Jak przełamać instruktorski marazm?

Wydział Pracy z Kadrą i Kształcenia ksztalcenie.zhp.pl
Zablokowany
dudzin
Starszy użytkownik
Posty: 245
Rejestracja: 06 maja 2007, 21:08
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: dudzin » 13 lip 2007, 06:39

Właśnie kończą się kadencje hufcowych władz, w tym i moja (skrócona, bo 2-letnia) i tak mnie naszło na podsumowania. Poniżej przedstawiam list otwarty, który wysłałem kiedyś do drużynowych hufca. Trochę od tamtego czasu się zmieniło, ale generalnie sytuacja wygląda podobnie.
Zapraszam do dyskusji:
- jak dużą skalę mają problemy, poruszane w moim liście, w całym ZHP
- co zrobić, by je przezwyciężyć,
itp.
„Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali.”
Jan Paweł II

Drodzy Drużynowi,

niech przytoczone we wstępie słowa naszego wielkiego rodaka Papieża Jana Pawła II staną się mottem przewodnim tego listu otwartego skierowanego do Was. Obejmując we wrześniu ubiegłego roku funkcję Komendanta naszego Hufca zapowiedziałem, że liczę na Wasze wsparcie i że będę wymagający tak w stosunku do siebie jak i do innych instruktorów. Po tych 6 miesiącach muszę powiedzieć otwarcie, że moja wiara w drugiego człowieka była chyba zbyt wielka, że nadzieja stworzenia jednolitego zespołu instruktorskiego, wzajemnie się wspierającego i rozumiejącego jak dotychczas nie spełniła się.
Wydaje mi się, że nie wymagam rzeczy niemożliwych – a jedynie wzajemnego szacunku, otwartości i zaufania oraz zaangażowania. A jak można mówić o wzajemnym szacunku, gdy nie szanujemy czasu innych, którzy pojawiają się na spotkaniu, na które sami nie przychodzimy, gdy nie potrafimy zorganizować swoich podopiecznych, by pojawili się na hufcowej „imprezie”, której organizacji ktoś poświęcił swój czas i wysiłek. Jak można mówić o otwartości i zaufaniu, gdy nie widzimy potrzeby dzielenia się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami i uwagami na temat działalności naszego środowiska, gdy nie dostrzegamy potrzeby zainteresowania się harcerskimi problemami innych instruktorów i drużyn. Jak można mówić o zaangażowaniu, gdy nie uczestniczymy ze swoimi podopiecznymi w życiu hufca i lokalnego środowiska, gdy nie widzimy potrzeby pogłębiania swojej wiedzy i rozwijania warsztatu metodycznego.
Postawę większości drużynowych naszego Hufca określiłbym mianem „ucieczki od odpowiedzialności” - odpowiedzialności za hufiec, za drużynę, za swoją postawę i co chyba najgorsze od odpowiedzialności za dobro i rozwój powierzonych mu zuchów i harcerzy. Jak możemy wymagać cokolwiek od naszych podopiecznych, gdy sami nie staramy się dawać im przykładu swoim postępowaniem. Jak możemy nauczyć ich szacunku do munduru, gdy sami wstydzimy się w nim występować??? Jak możemy ich wychowywać i kształtować w nich świadome obywatelskie postawy przy zastosowaniu metodyki zuchowej, harcerskiej, wędrowniczej, gdy nie widzimy potrzeby organizowania przemyślanych, regularnych zbiórek, gdy nie stwarzamy im szansy rywalizacji i wymiany doświadczeń z innymi drużynami poprzez wzajemne kontakty i spotkania, gdy nie chcemy, by pokazali się w lokalnym środowisku będąc przy okazji dumnymi z tego, że są członkami ZHP.
Z drugiej strony są drużyny, których działalność powinna być przykładem, w których drużynowi nie mają problemu z motywowaniem członków do aktywności, w których na zbiórkę alarmową w ciągu godziny przychodzi 3/4 członków, których działalność widać w ich miejscowościach i nie tylko, które nie mają problemu z napływem nowych członków. A przecież ich członkami są takie same dzieci i młodzież, jak w innych drużynach.
W pełni rozumiem, że przy tempie dzisiejszego życia i ilości niezbędnych obowiązków, które spoczywają na każdym z nas poświęcenie swojego czasu na pracę społeczną nie jest sprawą łatwą. Sam jestem drużynowym i wiem ile wysiłku, a niejednokrotnie poświęcenia i wyrzeczeń wymaga dobre i przemyślane prowadzenie drużyny. Nie zawsze jesteśmy w stanie pogodzić obowiązki rodzinne, życie zawodowe i pracę harcerską, czasem musimy dokonywać niełatwych wyborów, czasem faktycznie braku-je nam czasu – podkreślam CZASEM a nie ZAWSZE. Mam jednak nadzieję, że dokonany wybór bycia instruktorem był wyborem przemyślanym i świadomym – bycie instruktorem i drużynowym nie musi być jednak dożywotnie. Postawmy na JAKOŚć a nie ILOŚć.
Na zakończenie tych nie najweselszych przemyśleń mogę obiecać, że wszyscy drużynowi mogą liczyć na moje wsparcie, że nadal wierzę w to, iż wspólnym wysiłkiem jesteśmy w stanie stworzyć zespól instruktorski i hufiec, z którego będziemy dumni.
phm. Tomasz Dudziński
Komendant Hufca "Biebrzańskiego" im. 9 PSK w Grajewie
www.grajewo.zhp.pl

Radek
Starszy użytkownik
Posty: 246
Rejestracja: 26 cze 2002, 22:27
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Radek » 13 lip 2007, 14:54

dudzin pisze:Właśnie kończą się kadencje hufcowych władz, w tym i moja (skrócona, bo 2-letnia) i tak mnie naszło na podsumowania. Poniżej przedstawiam list otwarty, który wysłałem kiedyś do drużynowych hufca. Trochę od tamtego czasu się zmieniło, ale generalnie sytuacja wygląda podobnie.
Zapraszam do dyskusji:
- jak dużą skalę mają problemy, poruszane w moim liście, w całym ZHP
- co zrobić, by je przezwyciężyć,
itp.
Pytasz o skalę? Moim zdaniem, sytuacja, którą opisujesz jest dzisiaj normą. I aby coś z tym zrobić, trzeba by parę spraw postawić na głowie. Ale na to nie ma w ZHP zgody/ chęci/ czasu.. "Jakoś to będzie", "nie zmieniajmy", "nie wolno nam zmienić", "zastanówmy się jeszcze", "odłóżmy na później", "przedyskutujmy", "macie prawo do własnego zdania, ale racja i tak jest po naszej stronie" - z takim podejściem wiele się nie osiągnie. I do tego jeszcze ta polityka. Liberałowie winią konserwartyzm, konserwatyści - liberalizm, opozycja - władze, władze - opozycję. Błędne koło.
Paweł Dobosz

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Kadra i kształcenie”