Biurokracja... :(((

O idei harcerskiej, naszych zasadach, Prawie...
Patka_69
Stały bywalec
Posty: 365
Rejestracja: 11 sty 2004, 20:19
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Patka_69 » 30 sie 2004, 17:33

Na wstępie przepraszam dh.Sikora (nie zapytałam o pozwolenie), ale ten wątek powstał przez jego podpis, cytuję:
Lecz to nie koniec Historii
Nadeszła Era papieru
W konspektach, cechach i planach
Lilijce brakuje już tlenu
Już troszkę się przyzwyczaiłam do tej biurokracji; tekstów typu "ZHP to nie fabryka wspomnień..."; nie kompetencji ludzi, którzy nazywają się druzynowymi, instruktorami; już prawie udało mi się zapomnieć, że drużyna to nie ludzie, tylko 20 kartek z charakterystyką....
ale znów się coś we mnie odrodziło. Taki mały bunt?
W myśl cytatu dh. Sikora... jeżeli kiedyś zabraknie tlenu naszej lilijce, bo przysypią ją tony papieru, to znajdzie się ktoś kto ją odkopie...
A wy co myślicie o tym cytacie?
"By każda mała myśl,
czyn lub słowo,
braterskie było...
Tak iść do celów wielkich."

barnrot
Stały bywalec
Posty: 400
Rejestracja: 09 cze 2002, 23:05
Lokalizacja: działacz
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: barnrot » 30 sie 2004, 19:46

Nie rozumiem go.
M i c h a ł B o r u n http://eksphm.borun.pl http://orwellness.com/zhp

"Aby zdobyć flagę, trzeba myśleć tak jak flaga" - H a r c e r z L a z l o

silana
Użytkownik
Posty: 81
Rejestracja: 18 wrz 2002, 20:45
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: silana » 31 sie 2004, 12:05

a ja myślę, ze w tym cytacie jest trochę prawdy. Czasem w tych tonach papierów, które trzeba wypełnić i we wszystkich procedurach, które trzeba przejść brakuje czasu albo sił na prawdziwe harcerstwo. Na dobrą zabawę na biwaku, pośpiewanie przy ognisku.
Nie chcę, zeby to zabrzmiało, ze pisanie konspektów jest złe. Bo nie jest - konspekty i plany są bardzo przydatne i ułatwiają pracę. Ale nie przesadzajmy z ilością prowadzonej dokumentacji...
Eli

caesar
Stały bywalec
Posty: 562
Rejestracja: 01 cze 2004, 20:08
Lokalizacja: SH
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: caesar » 31 sie 2004, 12:45

A ja mysle, ze czesc z nas zapomniala o podstawach, o odpowiedziach na kluczowe pytania w stylu po co robimy to co robimy. Z jednej strony zapisany papier jest potrzebny i wazny, z drugiej jesli zatraci sie istote to wlasnie papier sie staje najwazniejszy

ale jest jeszcze inne oblicze calej sprawy. Papier latwo sprawdzic, latwo zweryfikowac czy zawiera punkt po punkcie wszystkie 'zalecane' elementy i niestety wielu 'instruktorow' nie stac na nic wiecej, miernota sie szerzy i mizeria, latwo jest powiedziec, ze druzyna jest dobra bo ma papierki w porzadku, tymzcasem druzyna moze byc dobra bez papierkow, ale druzyna swietna i papierki ma ok

a z jeszcze inszej strony - na jakiejs podstawie trzeba weryfikowac prace druzyn, plany i programy itd. Instruktor za to odpowiedzialny chocby nie wiem jak byl swietny nie moze od pewnego poziomu znac osobiscie wszystkcih druzynowych wiec musi poczytac. A i druzynowy jak sobie spisze co planuje to tylko bedzie to z korzyscia dla niego

tak wiec sprawa jest zlozona, ale jezeli bedziemy pamietac o priorytetach to nie bedzie problemow z przerostem biurokracji itd. Nie jest to latwe, zgoda, ale nie ejst niemozliwe, a mnie za mlodu uczyli, ze harcerz to taki ktos kto sobie poradzi ...
hm Marcin Wysmułek HR
www.wysmulek.pl

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 31 sie 2004, 21:31

No dobra jeśli to przez mój podpis....;)
zwrotka ta jakoś tak mi się napisała (heh wiem że to prawie świętokradztwo,ale jest to kolejna zwrotka do "Historii Harcerskiej Lilijki w 15 strofkach" - teraz już w 18 ) jako refleksja po kursie dla kadry kształcącej. Te wszystkie nazwy, cechy, itd zwłaszcza wobec przywiązywania do nich ogromnej wagi przez wiele osób przygniatają wręcz to co najważniejsze. Mam świadomość że są pomocne, dzięki takiemu znomenklaturyzowaniu metody harcerskiej łatwiej jest np. drużynowemu rozmawiać z dyrekcją szkoły gdyż potrafi opisać metodę harcerską w języku bardzo bliskim nauczycielom. Jednakże..... sądzę że wychowanie duchowe (tylko błagam i proszę nie utożsamiajcie tego z wychowaniem religijnym) jest jednym z najważniejszych elementów wychowania harcerskiego, tu naprawdę szum wiatru w koronach drzew, dym z ogniska (heh ten jałowiec), wschód słońca na Rysiance (ginące niestety pola krokusów), "czwartek w schronisku po sezonie.."i inne tego typu elementy kształtują najmocniej jestestwo młodych ludzi uwrażliwiając ich na świat. Papier niestety nie bardzo się z tym komponuje (nie pasuje nawet do ogniska rozpalanego przez harcerzy). Gdyby świetne prowadzenie drużyny było uzależnione od takiej wiedzy to najlepsze drużyny byłyby prowadzone przez nauczycieli czy też inne osoby z wykształceniem pedagogicznym tymczasem wcale tak nie jest (of corse nie wyklucza to działania drużyn prowadzonych przez pedagogów ale cóż sądzę że jednak są to wyjątki potwierdzające regułę) na zakończenie zacytuję ostatnią zwrotkę:
Więc teraz przyszedł czas na nas
Małkowski nas natchnie, pobudzi
Do ratowania Lilijki
Dla wszystkich młodych ludzi.

Pod Błękitnym Niebem..
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

barnrot
Stały bywalec
Posty: 400
Rejestracja: 09 cze 2002, 23:05
Lokalizacja: działacz
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: barnrot » 31 sie 2004, 22:51

Skąd bierze się to sekciarskie uogólnianie i niezmordowane podkreślanie, że to właśnie w harcerstwie chodzi o ludzi, podczas gdy inni to wyznawcy papierów, nauczyciele, menedżerowie, biurokraci?

Tak, drużynowy musi umieć porozmawiać rzeczowo z dyrektorem szkoły, ale nie dlatego, że to dyrektor żyje w dziwnym i bezdusznym świecie, lecz przeciwnie - dlatego że harcerz chowany jest pod kloszem uproszczeń. Drużynowy, który nie jest w stanie w kilku słowach wyłożyć celu tego co robi, sam go nie pojmuje, nie powinien więc tego robić. Jestem przekonany, że przerażająca część funkcyjnych w ZHP bawi się dobrze, wciąż nie wiedząc po co to im i ich podpopiecznym. Czy o to ma chodzić w organizacji wychowawczej?

Nikt nie powinien robić czegoś, z czego zasadności sobie nie zdaje sprawy, a najlepszym sposobem na sprawdzenie, czy ktoś coś rozumie, jest poproszenie go, by to opisał. Własnymi słowami lub przy użyciu narzędzi, które po temu służą. A tymi mogą być konspekty, analizy, raporty, plany pracy.

To nie harcerstwo odkryło człowieka, jest on wszędzie, i w wielu miejscach na ziemi lepiej się o niego dba, nie bardzo więc rozumiem, skąd dziecinne, doprawdy, stwierdzenia typu jak w tym wątku.
"To nie plan, to to co jest za nim" (w domyśle: człowiek), mówi reklama Deutsche Bank. http://paulopost.pl/files/behind%20the%20plan.jpg (1)

Każdy zespół i każda organizacja są zarządzane, a im bardziej są skomplikowane, tym więcej czasu potrzeba poświęcić na pracę niemającą na nie bezpośredniego wpływu. Ale ta praca musi zostać wykonana, by uniknąć złych skutków jej zaniechania. I ktoś tę pracę musi wykonać.
Im wyżej ten ktoś jest w hierarchii, tym więcej czasu poświęca planowaniu: http://paulopost.pl/files/2%20OH.jpg (2)

W drużynie harcerskiej jej szeregowy członek zajmuje się swoimi zadaniami i nie zauważa ogromu pracy, jaki ma drużynowy przygotowujący zbiórkę - i bardzo dobrze. Podobnie drużynowy nie odczuwa ciężaru prac hufcowego. Hufcowy rzadko może zdawać sobie sprawę z problemów, jakie mają jego przełożeni, z ich wielości i złożoności, i sposobów na jakie należy z nimi postępować, i tak dalej.

To słodkie wspominać nieświadomość pewnych rzeczy, ale to już niedojrzałe, nie chcieć z niej zrezygnować, kiedy przyjdzie na to czas. A nowe problemy, nowe wyzwania, to nowe horyzonty i całkiem nowe narzędzia. Im kto wyżej jest w organizacji, tym więcej potrzebuje zdolności analitycznych i koncepcyjnych, mniej zaś technicznych. Przybywa więc papierów, ubywa saperek i sznurka - te pierwsze, tak jak drugie, jako narzędzia, nie są same w sobie złe ani dobre; ważne jest, czy się ich właściwie użyje. Dlatego nie na miejscu jest niechęć do "papierowej" strony harcerstwa, wyrażana tu w sposób naiwny.

To, co potrzebne jest zawsze w tym samym stopniu, bez względu na poziom zarządzania, to umiejętności personalne - i te można przytłumić tak samo zbyt technicznym, jak i biurokratycznym podejściem. http://paulopost.pl/files/1%20OH.jpg (2)

źródła:
(1) Financial Times Deutschland
(2) Samuel C. Certo, Modern Management, 6th. ed. Prentice Hall 2000
M i c h a ł B o r u n http://eksphm.borun.pl http://orwellness.com/zhp

"Aby zdobyć flagę, trzeba myśleć tak jak flaga" - H a r c e r z L a z l o

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 01 wrz 2004, 07:51

Cóż nasza różnica w podejściu do pracy drużynowego wynika pewnie z wielu czynników. Sam jestem produktem SAS `83 a więc i moje podejście do pracy drużynowych jest bliskie twierdzeniu że ZHP jest organizacją dzieci a nie dla dzieci. Uważam że w rozwoju przyszłych drużynowych ważne są wszystkie etapy od zucha po wędrownika, jednak rodzi się pytanie co z ludźmi którzy do harcerstwa trafiają później? Dziewczęta i Chłopcy odkrywający idee harcerskie w wieku 15-16 lat, zapalający się do nich, będący świetnym materiałem na drużynowych (a właśnie znam kilka takich osób) trafiają na kurs drużynowych i serwuje się im studia pedagogiczne w wielkim skrócie) Jest tyle wiedzy do przekazania że brakuje już czasu na harcerstwo. Są przez to zupełnie nieprzygotowani do pracy z harcerzami, piszą świetne konspekty, znają (teoretycznie) kilkadziesiąt form pracy, zasady dobrej zbiórki a cechy MH to wyklepią nawet o 12 w nocy tylko później jakoś coś nie działa, dzieci wcale nie są zadowolone ze zbiórek a to z kolei jest źródłem frustracji dla drużynowego. Cóż tak naprawdę to temat rzeka i trza chyba napisać na ten temat książkę. Odpowiedź jest jednak prosta: właściwe zastosowanie MH w szkoleniu drużynowych załatwia sprawę, jednakże ja dawno nie spotkałem nikogo po takim kursie :(
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 01 wrz 2004, 09:56

sikor napisał:
Jest tyle wiedzy do przekazania że brakuje już czasu na harcerstwo.

Cos w tym jest. W tym roku spędziałem jakiś czas z absolwentami kursu druzynowych... Nie umieli rozpalić ogniska w deszcz, gubili się w nocy w lesie, nie umieli rąbać drewna...

Do dzis sie zastanawiam gdzie jest błąd. Nie wszyscy kandydaci na drużynowych musieli przejść przez dobrą drużynę, gdzie teoretycznie powinni posiąść te wszyskie umiejętności. Na kursie też nie ma czasu na takie rzeczy jak pionerka.

Więc wypuszczamy niedouczonych druzynowych, którzy będą produkować niepełnowartościowych harcerzy.

Ale nie wiem czy to akurat wina biurokracji, Problem jest chyba szerszy... Ale jak napisałeś - to temat na książkę...

Rafał
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

caesar
Stały bywalec
Posty: 562
Rejestracja: 01 cze 2004, 20:08
Lokalizacja: SH
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: caesar » 01 wrz 2004, 13:05

A to jest prosze Druhow porazka kadry kursow, sa kursy, ktore istotnie przygotowuja do prowadzenia druzyny bez wzgledu na to czy sie jest w harcerstwie cale zycie czy dwa lata, ale (powtarzam) o wiele latwiej jest wziac kasiazke, przepisac z niej zasady dobrego wychowania wg Herbarta i furda robimy kurs, kazemy sei anuczyc na pamiec a patenty damy tym, ktorzy wyrecytuja zasady dobrej zbiorki bez zajakniecia bo sami nie potrafmy rozpoznac kto sie zwyczajnie na druzynowego nadaje ...

Kulje ksztalcenie zastepowych w naszej Matce Organizacji ot co. Nie pamietamy czesto, ze harcerstwo to male grupy i wzajemne oddzialywanie.

Osobiscie wiem ze papierki sa niezbedne i sam ich produkuje sporo, ale nie mozna zatracic proporcji, jezeli od druzynowego wymagamy w wiekszym stopniu by mial aktualna ksiazke pracy, plan-konspekt kazdej zbiorki na nastepne dwadziesia lat a w nosie mamy to czy gosc ma idee - to wezmy sie za hodowle pietruszki, nikt nigdy nie powiedzial, ze kazdy mus byc instruktorem.

UWAGA madrze sie ;)
*********************************
Herbart byl pruskim XIX wiecznym
pedagogiem - w skrocie:
wymyslil cos na ksztalt przepisu czy
instrukcji obslugi dobrego wychowania
w nosie majac takie nieistotne w sumie
rzeczy jak indywidualnosc czy zdolnosci
albo predyspozycje konkretnych dzieci

ku mojej rozpaczy i zgrozie wiele kursow jest prowadzonych w sposob z ktorego Herbart bylby dumny


hm Marcin Wysmułek HR
www.wysmulek.pl

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 01 wrz 2004, 14:08

caesar napisał:
A to jest prosze Druhow porazka kadry kursow, sa kursy, ktore istotnie przygotowuja do prowadzenia druzyny bez wzgledu na to czy sie jest w harcerstwie cale zycie czy dwa lata, ale (powtarzam) o wiele latwiej jest wziac kasiazke, przepisac z niej zasady dobrego wychowania wg Herbarta i furda robimy kurs, kazemy sei anuczyc na pamiec a patenty damy tym, ktorzy wyrecytuja zasady dobrej zbiorki bez zajakniecia bo sami nie potrafmy rozpoznac kto sie zwyczajnie na druzynowego nadaje ...

Kulje ksztalcenie zastepowych w naszej Matce Organizacji ot co. Nie pamietamy czesto, ze harcerstwo to male grupy i wzajemne oddzialywanie.
Polecam do przeczytania, w tym temacie:

hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach harcerskiej metodyki
i o tym, co z nich wynika dla pracy z instruktorami."
http://www.hr.bci.pl/art19.php

hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach ... - Paradoks drużynowego"
http://www.hr.bci.pl/art21.php

hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach ...
- Model drużyny wg klasyków i obserwowany dzisiaj"
http://www.hr.bci.pl/art22.php

hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach ... - propozycję rozwiązań."
http://www.hr.bci.pl/art20.php
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 01 wrz 2004, 20:31

Rafal napisał:
Cos w tym jest. W tym roku spędziałem jakiś czas z absolwentami kursu druzynowych... Nie umieli rozpalić ogniska w deszcz, gubili się w nocy w lesie, nie umieli rąbać drewna...

Do dzis sie zastanawiam gdzie jest błąd. Nie wszyscy kandydaci na drużynowych musieli przejść przez dobrą drużynę, gdzie teoretycznie powinni posiąść te wszyskie umiejętności. Na kursie też nie ma czasu na takie rzeczy jak pionerka.
Rafał
I właśnie w tym rzecz, być może należy odwrócić tok szkolenia drużynowych. Miast wbijać im np. cechy MH (hehe ten sławetny okręt z dziesiątkami żagli i osobistym przykładem instruktora za sterem oraz oczywiście barwnym i stymulującym programem) należy dać im przeżyć wzorcowy obóz pokazując pracę wzorcowej drużyny (ja właśnie tak rozumię MH) a dopiero jak już to wszystko poznają na warsztatach można chętnych oświecić że to to tak wogóle się nazywa metoda harcerska i ma takie cech itd. Jak napisałem wcześniej, ja byłem uczony właśnie wg takiego wzorca.
Rafal napisał:
Więc wypuszczamy niedouczonych druzynowych, którzy będą produkować niepełnowartościowych harcerzy.
Ale nie wiem czy to akurat wina biurokracji, Problem jest chyba szerszy... Ale jak napisałeś - to temat na książkę...
Rafał
Heh biurokracji.... Może trochę opacznie Druh rozumie mój pogląd (fakt słowa piosenki wymieniają m.in. plan jednak to wynika ze względów poetyckich) plan pracy jest potrzebny, konspekty ? no cóż można zapytać każdego pedagoga z powiedzmy 10 letnim doświadczeniem co sądzi o konspektach. Np. Mamy plan pracy i świetny konspekt zbiórka pt.gry i zabawy przychodzimy a dzieciaki są skonane bo dziś miały mecza, i co wtedy z planami i konspektami? element nieprzewidywalności jest bardzo duży i wymaga od drużynowego ogromnej elastyczności. Ale zagalopowałem się to naprawdę temat na książkę. Reasumując uważam że Druh Mirowski miał 100% rację stwierdzając że kurs należy przeżyć, a aby był należycie przeżyty i efektywny nie może zabraknąć na nim gier, obrzędowości i wszystkich pozostałych elementów (a i ilość użytych form winna być jak największa przy założeniu że wykład, szary papier i pisaki są zakazane.
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 01 wrz 2004, 21:35

19kldh napisał:
Polecam do przeczytania, w tym temacie:
hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach harcerskiej metodyki
i o tym, co z nich wynika dla pracy z instruktorami."
http://www.hr.bci.pl/art19.php
hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach ... - Paradoks drużynowego"
http://www.hr.bci.pl/art21.php
hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach ...
- Model drużyny wg klasyków i obserwowany dzisiaj"
http://www.hr.bci.pl/art22.php
hm. Sławomir Sprawski HR - "O trzech paradoksach ... - propozycję rozwiązań."
http://www.hr.bci.pl/art20.php
Tak znam te opracowania i z wieloma tezami w nich zawartymi można się jedynie zgodzić problemem pozostaje jak poradzić sobie z systemem małych grup? Jak zmienić postrzeganie zastępowego?
Sądzę że w znacznym stopniu odpowiedzią jest wędrownictwo (drużyna składa się już z 12 osób) jednakże w wypadku harcerzy i harcerzy starszych ten numer nie przejdzie tam właściwym wydaje się by drużyna miała ponad 30 osób, tylko w takich warunkach można z dzieciakami rozwinąć skrzydła. Pozostaje pytanie dlaczego tak wiele drużyn młodszych działa tak jak działa? Sądzę że naprawdę należy inaczej szkolić drużynowych. Na pierwszym miejscy stawiamy rozwój duchowy, system małych grup i bezpieczeństwo, dopiero dalej winny się znajdować kwestie planowania pracy, metodyki itd. tymczasem jeśli przeanalizujemy plan kursu drużynowych to proporcje wyglądają zgoła inaczej. Powiem tak:
Jeśli harcerstwo przetrwało już prawie 100 lat to coś w tym musi być, coś takiego co różni nas harcerzy od członków innych organizacji, i tak naprawdę na tej różnicy trza się skupić bo to właśnie dzięki niej my trwamy podczas gdy inni odchodzą, nie należy przy tym zapominać o zasadzie zrównoważonego rozwoju ale jednak główny nacisk musi iść na to COŚ.
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

caesar
Stały bywalec
Posty: 562
Rejestracja: 01 cze 2004, 20:08
Lokalizacja: SH
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: caesar » 02 wrz 2004, 09:28

sikor napisał:
Pozostaje pytanie dlaczego tak wiele drużyn młodszych działa tak jak działa? Sądzę że naprawdę należy inaczej szkolić drużynowych. Na pierwszym miejscy stawiamy rozwój duchowy, system małych grup i bezpieczeństwo, dopiero dalej winny się znajdować kwestie planowania pracy, metodyki itd. tymczasem jeśli przeanalizujemy plan kursu drużynowych to proporcje wyglądają zgoła inaczej.
Moglbym brnac w: druzynowy to zastepowy zastepowych itd. - ale to chyba nie ma wiekszego sensu, owszem druzynowych tez trzeba szkolic, ale druzynowych lepiej lub gorzej ale sie szkoli, a zastepowych nader rzadko. Co oczywiscie nie zmienia faktu, ze druzynowych trzeba szkolic :)

a co miejsca do stawiania - to metoda harcerska i metodyka harcerska stanowia calosc, jak sei zaniedba cos co calosc kuleje. Ale mam wrazenie ze banaly wypisuje wiec koncze :)
hm Marcin Wysmułek HR
www.wysmulek.pl

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 02 wrz 2004, 11:38

caesar napisał:
a co miejsca do stawiania - to metoda harcerska i metodyka harcerska stanowia calosc, jak sei zaniedba cos co calosc kuleje. Ale mam wrazenie ze banaly wypisuje wiec koncze :)
jasne że całość tyle tylko że chodzi o ilość czasu poświęconą danemu tematowi a ponad wszystko formę zajęć (pracując z wykorzystaniem danych form wlasnie tych form uczymy)
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

Lucumon
Stały bywalec
Posty: 464
Rejestracja: 25 mar 2003, 22:34
Lokalizacja: 11 PDH "Tajga"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Lucumon » 02 wrz 2004, 12:15

Chciałbym troszkę wrócić do pierwotnego tematu czyli nie o szkoleniu drużynowych, tylko o tym że coraz częściej arkusz szarego papieru i komplet pisaków zaczyna wypierać dym ogniska.

Jestem na pewno o kilka (naście?) lat młodszy od dh. Sikora, harcerską przygodę zaczynałem w 1988, ale pamiętam że wtedy klimat był faktycznie inny niż teraz, tzn. była silna praca w środowiskach albo zespołach i grupach środowisk, a hufce i chorągwie były postrzegane jako aparat czysto biurokratyczny i mogłoby ich równie dobrze nie być. Funkcjonowały niepisane autorytety, np. było wiadomo, że drużynowy drużyny XY, chodzący cały czas w wojskowych opinaczach i poplamionych spodniach moro, to jest super gość, potrafi zrobić wielką grę terenową z ogromnym rozmachem (przebijającą niejeden dzisiejszy szumnie zwany "rajd extreme"), potrafi zbudować 50 metrowy most linowy itd., i stworzyć niesamowity klimat przy ognisku. A jednocześnie w tym wszytskim była poważnie traktowana idea, bardzo serio i z zaangażowaniem podchodziło się do takich spraw jak 10 punkt PH, tradycje niepodległościowe, czy udział w mszach harcerskich. Gdyby taki gość miał napisać z tego konspekt albo plan, to pewnie zrobiłby wielkie oczy i nawymyślał od biurokratów...
Wtedy wszystko toczyło się jakoś tak "samo z siebie"...

Niestety czasy się zmieniły, i to że jest inaczej to chyba bardziej wina zewnętrznej presji na ZHP niż samych tendencji wewnątrz Związku, chociaż te też są nie do końca pozytywne.

1. Kiedyś był dużo większy kredyt zaufania ze strony rodziców i nauczycieli. Było wiadomo, że harcerstwo to coś dobrego, ze "harcerzom trzeba zawsze pomóc" itd. Dzisiaj każdy rodzic się bacznie przyglada gdzie i z kim wysyła dziecko na lato i sama marka "ZHP" nie wystarczy.

2.Coraz więcej uwagi zwraca się na bezpieczeństwo, i na pewno jest to słuszne, tyle że u nas w praktyce ważniejszy jest papier, pieczątka i podkładka, że wszystko było "zgodnie z przepisami", niż faktyczne bezpieczeństwo. Siłą harcerstwa była zawsze przygoda, ale teraz do coraz więksej liczby zajęć terenowych trzeba mieć jakieś formalne uprawnienia, nawet żeby zrobić głupi most linowy kilka metrów nad ziemią.

3. Rosnące wymogi sanitarne, które zabijają prawdziwe obownictwo. Kiedyś normą był obóz w lesie, bez bieżącej wody, a w praktyce nawet bez ciepłej wody, z wojskową kuchnią polową na kołach, posiłki przygotowywał cały zastęp służbowy, a nie kucharka na etacie. Dziś taki obóz jest prawie niemożliwy, choc to on tak naprawdę uczył odpowiedzialności i umiejętności organizatorskich. W tej chwili pod pretekstem wejścia do UE wymogi sanitarne dochodzą już do absurdów, np. kucharki muszą prowadzić dzienniki w których się zapisuje każde wyjście do ubikacji i umycie rąk!

Dość ciekawe jest czy te wszystkie wymogi bezpieczeństwa, sanepidu i ekologii są spełniane na wszyskich tych rajdach eXtreme, kursach survivalowych itp. imprezach pozaharcerskich. Sądzę, że z jednej strony tak, bo te przedsięwzięcia są na ogół na zasadach czysto komercyjnych i organizatorzy mają kasę na certyfikaty i uprawnienia. A z drugiej strony pewnie nie, bo wiele takich imprez jest w szarej strefie, wymykającej się kontroli państwa. Nas jest najłatwiej namierzyć i skontrolować.

4. W samym ZHP, myślę, ze stawiamy sobie troszkę za szerokie cele wychowawcze, chcąc wspomagać naukę języków, uczyć o integracji europejskiej oraz walczyć z bulimią i anoreksją.
Pewnie zaraz zostanę nazwany "zwolennikiem skansenu" , ale zdania nie zmienię. Już dwa razy tak było, że chciano harcerzy "wyciągnąć z lasu" i "unowocześnić". Pierwszy raz w 1949 gdy tow. Pelagia Lewińska napisała broszurkę pt. "Walka o nowe harcerstwo", zarzucając w niej harcerzom że siedzą w lesie i bawią się w Indian albo naśladują tego podłego imperialistę brytyjskiego Baden-Powella, a tu trzeba Polskę Ludową budować: elektryfikować wsie, walczyć ze stonką ziemniaczaną i uczyć się życiorysu Wodza Całej Postępowej Ludzkości tow. Stalina. Drugi raz w latach 70-tych gdy stworzono HSPS w celu budowy "rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego", wtedy była właśnie nagonka na obozy samodzielne, zaczęła się wielka rozbudowa stanic obozowych i powstało harcerstwo świetlicowo-akademijne.

Warto dziś nie popełniać tych samych błędów. Oczywiście nie ma co tęsknic za erą złotej wolności przełomu lat 80 i 90, nie można działać bez planu, bez dokumentów, totalnie na żywioł. Co należy moim zdaniem robić:
I. Władze ZHP powinny naciskać ze wszelkich sił na władze państwowe, żeby powstrzymac narastanie biurokratyzacji i zaostrzanie przepisów. W krajach UE tak naprawdę wygląda to przecież inaczej, tam skauci śpią na ziemi i gotują na ogniskach, a sprawa bezpieczeństwa jest rozwiązana w bardzo prosty sposób - odpowiedzialność cywilna instruktorów.
II. Jakoś wspierać mniejsze, słabsze i biedniejsze środowiska harcerskie w takich sprawach jak dostęp do sprzętu (typu kajaki, pontony, liny, namioty), ułatwiać zdobywanie uprawnień np. ratowników wodnych, przedmedycznych, wspinaczki skałkowej, turystycznych itd.
Wydaje mi się to ważniejsze niż podnoszenie poziomu i czasochłonności szkoleń z metodyki harcerskiej. Metoda harcerska jest prosta - Baden Powell powiedział, ze skautmistrzem może zostać każdy kto przeczyta "Scouting for Boys" i będzie umiał zastosować to w praktyce.
Szczep "Leśni" Poznań / 11 PDH "Tajga" www.lesni.fla.pl
"Harcerz Rzeczypospolitej" www.hr.bci.pl
Historia harcerstwa P-ń NM www.historiahpnm.jdm.pl
RPM 21 http://rpm21.socjum.pl

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Harcerskie ideały”