Nie rozumiem...

forum Wydziału Zagranicznego GK ZHP
cadfael
Stały bywalec
Posty: 706
Rejestracja: 10 cze 2002, 21:13
Lokalizacja: Monachium / Warszawa
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: cadfael » 19 cze 2003, 10:48

gmen napisał:
Przyznam racje zlotemu w jednym punkcie...Harcerze co znajduej na Chacie lub forum...nie wiedza co to jest ZHP PGK....czyli ze malo o nas gadacie...moze warto by bylo zbiorke poswiecic na Historie Harcerstwa na obkolo swiata....
Ojojoj... Bardzo krytyczny pogląd i chyba mało uzasadniony. To, że mało gadamy (jako organizacja) wynika na pewno po części z nienajlepszych kontaktów między ZHP a ZHP pgK (o czym sam byłeś łaskaw napisać). Jednak nie jest prawdą, że ludzie na czacie/forum mało o tym wiedzą.

Jeśli modrator pozwoli ;) posłuże się jego przykładem i moim własnym, jakoże obaj (Hubert w Austrii/Wiedniu, a ja w Niemczech/Berlinie) mieliśmy okazję poznać działalność ZHP pgK.

Więc bardzo proszę o nie formułowanie tak kategorycznych poglądów! :)

A co do kursu - strasznie szkoda, że został odwołany. I z drugiej strony nie rozumiem postawy Twojego komendanta :/

A co do współpracy - zapraszam do Warszawy! :)

Pozdrawiam!
"Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielką będzie. (...) dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy." Stefan Starzyński, 23 września 1939 r.

Fedajkin
Site Admin
Posty: 1066
Rejestracja: 10 cze 2002, 12:32
Lokalizacja: 43 BSDH "BUKI"
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Fedajkin » 20 cze 2003, 06:35

gmen napisał:
Chcialbym wspolprace zobaczyc...i nawet w tym roku sie zapisalem na jedne kurs SAS w Polsce...niestey zostal odwolany...ale samo to ze mi pozwolili na uczeszcznie to cos swiadczy....moj Kommendant niestey Kategoricznie mi tego zabronil....
Czegoś tu kurde nie rozumiem, zabronił od tak sobie czy podał ci uzasadnienie. Rozumiem, że koszt dojazdu byłby astronomiczny (jak na polskie warunki) ale o co chodzi ???

Widać jest, że w ZHPpgk dzieje się cos podobnego jak u nas, kadra na "stołkach" sobie a harcerze sobie. Niezwykłem tego mówić otawrcie i przeraszam (nie lubie podkopwać autorytetów władz, bo to oni powinni wiedzieć co jest dla nas najlepsze), ale szlak mnie trafia jak moi przełożeni robią coś a uzasadnieniem może być stwierdzenie: No rozumie druh nie da się lub Nie wiemy czy coś zdziałamy, to jest zwykłe wykręcanie kota ogonem i podcinanie skrzydeł zarówno nam jak i naszym podopiecznym :(

Powiem krutko, współprace należy zaczynać od dołu i zawiązac ją dość mocno, a jak już wszystko będzie trzymać się kupy wtedy powiadamiać władze.
Czuwaj!
phm. Sergiusz Papuga
Wydział Systemów Informatycznych
HelpDesk ESHD

Lissek Bartłomiej

Post autor: Lissek Bartłomiej » 20 cze 2003, 13:41

Hmm... - ja też szukam - ale niestety - jak na razie - w naszej chorągwi się nie zapowiada...
A byłoby miło.
Pozdrawiam :)

P.S. Jak będę coś wiedział, na pewno dam znać.

[Edytowany przez Lissek Bartłomiej dnia 02.12.2003 o 17:28 ]

--
Lepiej nie mówić nic, niż mówić o niczym.

Tadeusz Kotarbiński

hubcio
Starszy użytkownik
Posty: 279
Rejestracja: 09 cze 2002, 23:01
imię i nazwisko: Hubert Piotr Mika
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Warszawa-Centrum
Chorągiew: Stołeczna
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: hubcio » 26 cze 2003, 16:06

cadfael napisał:
Jeśli modrator pozwoli ;) posłuże się jego przykładem i moim własnym, jakoże obaj (Hubert w Austrii/Wiedniu, a ja w Niemczech/Berlinie) mieliśmy okazję poznać działalność ZHP pgK.

Więc bardzo proszę o nie formułowanie tak kategorycznych poglądów! :)
Zgadzam się z tym całkowicie - do niedawna jeszcze utrzymywałem watły kontakt ze Szczepem Polanie ZHP Wien - ale wiem że niektóryz jego czlonkowie ytrzymują aktywny kontakt ze środowiskami z CHorągwii Wielkopolskiej i Małopolskiej.

Więc drogi Druhu dla chcącego nic trudnego!!!
hm. Hubert Mika HR
-----------------------------------
"I am working on my ticket if I can"

ZZagranicy

Post autor: ZZagranicy » 03 lip 2003, 20:22

Tak z Kanady jak i z USA latem przyjeżdża do Polski wiele młodzieży. Część z nich to harcerki i harcerze, którzy często bardzo chętnie wzięli by udział w obozie harcerskim. Ale...

Obóz to nie kolonia, gdzie zjawia się gromada osób, które nigdy wcześniej na oczy się nie widziały. Dlatego najczęściej zaproszenia (o ile są) mówią o zastępach.

Z ręką na sercu, co druhny oraz druhowie, by zrobili jeśliby się u nich w mieście, miasteczku lub wsi, pojawił przybysz z Alberty w Kanadzie i powiedział iż chciałby wziąć udział w ich obozie?

Dla uproszczenia załóżmy iż mówi po polsku lepiej niż ktokolwiek na obozie mówi po angielsku oraz iż jest skłonny uiścić stosowną pełną odpłatność (znaczy się bez dofinansowania).

Nie wiem, na pewno są takie obozy, które bez problemu mogą przyjąć takich gości. Ale większość jest robiona na styk - to finansowo. A co z programem dnia? Gość ma tylko siedzieć (stać) i patrzeć? Słuchać rozkazów, czy je też wydawać?

Wiem iż takie obozy są możliwe, bo obozy szkoleniowe mają właśnie taką formułę: nie zakłada się iż uczestnicy się znają, wszyscy są zrównanie niezależnie od posiadanych stopni itd. Ale na obóz szkoleniowy samarytanki taka dziewczyna nie pojedzie, bo np. w USA samarytańskim uczynkiem jest zatelefonowanie z komórki na pogotowie, zresztą 911, a nie 112 czy też 999, a nie udzielenie natychmiastowej pomocy. Młodzieży (i dorosłym) pierze się mózg: nie dotykaj, nie zbliżaj się - zatelefonuj do centrali ratownictwa 911. A co z obozami szkolącymi funkcyjnych? Pomysł świetny, tylko że szczegóły przepisów (nie duch harcerstwa!) są inne, a (niestety z konieczności) przepisom dużo czasu poświęca się....

Gdyby, gdyby, były obozy gdzie młodzież uczy się o duchu skautingu, wychowaniu harcerskim, dyskutuje o tych sprawach, które ich nurtują - może przy okazji wędruje po okolicy lub po prostu zwiedza. Fundamentalne problemy ruch harcerskiego są i na Dzikim Zachodzie i w środku Europy bardzo podobne: po co siedzieć na zbiórce, skoro można siedzieć przed komputerem; po co chodzić, skoro można zobaczyć w telewizji; po co uczyć się orientacji w lesie, skoro można kupić odbiornik GPS, itp. itd.

Z Zagranicy (Alberta, Kanada)

P.S. Lato w mieście Edmonton jest dla młodzieży polonijnej może i nudniejsze niż w mieście porównywalnej wielkości w Polsce.

cadfael
Stały bywalec
Posty: 706
Rejestracja: 10 cze 2002, 21:13
Lokalizacja: Monachium / Warszawa
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: cadfael » 03 lip 2003, 23:10

Witam!
Tak z Kanady jak i z USA latem przyjeżdża do Polski wiele młodzieży. Część z nich to harcerki i harcerze, którzy często bardzo chętnie wzięli by udział w obozie harcerskim. Ale...
Ano przyjeżdzają, chociaż ja osobiście takich jeszcze nie spotkałem. Za to dziś spotkałem na Dw. Centralnym dwie grupy skautów z Niemiec, a w Warszawie jest aktualnie grupa z Danii, a za dwa tygodnie przyjeżdżają skautki z Wlk. Brytanii... A to tylko wierzchołek góry lodowej :-)
Obóz to nie kolonia, gdzie zjawia się gromada osób, które nigdy wcześniej na oczy się nie widziały. Dlatego najczęściej zaproszenia (o ile są) mówią o zastępach.
I tak i nie. Znacz się obóz to nie kolonia, ale z drugiej strony "wszyscy harcerze to jedna rodzina".
A po drugie zaproszenia może i mówią o zastępach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zainteresowana grupa/osoba zwróciła się za pomocą Wydziału Zagranicznego GK, czy odpowiednich pełnomocników KCh ds. zagranicznych o zorganizowanie pobytu na jakimś obozie.

Zapewniam, że zazwyczaj nie ma z tym problemu - trzeba to robić tylko odpowiednio wcześnie.
Z ręką na sercu, co druhny oraz druhowie, by zrobili jeśliby się u nich w mieście, miasteczku lub wsi, pojawił przybysz z Alberty w Kanadzie i powiedział iż chciałby wziąć udział w ich obozie?
Zapakowałbym go w autobus/pociąg/samochód i wywiózł z sobą na obóz. I jest to z ręką na sercu. Bo jedna osoba na obozie to nie jest jakiś wielki przyrost, a za to może bardzo dużo do obozu wnieść.
Dla uproszczenia załóżmy iż mówi po polsku lepiej niż ktokolwiek na obozie mówi po angielsku oraz iż jest skłonny uiścić stosowną pełną odpłatność (znaczy się bez dofinansowania).
Tym lepiej. :-) I tutaj nie widzę już żadnych problemów - oczywiście nadal miło jest, jak wcześniej się zgłosi.
Nie wiem, na pewno są takie obozy, które bez problemu mogą przyjąć takich gości. Ale większość jest robiona na styk - to finansowo. A co z programem dnia? Gość ma tylko siedzieć (stać) i patrzeć? Słuchać rozkazów, czy je też wydawać?
Wszystko zależy zdaje mi się od gościa. Ja np. takiego człowieka na swoim obozie w pełni bym "wykorzystał" i znalazłbym mu masę zajęć. Począwszy od prowadzenia kominków/wieczornic o ZHP pgK, skautingu za granicą, przez prowadzenie zajęć typowych dla jego organizacji (a każda organizacja w każdym kraju ma coś specjalnego, coś czym może się pochwalić "na zewnątrz"), naukę piosenek z jego kraju (o ile umie śpiewać), a skończywszy może na mini-kursie języka angielskiego :-)

Na pewno nie byłoby to na zasadzie obserwatora - tylko zależnie od wieku. Jeśli byłby to młody harcerz - normalny udział jako uczestnik w zajęciach konkretnego zastępu / drużyny. Jeśli byłby to harcerz starszy (instruktor) koniecznie prowadzenie jakichś zajęć.
Wiem iż takie obozy są możliwe, bo obozy szkoleniowe mają właśnie taką formułę: nie zakłada się iż uczestnicy się znają, wszyscy są zrównanie niezależnie od posiadanych stopni itd. Ale na obóz szkoleniowy samarytanki taka dziewczyna nie pojedzie, bo np. w USA samarytańskim uczynkiem jest zatelefonowanie z komórki na pogotowie, zresztą 911, a nie 112 czy też 999, a nie udzielenie natychmiastowej pomocy. Młodzieży (i dorosłym) pierze się mózg: nie dotykaj, nie zbliżaj się - zatelefonuj do centrali ratownictwa 911. A co z obozami szkolącymi funkcyjnych? Pomysł świetny, tylko że szczegóły przepisów (nie duch harcerstwa!) są inne, a (niestety z konieczności) przepisom dużo czasu poświęca się....
Wydaje mi się, że wiele zależy od typu obozu. Bo owszem obozy szkolące funkcyjnych mogą ze względu na różnice w struktorach być nieco ciężkie do zrozumienia, ale zdaje mi się, że na nich nacisk jest kładziony nie na te przepisy, ale na metodykę - a tą można z powodzeniem stosować wszędzie (po odbowiedniej obróbce).

Szkolenie samarytańskie - hmmm... To faktycznie może być problem natury mentalnej - jeśli człowiek jest od małego uczony, żeby nic nie robić tylko zadzwonić, może mu być ciężko się przestawić. Ale spójrz na to z innej strony - jak będzie na takim obozie i się czegoś nauczy, może nie będzie się zachowywał tak "szablonowo". Może będzie w stanie poza telefonem na 911 udzielić podstawowej pomocy (chociażby udrożnić drogi oddechowe).

Zresztą jest masa obozów, które są otwarte dla wszystkich i na których każdy znajdzie coś dla siebie...
Gdyby, gdyby, były obozy gdzie młodzież uczy się o duchu skautingu, wychowaniu harcerskim, dyskutuje o tych sprawach, które ich nurtują - może przy okazji wędruje po okolicy lub po prostu zwiedza. Fundamentalne problemy ruch harcerskiego są i na Dzikim Zachodzie i w środku Europy bardzo podobne: po co siedzieć na zbiórce, skoro można siedzieć przed komputerem; po co chodzić, skoro można zobaczyć w telewizji; po co uczyć się orientacji w lesie, skoro można kupić odbiornik GPS, itp. itd.
Ależ ja jestem pewien, że są takie obozy! Ba! Że nawet jest ich bardzo dużo. Tylko trzeba się zainteresować, poszukać, a na pewno coś się znajdzie...

Pozdrawiam serdecznie!

PS. Mam takie pytanie :-) Skoro jesteś z Alberty, czy znasz tamtejszych skautów kanadyjskich?

[Edytowany przez cadfael dnia 04.07.2003 o 00:11 ]
"Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielką będzie. (...) dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy." Stefan Starzyński, 23 września 1939 r.

ZZagranicy

Post autor: ZZagranicy » 04 lip 2003, 01:38

cadfael napisał:
Mam takie pytanie :-) Skoro jesteś z Alberty, czy znasz tamtejszych skautów kanadyjskich?
Takie bardzo małe trochę, bo to wymierający gatunek. Najmłodszych się jeszcze widuje, bo nie tylko iż rodzicom łatwiej przypilnować, ale też i w praktyce wygląda to np. następująco:
- grupa rodziców zbiera się, że będą robili grupę wilczków (cubs),
- biorą materiały szkoleniowe (składki, szarfy, mundurki itp.),
- wynajmują salę gimnastyczną w szkole,
- prowadzą, sami, jak leci.
Z nastolatkami, a nawet już dziesięciolatkami w ten sposób bardzo trudno coś zdziałać.
Społeczeństwo (kanadyjskie) widuje skauting gdy dziewczęta sprzedają ,,girl guide cookies'', a chłopcy kukurydzę w lukrze.

Udało mi się też dostrzec ogłoszenia zachęcające do zostania instruktorką(?) organizacji dziewcząt.

Tak w ogóle to w Kanadzie są dwie całkiem oddzielne organizacje: dziewcząt (Girl Guides of Canada) i chłopców (Scouts Canada). Znacie? No to posłuchajcie: w ramach równouprawnienia od kilku (5?) lat do Scouts Canada przyjmowane są dziewczęta. Ale nie odwrotnie. Spadek liczby uczestników obu tych programów był ostatnimi laty tak znaczący iż obie te organizacje mają teraz nowe stroje (bo już nie są to mundurki) - aby zdobyć nowych członków.

Scouts Canada jest trochę bardziej programowo zbliżony do ZHP niż Girl Guides, ale i tak bardzo daleko.

Wrócę jeszcze do początku wątku, tego co napisał druh Bartek oraz tego co ,,dał do zrozumienia'' druh Grzegorz.

Jedno to jest proszenie o łaskę (czy ktoś chciałby przyjąć mnie, nas na obóz), a zupełnie czym innym byłaby __inicjatywa__ wychodząca obojętnie czy oddolnie czy oddgórnie, ale dostępna np. poprzez Wydział Zagraniczny GK ZHP. Starczyłoby napisać iż organizacje harcerskie lub harcerze spoza Polski zainteresowani ,,latem w Polsce'' proszeni są o kontakt pod adres [----]. Można by odpuścić ,,serdecznie witamy'' - wiemy że tacy goście to najczęściej wiele kłopotu - ale to minimalne ,,zapraszamy'' jest tym czego oni obaj szukali.

Podejrzewam iż przyczyny braku powyższego są całkiem prozaiczne. Przez ocean niełatwo (drogo) przewieźć sprzęt. Trzeba by ustalić jakąś ogólną minimalną formę ubezpieczenia zdrowotnego. Trudno wpisać taki (pojedynczy) pobyt do listy osiągnięć powyżej poziomu drużyny. Itd. Ale najtrudniejszy pierwszy krok, w naastępnych latach byłoby już łatwiej/prościej.

Te harcerki i ci harcerze z ZHPpgK będą jutro we władzach. Czy zaproszą do Kanady/USA? Na pewno, ale kosztów podróży też raczej na pewno nie pokryją - no może do Toronto. Przykładowo z Alberty do Toronto, jest mniej więcej tak jak z Lizbony do Nowosybirska. Na co można liczyć? Wdzięczność, dobry obraz Polski i Polaków, wymianę doświadczeń, lepsze zrozumienie za granicą polskiej specyfiki i polskich problemów.
Ano przyjeżdzają, chociaż ja osobiście takich jeszcze nie spotkałem. Za to dziś spotkałem na Dw. Centralnym dwie grupy skautów z Niemiec, a w Warszawie jest aktualnie grupa z Danii, a za dwa tygodnie przyjeżdżają skautki z Wlk. Brytanii.
Wysłać grupę to może można z Chicago lub Nowego Jorku, skok przez ocean jest dużo droższy niż bilet kolejowy z Londynu i jest bardzo duża szansa iż z dowolnej drużyny/zastępu mogłaby by pojechać tylko jedna harcerka.

Aha, to miłosierdzie w duchu północnoamerykańskim ma i drugi wymiar: lepiej dla ciebie jeśli nie pomożesz. Bo jeżeli już pomożesz, a nie udowodnisz w sądzie iż na pewno nie zaszkodziłeś, to masz gwarantowane bankructwo finansowe do końca życia (zwłaszcza w USA).

Z Zagranicy (Alberta, Kanada)

cadfael
Stały bywalec
Posty: 706
Rejestracja: 10 cze 2002, 21:13
Lokalizacja: Monachium / Warszawa
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: cadfael » 08 lip 2003, 15:34

ZZagranicy napisał:
Takie bardzo małe trochę, bo to wymierający gatunek. Najmłodszych się jeszcze widuje, bo nie tylko iż rodzicom łatwiej przypilnować, ale też i w praktyce wygląda to np. następująco:
- grupa rodziców zbiera się, że będą robili grupę wilczków (cubs),
- biorą materiały szkoleniowe (składki, szarfy, mundurki itp.),
- wynajmują salę gimnastyczną w szkole,
- prowadzą, sami, jak leci.
Z nastolatkami, a nawet już dziesięciolatkami w ten sposób bardzo trudno coś zdziałać.
Społeczeństwo (kanadyjskie) widuje skauting gdy dziewczęta sprzedają ,,girl guide cookies'', a chłopcy kukurydzę w lukrze.
A pytam, bo w ciągu ostatniego roku dwukrotnie miałem okazję spotkać się ze skautami z Alberty (czy może lepiej z jednym instruktorem - wiek około 40-50; raz widziałem go w Niemczech a drugi w Tajlandii). Stąd moje pytanie :-)
Tak w ogóle to w Kanadzie są dwie całkiem oddzielne organizacje: dziewcząt (Girl Guides of Canada) i chłopców (Scouts Canada).
Może się mylę, ale zdawało mi się, że poza Scouts Canada działa jeszcze Association des Scouts du Canada (francuski odpowiednik).
Jedno to jest proszenie o łaskę (czy ktoś chciałby przyjąć mnie, nas na obóz), a zupełnie czym innym byłaby __inicjatywa__ wychodząca obojętnie czy oddolnie czy oddgórnie, ale dostępna np. poprzez Wydział Zagraniczny GK ZHP. Starczyłoby napisać iż organizacje harcerskie lub harcerze spoza Polski zainteresowani ,,latem w Polsce'' proszeni są o kontakt pod adres [----]. Można by odpuścić ,,serdecznie witamy'' - wiemy że tacy goście to najczęściej wiele kłopotu - ale to minimalne ,,zapraszamy'' jest tym czego oni obaj szukali.
A ja nadal nie rozumiem, dlaczego uważasz, że inicjatywa powinna leżeć po stronie tylko i wyłącznie ZHP w Polsce? Moim zdaniem jak ktoś ma ochotę nawiązać współpracę, obojętne z jakiej jest organizacji i jakiego kraju, szuka partnerów. I nie ma to nic wspólnego z "proszeniem o łaskę", ale jest normalnym zachowaniem.
Z taką propozycją najnormalniej w świecie zwracają się organizacje np. z UK czy Danii (to takie dwie ostatnie aktualne) i nie ma absolutnie problemu. Czasem ciężko jest kogoś znaleźć, ale to na ogól dlatego, że zgłaszają się za późno.

A jeśli chodzi o adres - nie wiem, może to nie jest dla wszystkich jasne - ale właśnie czymś takim jak koordynowanie współpracy zagranicznej zajmują się:

- Wydział Zagraniczny ZHP (na poziomie związkowym) wza@zhp.org.pl
- Pełnomocnicy KCh ds. zagranicznych (na poziomie regionalnym) - adresy w każdej chorągwii

Ale zdecydowanie najłatwiej jest się skontaktować bezpośrednio z jakimś środowiskiem. Oczywiście jeśli nie ma takiej możliwości to polecam napisać do WZa - oni na pewno przekażą sprawę dalej, albo pomogą.
Podejrzewam iż przyczyny braku powyższego są całkiem prozaiczne. Przez ocean niełatwo (drogo) przewieźć sprzęt. Trzeba by ustalić jakąś ogólną minimalną formę ubezpieczenia zdrowotnego. Trudno wpisać taki (pojedynczy) pobyt do listy osiągnięć powyżej poziomu drużyny. Itd. Ale najtrudniejszy pierwszy krok, w naastępnych latach byłoby już łatwiej/prościej.
A to prawda - transport jest drogi, ale zdaje mi się, że pokrycie kosztów leży po stronie grupy, która przyjeżdża. Zresztą zazwyczaj w przypadku obozów nie ma jakiejś specjalnej potrzeby transportowania własnego sprzętu ciężkiego.
Te harcerki i ci harcerze z ZHPpgK będą jutro we władzach. Czy zaproszą do Kanady/USA? Na pewno, ale kosztów podróży też raczej na pewno nie pokryją - no może do Toronto. Przykładowo z Alberty do Toronto, jest mniej więcej tak jak z Lizbony do Nowosybirska. Na co można liczyć? Wdzięczność, dobry obraz Polski i Polaków, wymianę doświadczeń, lepsze zrozumienie za granicą polskiej specyfiki i polskich problemów.
Pewnie nie pokryją - tak jak i Polacy raczej nie pokryją przejazdu grupy do Polski. Dlatego zawsze dość dużym problemem są takie kontakty. Ale zawsze też można szukać wsparcia w jakichś organizacjach (polinijnych?) itp.
Wysłać grupę to może można z Chicago lub Nowego Jorku, skok przez ocean jest dużo droższy niż bilet kolejowy z Londynu i jest bardzo duża szansa iż z dowolnej drużyny/zastępu mogłaby by pojechać tylko jedna harcerka.
Wybacz, ale w tym momencie nie wiem już zbytnio o czym rozmawiamy...

Bo z jednej strony mówisz, że nie ma jak przyjechać do Polski, nie ma propozycji. A z drugiej mówisz, że pojechać może jedna osoba z drużyny i też jesteś niezadowolony. :-/

Pozdrawiam!
"Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielką będzie. (...) dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy." Stefan Starzyński, 23 września 1939 r.

ZZagranicy

Post autor: ZZagranicy » 10 lip 2003, 02:19

cadfael napisał:
ZZagranicy napisał:
Tak w ogóle to w Kanadzie są dwie całkiem oddzielne organizacje: dziewcząt (Girl Guides of Canada) i chłopców (Scouts Canada).
Może się mylę, ale zdawało mi się, że poza Scouts Canada działa jeszcze Association des Scouts du Canada (francuski odpowiednik).
Rzeczywiście L'Association des Scouts du Canada sobie istnieje, nie zwróciło to nigdy mojej uwagi. ASC jest jednak afiliowana przy Scouts Canada. Trochę to trudno wszystko objaśnić, bo SC prowadzą programy zarówno angielsko- jak i francuskojęzyczne. ACS prowadzi nie tyle francuskojęzyczny, co frankofilski.

Przy okazji sprawdziłem iż Scouts Canada jest oficjalnie koedukacyjne od 1998 roku, po prawie 25 latach eksperymentów. Nie mogłem od ręki znaleźć kiedy oficjalnie zmieniono nazwę z Boy Scouts of Canada.

Girl Guides of Canada = Guides du Canada, są jak i ZHP członkiem założycielem WAGGGS. Ich profil odbiegał i odbiega od tego co realizowane było dla dziewcząt w Polsce. Znów trudno to objaśniać na tych łamach, ale dziewczęta, czy też ogólnie kobiety, są bardziej w Ameryce Północnej dyskryminowane niż w Polsce były (stąd różnice). Jednak ostatnio Polska zaczęła równać w dół....

Obecność ZHPpkgK w Kanadzie nie jest czymś wyjątkowym - widziałem skautów z innych krajów. Nie wiem tylko na ile jest to popularne.

ZZagranicy

P.S. Jeszcze odpiszę w głownym temacie.

Gmen

Post autor: Gmen » 10 lip 2003, 17:57

Czuwaj.

Hmmm...zgadzam sie mniej wiecej z dh. Zagranicy. Chcialem mu tez przypomniec ze pienadze na wyjazdy druzyn za Granice sa tylko ze niestety rozmieszczenie tych funduszy to troche inna sprawa.

Nie trzeba sie tez prosic o wyjazd na oboz. Przedzwonilem, pogadalem zalatwilem i oboz jest.

Niestety ZHP PGK zawalilo sprawe, nawet nie pieniezna....po prostu my sie nie lubimy z innymi dobze bawic. Daleko nie trzeba patrzec, np. zeby pojechac na oboz Harcerski z Calgary na stannicy Kopernik ktura nalezy do Edmonton...jak dobrze pamietam to mi dh. Hufcowy kazal dostac oficjalne zaproszenie. To znaczy ze jak go nie dostane od Calgary ktura jest jedyna organizjacja Harcerska w Albercie to nie moge jechac!!....
W tej chwili nawet nie wiem czy wyrobie z czasem ale fajnie by bylo jak by jeden i drugi Hufiec wspolpracowaj bardziej.

No it to jest wlasnie ZHP PGK....jezeli Scouts USA moze sie zorganizowac na wyjazd to i nasi przyszli kierownicy ZHP PGK tez chyba to potrafia!!!!!

Okey to moje dwa centy... a moze Dh. Zagranicy jest w jedny z druzyn w Calgary lub w Edmonton? I moze byles na obozie w "Kopernik"?



[Edytowany przez gmen dnia 10.07.2003 o 18:57 ]

[Edytowany przez gmen dnia 10.07.2003 o 19:07 ]

[Edytowany przez gmen dnia 10.07.2003 o 19:08 ]

Nestorka
Użytkownik
Posty: 104
Rejestracja: 09 wrz 2002, 21:03
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Nestorka » 16 lip 2003, 22:41

Moim zdaniem odpowiedź na pytanie postawione w temacie jest dosyć oczywista. Jak sami piszecie ani drużyny z ZHP ani z ZHPpgk nie mają pieniędzy, warunków lub chęci (głównie Ci Na Górze) na wspólne wyjazdy-przyjazdy. Dlatego właśnie utrzymuję więcej kontaktów ze skautami z WOSM czy WAGGGS, bo oni potrafią zdobyć fundusze na przyjazd do Polski (lub zaproszenie mnie do siebie!!!) i fizycznie mogę się z nimi spotkać :) I uwierzcie mi zdobywanie funduszy u nich nie polega na siedzeniu i czekaniu na dofinansowania i granty, ale podejmowaniu DZIAŁAń, na których można zarobić. Skautki z UK, które są teraz z wizytą w Polsce przez kilka miesięcy pakowały zakupy w hipermarketach i udało im sie uzbierać wystarczajaco pieniedzy - przyleciały tu nawet samolotem, a nie wlokły sie autobusem! Spójrzmy prawdzie prosto w oczy: może nam (ZHP i ZHP pgk) nie chce się spotykać aż tak bardzo żeby wkładac jakiś wysiłek np. w zdobywanie funduszy na ten wyjazd?

PS. Przepraszam oczywiście te wszystkie drużyny z ZHP i ZHP pgk, które takie działania podejmują i organizują wspólne przedsięwzięcia... bo wierzcie albo nie, ale są takie!
phm. Joanna Nestorowicz
Pełnomocnik ds. zagranicznych
Chorągiew Stołeczna

Szefowa promocji "Na Tropie"
www.natropie.zhp.pl

Robson
Nowicjusz
Posty: 38
Rejestracja: 02 sie 2003, 06:37
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Robson » 05 sie 2003, 00:54

ale po co wspolpracowac z innymi krajami jaki jest tego sens??
Nie ten człowiek jest szczęśliwy, który sobie dużo zgromadził, ale ten, kto ma świadomość, że się przydał innym.

cadfael
Stały bywalec
Posty: 706
Rejestracja: 10 cze 2002, 21:13
Lokalizacja: Monachium / Warszawa
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: cadfael » 05 sie 2003, 08:27

Robson napisał:
ale po co wspolpracowac z innymi krajami jaki jest tego sens??
Hmmm... Poznawanie nowych ludzi? Wymiana doświadczeń? Poznawanie nowych krajów? Zawieranie przyjaźni? Krzewienie idei skautowej ponad podziałami? Prawdziwe "learning by doing"? Zwiększenie atrakcyjności pracy harcerskiej? itp....

Pozdrawiam!
"Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielką będzie. (...) dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy." Stefan Starzyński, 23 września 1939 r.

2123
Użytkownik
Posty: 94
Rejestracja: 23 mar 2003, 17:25
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: 2123 » 10 sie 2003, 18:03

Robson- sens jest taki, żeby nie kisić się na własnym zapyziałym podwórku i nie popadać w samozachwyt jacy to jesteśmy wyjątkowi i oryginalni. Sens jest taki, żeby nauczyć się szanować innych, ich podejście do ważnych kwestii i ich tradycje. Sens jest wreszcie taki, żeby inni mieli okazję nas poznać i dowiedzieć się, że Polska nie leży na księzycu i ma coś ciekawego do zaoferowania światu :))))

[Edytowany przez 2123 dnia 10.08.2003 o 19:05 ]
"...gdy ty śpisz, kraju strzeże ktoś tu, by cię nikt nie zbudził ze snu"

agace
Użytkownik
Posty: 144
Rejestracja: 24 lis 2003, 20:16
Lokalizacja: 48 LDH Araukanie
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: agace » 04 gru 2003, 11:07

Mam 18 lat. Jestem samarytanka, zaczynam wlasnie probe na HO, a jednym z zadan jest nawiazanie kontaktu ze skautami z innych krajow. Nie wazne jest dla mnie czy to bedzie organizacja danego kraju zcy ZHP pgK. To nei jest chyba az takie wazne, bo w koncu wszyscy jestesmy skautami, mamy te same korzenie, wszyscy czerpiemy wzor z zalozen gen Baden - Powella. Ale dla mnie, zastepowej w druzynie harcerskiej, nawiazanie kontaktu z kims z innego kraju nie jest takie proste, narazie zwiedzam strony roznych organizacji skautowych i WAGGGS, probuje przez Skautowa Skrzynke Pocztowa. Jesli ktos ma kontakkt, prosze o pomoc. Ale nie o tym mialam pisac.

Chcialabym nawiazac do dyskusji na temat postkomunizmu i innych takich. Czego zadamy od czlonkow ZHP pgK skoro u nas swiadomosc przecietnego Polaka ogranicza sie do wiedzy ZHP to komunisci. Przyklad: ide sobie przez misto w mundurze i slysze wiele na moj temat.. Podobnie gdy na Dzien Mysli Braterskiej zjawilam sie w szkole w mundurze, musialam ksiedza na religii uswiadomic, ze wcale nie jestem komunistka, o czym nasze Przyrzeczenie świadczy: "pelnic sluzbe Bogu i Polsce"

Zacznijmy wiec najpierw od siebie, a pozniej zmieniajmy swiadomosc za granica. o ile to jest mozliwe.

Bylam przez jakis czas w druzynie, ktorej druzynowym byl ateista. Nie chce ingerowac w osobiste przekonania oszczegolnych czlonkow ZHP, ale jako druzyna harcerska nigdy nie bylismy w kosciele, nawety ze Swiatelkiem Betlejemskim. I co to za swiadectwo?

W moim srodowisku nie moge nic zmienic, ale mam nadzieje ze ktos sie zastanowi nad tym faktem.
"zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną" (k.wierzyński)

pwd. Agnieszka Ciesiołkiewicz
48 LDH "Araukanie"

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Skauting”