.
Ponieważ długo, długo wsparcie dla specjalności nie było priorytetem - to często nie było nawet starszych myślących "po dawnemu". Więc nie było komu wpychać w ich "starą skórę". Tak jest u nas.
Rafal napisał:
Ciągle boli to, że generalnie specjalności jakoś pomijane, marginalizowane a jak trzeba to sa jednak wizytówką ZHP, podawane jako przykład skutecznego wychowania. Bo są interesujące. W moim odczuciu jednak interesujące nie są drużyny specjalnościowe, a praca ze specjalnościami i namawiałbym do pracy ze specjalnością, a najlepiej ze specjalnościami.
Nie, jeszcze raz proszę rozróżniaj - praca ze specjalnością - jest wtedy, gdy treści specjalnościowe się przenikają w sposób spójny z harcerskimi wartościami, wnikają w elementy naszej metody, a nie są tylko programem działań...
...to co proponujesz jest ciekawe i warte podjęcia, ale ja to bym nazwał REALIZACJĄ ZADAń SPECJLNOŚCIOWYCH
Gorąco popieram pomysł, by harcerze starsi podejmowali się realizacji projektów specjalnościowych. Tak samo wędrownicy - również fajnie, jeśli zmierzą się ze specjalnościowym wyczynem. Co roku, czy co pół roku innym...
...tylko jeden drobiazg - chcąc nie chcąc wracamy do tematu zastępczego nr 1 - Czy nas na to stać?

Do skutecznego, bezpiecznego i wartościowego zadania specjalnościowego potrzebujemy dwóch rzeczy:
a/ ludzi - dorosłych, fachowców
b/ sprzętu, zaplecza technicznego

Jeśli nie będziemy mieli wychowanych w normalnym toku pracy drużyny specjalnościowej oddanych harcerstwu i specjalności instruktorów gotowych do pracy wolontarystycznej - to musimy zatrudnić za kasę zewnętrznych fachowców z innych firm i stowarzyszeń. Ponadto z mojej obserwacji wynika, że "zewnętrzni" instruktorzy nie rozumiejąc celów, priorytetów harcerskich mogą prędzej, czy później powodować sytuacje toksyczne.

Jeśli nie będziemy mieli sprzętu pieczołowicie kolekcjonowanego i remontowanego w drużynach, hufcach czy ośrodkach prze środowiska gotowe dźwigać ciężar swojego istnienia - to musimy go wypożyczyć za kasę z zewnętrznych firm lub stowarzyszeń. Sprzęt jest "martwy" więc spięć międzyludzkich nie powoduje, jedynie umyka nam pewien wychowawczy walor poszanowania własnej pracy i identyfikacji z mieniem (poczucia własności).

Czy się nie da? Ależ oczywiście, że się da! Ależ oczywiście, że tak można. Tylko musimy być świadomi wad i zalet takiego działania.

Zaleta jest jedna - bark obciążeń, prostota, krótko i szybko płacę i wymagam - zgodnie z dewizą naszej epoki.
Wady kilka wad już wymieniłem wcześniej, ale policzmy tą wadę z głównego tematu zastępczego - jeżeli Tomek wspomniał, że harcerski instruktor w harcerskim ośrodku na harcerskich spadochronach jest wstanie przeprowadzić kurs dla harcerzy za powiedzmy 200zł...
...to zaraz się okaże, że jak wynajmiemy instruktora z Aeroklubu i wypożyczmy spadochrony z Aeroklubu to kurs będzie kosztował te same 700zł co w Aeroklubie, albo więcej bo trzeba dołożyć instruktorowi za dojazd i wyżywienie ;) i transport spadochronów. Więc na czym będzie polegać nasza konkurencyjność wobec aeroklubu? Metody i program szkolenia ten sam - bo ten sam instruktor, sprzęt ten sam, cena powiedzmy ta sama...
...to po co nam ta drużyna harcerska? a może niech dzieciaki sobie same idą do różnych klubów.

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 11 lut 2005, 07:17

t.m.nowak napisał:
1. Powód pierwszy: CEL (ale też SŁUŻBA).
Nie można mieć do ludzi pretensji o to, że nie są świadomi celu pracy (służby), skoro żeśmy nigdy im tego celu nie pokazali. Taki cel pokazano w historii sepcjalności raz - w 1969 roku w książeczce "System pracy harcerskiej drużyny specjalnościowej", która rozeszła się w Polskę w ogromnym nakładzie, i choć mało kto z obecnie działających instruktorów ją widział, to w umysłach instruktorów, nadal funkcjonują przekazywane z pokolenia na pokolenie pojęcia i sposoby postrzegania tych spraw w duchu rzeczonej książeczki! Zmiany próbował wprowadzić Andrzej Glass, ale jego teorie zna jedynie wąskie grono uczestników konferencji harcmistrzowskiej, na której swe poglądy wygłosił.
Materiały ze wspomnianej konferencji są dostępne na stronie:
http://specjalnosci.republika.pl
A to co proponował wówczas druh Glass (i nadal proponuje) było wcześniej znane nie tylko uczestnikom konferencji.
Nie bierz tego do siebie Rafale ale właśnie w latach 1993-2000 "kierownictwo specjalności" intensywnie zwalczało propozycje druha Glassa (co było m.in. jednym z powodów jego odejścia z ZHP) spychając "pracę specjalnościową" na "manowce".
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 11 lut 2005, 09:38

Przeczytalem material dh-a Glasa. Rzeczywiście - wyprzedil swoje czasy...
Gorąco popieram pomysł, by harcerze starsi podejmowali się realizacji projektów specjalnościowych. Tak samo wędrownicy - również fajnie, jeśli zmierzą się ze specjalnościowym wyczynem. Co roku, czy co pół roku innym...
...tylko jeden drobiazg - chcąc nie chcąc wracamy do tematu zastępczego nr 1 - Czy nas na to stać?

A to z materialu, który wkazal Czesio:
(...)
9. Skąd brać środki finansowe
Przytoczę znów słowa Naczelnika z 1922 r:
"Nie pieniądze robią ludzi, lecz ludzie robią pieniądze. Nie o braku tedy pieniędzy, lecz o braku dostatecznej inicjatywy i energii mówić wypada".
Przykład 1.:Na początku stanu wojennego, krakowscy harcerze ze Szczepu 19 KDHL postanowili zdobyć balon na ogrzane powietrze. Aeroklub w tym czasie uznał to za nierealne z braku dewiz. Harcerze znaleźli możliwość zakupu balonu na Węgrzech ( w drodze wyjątku, bo przed wojną polscy harcerze ofiarowali Węgrom szybowiec). Zebrali środki finansowe i tak powstał balon "Harcerz".
Przykład 2.:Harcerskie Koło Lotnicze "Trawers" ze Złotoryi cztery lata (tekst napisano w marcu 1992), temu uzyskało samochód łazik, który po remoncie posłużył do prac zarobkowych za zarobione pieniądze kupili samolot od ledwo zipiącego aeroklubu, Wyremontowali go i już trzeci rok prowadzą szkolenie spadochroniarzy, nawigatorów i pilotów-aspirantów. Szkolą w nawigacji także dzieci niepełnosprawne z prewentorium w Konstancinie. Widać, że to są harcerze, którym się chce. Są godni naśladowania.

Istnieją różne poziomy i stopnie specjalizacji, lecz wiele z nich jest osiągalnych przy ograniczonych środkach finansowych. Zaś do poważniejszych przedsięwzięć potrzebna jest silna wola i zapał.
Stare harcerskie powiedzenie brzmi :"Nie ma rzeczy niemożliwych trzeba tylko naprawdę chcieć."
Niemożność to tylko świadectwo własnej nieudolności!
Jeśli nam się nie chce, to opuśćmy szeregi harcerstwa i nie utrudniajmy młodzieży życia swym zniechęceniem.
Harcerze nigdy nie szukali łatwizny, lecz brali się za rzeczy niemożliwe.
Na początku II wojny światowej brytyjski minister Produkcji Lotniczej kazał w swym ministerstwie wywiesić hasło:
"Sprawy niemożliwe załatwiamy od ręki, cuda zabierają nam trochę czasu"
Harcerze-lotnicy je realizują. A teraz ty je zrealizuj!
(...)

Pozdrawiam

:)

Rafal
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

t.m.nowak
Użytkownik
Posty: 67
Rejestracja: 23 kwie 2004, 08:02
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: t.m.nowak » 11 lut 2005, 13:06

Ze swej strony ja jestem Rafałowi bardzo wdzięczny za "wbicie kija w mrowisko", bo dyskusji o tym jak pracować brakowało od lat! Ale jeszcze raz podkreslam:

Wiele problemów specjalności wynika z nierozwiązanych problemów organizacji - jeśli w organizacji mamy problem z majątkiem i finansami, to i specjalności mają problemy, jesli większość kadry jest słabo przygotowana do pracy i służby, to widać to również w specjalnościach, w końcu jeśli cała organizacja ma problem ze swoją strukturą (vide dyskusja o osobowości prawnej) to i u nas te problemy dają się we znaki!

I mnie Rafale też bardzo boli to, że specjalności są "marginalizowane, a jak trzeba to sa jednak wizytówką ZHP", ale to wcale nie musi tak być! Jesteś Ty, jest Wiktor, jest Czesiek, jestem ja... Jest szansa, że jeszcze dołączą inni. Z dyskusji widać, że nam się chce i każdy z nas posiada jakąś świadomość tego co było, co jest i co może być. Może w kilku wypadkach musimy doszlifować nasz język, którym mówimy. Może czasami powinniśmy się wzajemnie od siebie czegoś nauczyć. Ale wiele mysli mamy wspólnych i tym powinniśmy zarazić innych!

Zacznijmy ogólnozwiązkową dyskusję na temat specjalności (początek Rafale już w zasadzie dałeś...) Wprowadźmy te wątki nie tylko do Na Tropie, ale i do Czuwaj; nie tylko na forum specjalności, ale również na forum programu; zaprojektujmy nasze stanowisko do dyskusji zjazdu! Wszyscy wiemy, że jeśli coś zostaje przyjęte przez zjazd, to zaczyna być to dla naczelnictwa i Rady Naczelnej priorytetem. Nie tylko powiedzmy wszystkim ze specjalności, że powinni wyjść z lasu, ale sami wyjdźmy z tego lasu! Poza tym jak widać z poruszonych problemów specjalności są papierkiem lakmusowym sytuacji w Związku - może nasz przykłąd pomoże uzdrowić naszą organizację? Co Ty Rafale na to? Co na to Wiktor i Czesiek? Co na to inni? Ja w to wchodzę!
hm. Tomasz Nowak HR
Wydział Specjalności GK ZHP

wroobel
Starszy użytkownik
Posty: 257
Rejestracja: 15 cze 2002, 01:34
Lokalizacja: HKW "DAL"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: wroobel » 11 lut 2005, 13:52

Oj! Rafał wydaje mi się, że wywijasz teraz kota ogonem. Ja nie pytam, jak finansować specjalności w ogóle. Ja pytam czy jesteś świadomy konsekwencji zarówno finansowych, jak i metodycznych proponowanej prze Ciebie wizji specjalności - mulispecjalności.

Fajne jest to co proponujesz - takie skakanie z kwiatka na kwiatek, co pół roku, czy co kwartał. Wiosną konie, latem żagle, jesienią komputery, zimą narty - super program drużyny - naprawdę.

Tylko zważ, proszę, że w tym systemie nie ma szans na dopracowanie się w drużynie własnej kadry specjalnościowej! Taka drużyna cięgle musi najmować zewnętrznych ekspertów. Zewnętrzny ekspert po pierwsze kosztuje, a po drugie zewnętrzny instruktor będzie prowadził szkolenie wg. swojego programu i swoimi metodami.
Nie licz na to, że zewnętrzny instruktor będzie się cackał z dzieciakami układając im próby na sprawności - dostaną do ręki kartę zaliczeń i tyle.
Nie licz na to, że zewnętrzny instruktor będzie trwonił czas na gry i zabawy - pokaz, ćwiczenie, omówienie i tyle.
Nie licz na to, że zewnętrzny instruktor pozwoli harcerzom na samodzielne poszukiwanie i dochodzenie przez praktykę do wiedzy - nie siedzą na wykładzie, notują w zeszycie, mają zapamiętać i tyle.
Nie licz na to, że zewnętrzny instruktor wieczorem usiądzie przy ognisku i opowie gawędę -o nie wieczorem to on idzie na piwo. ;)

Ja tam jestem wychowany na monokulturze żeglarskiej - i wiem jedno własnej kadry można się dorobić tylko przez długofalową, wieloletnią, systematyczną, planowaną pracę ze specjalnością. I mam pewność, że taka kadra będzie miała zasady, będzie pracować metodą harcerką, i będzie gotowa po pracy wolontarystycznej na rzecz swojej macierzystej drużyny.
Rafal napisał:
"Nie pieniądze robią ludzi, lecz ludzie robią pieniądze. Nie o braku tedy pieniędzy, lecz o braku dostatecznej inicjatywy i energii mówić wypada".
Przykład 1.:Na początku stanu wojennego, krakowscy harcerze ze Szczepu 19 KDHL [..]
Przykład 2.:Harcerskie Koło Lotnicze "Trawers" [..] Są godni naśladowania.
[..] Harcerze-lotnicy je realizują. A teraz ty je zrealizuj!
Jesteś nie konsekwentny - najpierw walisz w fetyszystów i kolekcjonerów kilogramów sprzętu, a teraz mi podajesz - tychże samych, jako przykład do naśladowania. Jak zdobywać sprzęt pracując z jedną specjalnością to ja wiem. Jak prowadzić długofalową, wieloletnią politykę sprzętową to wodniacy też potrafią.

Sam fakt, że w Chorągwi Łódzkiej ZHP przetrwało i działa trzydzieści harcerskich drużyn wodnych, że wodniacy jeżdżą na rejsy, przecierają różna szlaki śródlądowe, że robią staże morskie...
...podejmują się ciekawych projektów żeglarskich, stawiają na wyczyn, podejmują służbę - świadczy w moim mniemaniu, że realizujemy, realizujemy.

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 11 lut 2005, 15:39

Wroobel, ja się z tym wszystkim zgadzam. Ale sam napisaleś, że drużyna, nie może być szkólką żeglarską.

Zobacz... nie ma prawie ruchu drużyn ratowniczych w ZHP a specjalność ratownicza ma i dobrze wyszkolonych fachowców (instruktorów ZHP) i pomysl na pracę i pole do slużby... Więc mozna pracować ze specjalnością.

Ja wcale nie uważam, że specjalności są niepotrzebne w ZHP. Są wielką szansą dla harcerstwa, są trendy.

Tylko uważam, że jak wszystko w ZHP, praca ze specjalnościa ma slużyć wychowaniu, a niekiedy praca ze specjalnością jest celem samym dla siebie, albo w ogóle nie ma celu tylko zuchową zabawę w coś lub w kogoś (najczęściej w komandosów, albo w policję :)

I wiem, że tu się ze mną zgadzasz...

Rafal
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

g00rek
Stały bywalec
Posty: 1112
Rejestracja: 10 cze 2002, 11:40
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: g00rek » 12 lut 2005, 09:22

No cóż popieram Rafała praktycznie w 90%. Te 10% zostawiam sobie na inną wizję harcerstwa, taką jak ma teraz skauting brytyjski - rozszerzyć się maksymalnie na co się da, ale zapewnić świetnych instruktorów i metodykę (chcą tworzyć nawet drużyny KARATE). Jest to jakiś pomysł, dla mnie mało realny, na pewno zaburzający czytelność organizacji. Ale nie wiem jakby działał, więc zostawiam mu 10%.

Mnie przede wszystkim przekonują dwie sprawy:

1. Brak świadomości

W dużej mierze niestety (nie, nie poprę się ządnymi badaniami) zauważam, iż i instruktorzy i harcerze z drużyn realicujących mocno jedną specjalność, czy pasję skupiają się na programie i tym co bezpośrednio wynika. Czyli "robię to, ponieważ będę świetnym survivalowcem, co przyda mi się, kiedy pewnego dnia mój samolot spadnie na ziemię a ja przeżyję", niż "robię to, gdyż ucze się kierowania grupą, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, podejmowania decyzji, itd."

Pierwszy wariant dla mnie odpada. Wpiszmy to w statut, albo dajmy sobie spokój z tymi mrzonkami. Tym bardziej, że zazwyczaj w pozaharcerskich środowiskach danych specjalności harcerze mają opinię amatorów (w środowisku turystów, survivalowców i pewnie wielu innych).
Bo też TAMTE środowiska uprawiają te dyscypliny autotelicznie, a my instrumentalnie i to jest ta szalona różnica! Oni robią to bo to lubią i chcą być w tym lepsi. Obóż żeglarski jest po to, by wyszkolić ludzi w żeglarstwie. Nasz obóz żeglarski nie jest po to :) A przynajmniej nie przede wszystkim po to.

2. Wizerunek

Niestety nasz wizerunek na tym cierpi. I tak, wr00bel mnie podkusił, ale i tak bym o tym napisał. OCzywiście militaryzm. Można pisać, że się uparłem, ale właśnie to przede wszystkim zaburza nasz wizerunek. I znowu nie prowadziłem żadnych kompetentnych badań, ale na prawdę setki moich znajomych, bo pewnie już z tyloma o tym gadałem, reaguje na harcerstwo "no tak, zabawa w wojsko". I nazwałbym to przekłamaniami w odbiorze naszego wizerunku, czy czymkolwiek innym, gdyby nie to, że nie mamy chyba cały czas sprecyzowanej kwestii tejże specjalności i cały czas tworzą się drużyny harcerskie i patrole w stylu http://www.tgo.za.pl

Ja tego nie rozumiem i zrozumieć nie mogę, bo to kompletnie zaburza obraz naszej organizacji jaka wypływa ze stautu. I nie piszcie że to jakiś wyjątek. Takich drużyn jest masa.
Nazwijmy wreszcie rzeczy po imieniu i wpiszmy, że jednym z głównych celów naszej organizacji jest przeygotowanie do służby wojskowej, przez co organizacja ma militarny charakter, wypiszmy się z WOSMU, który twierdzi otwarcie że militarny skauting to jedna wielka pomyłka, a ja wtedy ze spokojem założę nową organizację.

pozdrawiam
hm. Michał "g00rek" Górecki
I love BP

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 12 lut 2005, 12:45

g00rek napisał:
Bo też TAMTE środowiska uprawiają te dyscypliny autotelicznie, a my instrumentalnie i to jest ta szalona różnica! Oni robią to bo to lubią i chcą być w tym lepsi. Obóż żeglarski jest po to, by wyszkolić ludzi w żeglarstwie. Nasz obóz żeglarski nie jest po to :) A przynajmniej nie przede wszystkim po to.
Czy pisząc "..TAMTE środowiska.." piszesz o harcerskich drużynach żeglarskich organizujące harcerskie obozy żeglarskie ?

Bo ja sądzę że mylisz je ze "srodowiskami ZHP" organizujacymi obozy żeglarskie dla harcerzy.

A zgodzisz się że to nie to samo ?
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

g00rek
Stały bywalec
Posty: 1112
Rejestracja: 10 cze 2002, 11:40
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: g00rek » 12 lut 2005, 13:30

Piszę o nieharcerskim środowisku żeglarzy. Obóz żeglarski (szkolny, sportowy, etc) to obóz organizowany w celu nauki żeglowania, ewntualnie zdania patentu. To samo z obozem survivalowym. Na pierwszym miejscu zawsze jest ta dyscyplina. U nas - to przecież tylko środek do celu. To trochę skomplikowana sprawa, może jakoś niedługo napiszę o tym większy artykulik do czuwaja lub natrupa.
hm. Michał "g00rek" Górecki
I love BP

wroobel
Starszy użytkownik
Posty: 257
Rejestracja: 15 cze 2002, 01:34
Lokalizacja: HKW "DAL"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: wroobel » 14 lut 2005, 01:50

Pisząc, że HDW to nie szkółka żeglarska miałem namyśli stosunek do patentów. Aby się upewnić, że tak jest pokusiłem się o porównanie "oferty" harcerskich drużyn wodnych i prywatnych szkół żeglarstwa. Specjalnie wyciągnąłem trochę korespondencji, publikacji, stron... itp.

Popatrzmy, jak wygląda język reklamy prywatnych szkół żeglarstwa. Oto czym się chwalą, czym się szczycą:

a/ długość istnienia, w komunikatach typu:
- szkoła *** działa od x lat (od yyyy roku) - swoją drogą nie ma na rynku szkół starszych niż 10 letnie;
- szkoła *** to x lat bezpiecznej żeglugi;


b/ pozycją na rynku i "przerobem" na przykład:
- w ostatnim roku (x latach) szkoła zorganizowała y kursów/szkoleń/obozów;
- przeszkoliliśmy xxx żeglarzy jachtowych yyy sterników...
- mamy najwyższy na rynku procent powracających klientów;
- mamy x% rynku szkoleniowego w regionie;


c/ poziomem szkolenia i jakością kadry:
- posiadamy licencje szkoleniową PZŻ;
- mamy unikalny, wielostopniowy program szkolenia kadry;
- naszą kadrę stanowią doświadczeni żeglarze i instruktorzy;
- nasza kadra, instruktorzy i skipperzy, wywodzi się w całości ze środowiska akademickiego...

są takie szkoły które piszą wprost:
- wydaliśmy xxx patentów
- mamy 98% zdawalność na patent


d/ rzadko, która szkoła oferuje coś jeszcze, w pojedynczych ofertach można znaleźć:
- dołożymy starań by wakacje były przygodą, pełną atrakcji i dobrej zabawy

Przyglądanie się "harcerskiemu marketingowi" jest trudne, ponieważ większość informacji wychodzących z drużyn to de facto komunikacja wewnętrzna. Niestety trzeba powiedzieć, że niewiele drużyn wprost artykułuje swoją misję - skierowaną w czytelnym komunikacie dla rodziców czy kandydatów. Niemniej to co udaje się wyczytać to:

i/ długość istnienia - częsty motyw połączony z słowem wytrychem "tradycja", który informuje, że to fizycznie inni ludzie zakładali drużynę, dziś działający są w niej prawdopodobnie o 2-3lat na przykład:
- nasza drużyna ma już 25 lat tradycji
- tradycja ruchu wodniackiego w naszym hufcu sięga lat '60
- przez nasze szeregi przewinęło się kilka pokoleń


ii/ odwołanie do wartości, często pośrednio poprzez patrona i jego sylwetkę, czasem w ogólnym stwierdzeniu typu - działamy w harcerski klimacie, albo harcerskim stylu, rzadziej znajdujemy odwołania wprost do prawa, przyrzeczenia, częściej do etyki morskiej np.:
- Głównymi, utrzymanymi do dziś, zasadami funkcjonowania drużyny były: wychowanie młodzieży w duchu prawa harcerskiego i propagowanie najpiękniejszego z pięknych sportów - żeglarstwa.

iii/ to co stanowi główną zachętę (reklamę) jest formułowane na różne sposoby np.:
- jesteśmy dobrymi przyjaciółmi
- jesteśmy drużyną wędrowniczą Związku Harcerstwa Polskiego zajmującą się żeglarstwem. Stawiamy na wyczyn, dlatego nawet morskie wyprawy nie są nam obce
- chcesz spotkać przyjaciół na długie lata? Szukasz wyzwań i emocji? Lubisz niekonwencjonalnie spędzić piątkowy wieczór, a może cały weekend?
- jeśli chcecie zacząć żeglować, chodzić po górach, wspinać się lub szukacie nowych, niekoniecznie normalnych znajomych to zapraszamy
- pragniemy ukazać naszą miłość do białych żagli i morza, a jednocześnie zachęcić do morskiej przygody


iv/ często pojawia się wiek członków drużyny podany liczbowo (14-19lat), opisowo wg. grup metodycznych (zuchy) lub szkolnych (licealiści i studenci)

v/ jeśli drużyna posiada własną harcówkę, przystań, szkutnik, bazę, jachty czy inny sprzęt - bardzo lubi się nim chwalić

vi/ o zdobywaniu patentów żeglarskich ciężko się doszukać informacji, podobnie jak o zdobywaniu stopni i sprawności harcerskich, czasem jest zdawkowa wzmianka typu:
- na obozie będzie można zrobić żeglarza

Jak widać różnica między retoryką harcerzy wodniaków, a szkół żeglarstwa jest wyraźna i dość czytelna. Cieszy mnie to ogromnie, bo jeśli nawet poziom wiedzy naszych kadr jest problematyczny, to przynajmniej intuicja w narodzie jest wciąż zdrowa.

Jachtkluby w Polsce są rówieśnikami harcerstwa wodnego. Dlatego już przed wojną udało się zdefiniować różnicę między jachtklubem a drużyną. Definicja ta była później regularnie w każdej dekadzie powtarzana. Dziś umiera tradycyjny model żeglarstwa klubowego.
Zjawisko prywatnych szkół żeglarstwa jest prądem zupełnie nowym - wytworem ostatniej dekady. Dlatego pokusiłem się o taką analizę. Chyba powinniśmy, jako wodniacy, pokusić się o współczesną oficjalną deklarację - doktrynę naszego ruchu w kontekście dzisiejszego "rynku" żeglarskiego.

Wrócę do tego w następnym liście, bo jeszcze nie wyczerpałem wątku ;)

wroobel
Starszy użytkownik
Posty: 257
Rejestracja: 15 cze 2002, 01:34
Lokalizacja: HKW "DAL"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: wroobel » 14 lut 2005, 06:34

Jako się rzekło, zainspirowany przez gOOrka do przemyśleń czy specjalność powinna być traktowana w całości instrumentalnie piszę dalej :)

Stanąłem na tym że w żeglarstwie rekreacyjnym mamy kilka nurtów. Aby uprościć rozważania celowo pomijam żeglarstwo sportowe i profesjonalne, zostaję tylko przy szkoleniu i turystyce.

Tak naprawdę, to dziś najliczniejszy nurt w żeglarstwie to - nurt rodzinny - zwanym swobodnym, czy przyjemnościowym. Ponieważ jest to nurt zindywidualizowany nie podlegający strukturom, regułom, bez idei - jedyne czego zmęczony całoroczną pracą żeglarz oczekuje podczas wypoczynku na wodzie, to święty spokój :)
W takiej sytuacji trudno jest mi nawet określić, czy żeglarstwo rodzinne jest konkurencją dla harcerskiej drużyny wodnej?

Tradycyjnym nurtem w żeglarstwie był - nurt klubowy.
W jachtklubie z całą pewnością, wg. kryteriów zaproponowanych przez gOOrka mamy doczynienia z autotelicznym podejściem do żeglarstwa. Motywacją do działania w klubie była hedonistyczna przyjemność z uprawiania żeglarstwa, gdzie poprzez realizacje własnego zainteresowania można było się urzeczywistniać i wzbogacać swoją osobowość. Uprawianie żeglarstwa w klubie realizowało również potrzeby poczucia wolności, przynależności do grupy.
Jeżeli przyjąć, że w większości jachtklubów była hierarchiczna struktura z wiązana ze stażem i stopniem to stosunek do szkolenia i zdobywanych patentów też był samoistny. Wyższy patent stawiał wyżej, dawał dostęp do lepszych jachtów, pozwalał zajmować ważniejsze funkcje. Widać to, moim zdaniem, nawet w tym, jak starsi kapitanowie licytują się kto ma niższy numer patentu (wcześniej zdobyty).
Piszę o jachtklubach w czasie przeszłym, ponieważ po transformacji większość padła, te które pozostały mają kłopoty ze swoją tożsamością - w większości przypominają kółka geriatryczne, te nieliczne odmłodzone dryfują w kierunku szkół żeglarstwa.

Nurtem nowym, bo narodzonym w latach '90 jest - nurt szkół żeglarstwa.
Duża część firm została założona przez młodych instruktorów ZHP, którzy po przełomie czując koniunkturę znając niedogodności klubów i drużyn zdecydowali się odejść "na własne". Zarówno klub, jak i drużyna wymagały całorocznego zaangażowania w pracę, aby latem wyjechać na żagle. Przy nowej chorobie społecznej objawiającej się "chronicznym brakiem czasu" - oferta dla tych, którzy "płacą i wymagają" okazała się pomysłem trafionym w dziesiątkę. Ilość chętnych by zapłacić i jechać bez żadnych obciążeń przerosła najśmielsze oczekiwania.
Traktowanie zarówno szkolenia na patenty, jak i żeglarstwa jako całości w szkołach żeglarstwa jest z całej rozciągłości instrumentalne!
Dla właściciela żeglarstwo i patenty to marketingowy haczyk pozwalający na zdobycie jak największej liczby zadowolonych i powracających klientów.
Dla instruktora szkolącego praca na kursie, czy prowadzenia jachtu to okazja by w wakacje zarobić parę groszy na świeżym powietrzu.
Dla uczestnika wyjazd na żagle to okazja by urwać się mamie ze smyczy ;) motywacja do zdobywania patentu jest niezwykle silna - bo tato kazali albo bo mam już certyfikat z niemieckiego i angielskiego, III-dan w karate, jak zrobię jeszcze żeglarza, to będę miał więcej punków na egzaminie do gimnazjum, za wszechstronne zainteresowania, a z każdym papierkiem moje CV 'puchnie'.
Podejście do sprzętu też jest instrumentalne - się zepsuło, się zapłaci, się zrobi.

Zajmijmy się teraz nurtem żeglarstwa harcerskiego!
Pierwsza sprawa to, że dobry wodniak to nie tylko sprawny żeglarz, ale i władający każdym wiosłem wioślarz i odważny pływak, często też się doskonali w szkutnictwie, oraz nie stroni od tradycyjnych technik harcerskich - wzorowo radzi sobie z pionierką, terenoznawstwem, łącznością czy samarytanką. Jak widać na początek zakres zdobywanych umiejętności wykracza daleko poza jachtklub, czy szkołę żeglarstwa.

Wracając do samego żeglarstwa - program działań harcerskiej drużyny wodnej, zwłaszcza jeżeli posiada swój sprzęt może przypominać prace jachtklubu. Co zaś odróżnia od klubu? Cel i Metoda, a co z tego wynika instrumentalny stosunek do wielu spraw. Na przykład:

- Jak wodniak nie wozi się po jeziorze dla relaksu - on wędruje po wodzie poznając przyrodę, piękno krajobrazów, zwiedza, odkrywa, poznaje...
- Jak wodniak pracuje w załodze na jachcie, to nie tylko po to, by wyrabiać w sobie sprawność obsługi sprzętu, ale przez to uczy się współpracy w grupie, wyrabia w sobie samodyscyplinę, zaczyna lepiej rozumieć hierarchie społeczną...
- Jak wodniak dowodzi jachtem, to nabiera umiejętności kierowania zespołem, rozdzielania zadań, ćwiczy podzielność uwagi, wyrabia umiejętność szybkiego podejmowania decyzji...

Metody stosowane w drużynie są głównie oparte na samodzielnym poszukiwaniu i uczeniu w działaniu, a nie jak w jachtklubie na podającej (wykład). Z tym się wiąże pojęcie- luzu kontrolowanego - stosowane w mojej drużynie (przez moich instruktorów) ;)

W praktyce szkoleniowej oznacza to, że harcerz-wodniak będzie dostawał wiele ćwiczeń i zadań problemowych, a popularną formą będą pływania pod nadzorem - gdy instruktor jest poza jachtem, na łodzi, albo na kei. Czyli szkolenie traktowane jest instrumentalnie, bowiem dopuszcza się pewne luki w wiedzy w imię wyższego celu, jakim jest samodzielność.

To że patent jest określany instrumentem metodycznym, który służy do motywacji do rozwoju dobitnie świadczy o instrumentalnym traktowaniu.

Podejście do sprzętu też jest instrumentalne - byłeś nie ostrożny, wjechałeś na kamienie, popsułeś, trudno masz matę, żywice i załataj.

Przy takim instrumentalnym traktowaniu wielu spraw, jeżeli kurs żeglarski, będzie jednym z marketingowych haczyków drużyny, jeśli będzie przeprowadzany przez niezaangażowanych instruktorów nie mających kontaktu z harcerzami z drużyny, jeśli przez to, że będzie to jedno z wielu szkoleń specjalnościowych, pogubimy kilka indywidualnych dla na spraw...
...boję się, że grozi nam upodobnienie się do szkoły żeglarstwa!

Gwarantem tego, że będzie więcej harcerstwa w harcerstwie - oczywiście jest kadra i jej osobisty pozytywny przykład ;)

Żeby zachować naszą harcerską-wodniacką tożsamość musimy w sposób nieinstrumentalny podejść do kilku spraw.
- Moim zdaniem z pełnym zaangażowaniem w drużynie wodnej trzeba traktować sprawy etyki morskiej które wspaniale współgrają z zasadą służby, braterstwa.
- Doskonalenie i praca nad sobą musi wykraczać daleko poza żeglarstwo (o czym było wcześniej).
- Nie możemy ignorować specyficznej dla specjalności zasady przygody - silnych bodźców i mocnych wrażeń - które w żeglarstwie dostarcza nam wędrówka po wodzie, czyli rejsy, spływy i jeszcze raz rejsy... zwłaszcza dla wędrowników obóz stacjonarny, z ciągłym obijaniem się o tą samą keję, według mnie, jest wyrafinowaną formą kary ;)
- Obrzędowość oparta na tradycjach, przesądach marynarskich i etykiecie żeglarskiej oraz wodniackie symbole połączone z rozwiniętym uprawianiem kultury marynistycznej nadają pracy specjalnościowej meta-sferę. :D

Zyskujemy drugie dno - pracując przez cały rok z jedną specjalnością, oferujemy przeżycia w swetrze emocjonalnej i duchowej, których za żadne pieniądze nie da się kupić na 2-tygodniowym wakacyjnym kursie w szkole żeglarstwa. 8)

Kończę, choć jeszcze nie wyczerpałem listy argumentów - za całoroczną pracą drużyny z jedną specjalnością, jaką jest wodniactwo. :lol

ODPOWIEDZ
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Harcerskie specjalności”