...życie ratownika...

forum Harcerskiej Szkoły Ratownictwa
hsr.zhp.pl
czarnuch

Post autor: czarnuch » 04 cze 2003, 00:00

ehhh...życie ratownika jest wyjątkowe, chodźby na przykładzie fedajkina, kto by o takiej sytuacji pomyślał??? to jest właśnie wspaniały urok tego wszystkiego, no i przynajmniej satysfakcja zawsze gwarantowana:D


jednak trzeba było kurde jechać yhhhhhhhh....a tak to sie siedziało na nudnym balu....

--
wyw. Andrzej Brandt
zastępo KORNIKI
43 Bełchatowska Samarytańska Drużyna Harcerska "Buki"
Związek Drużyn Bełchatowskich

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 04 cze 2003, 10:32

Oj... duzo tego. Odkad nabylem umiejetnosci ratownicze, to stalem sie zarazem bardziej wyczulony na to co sie dzieje wokol i byc moze wiecej sytuacji wymagajacych dzialania zauwazam i reaguje. Nosze w sobie jakis potenajal (nawet jesli to jest tylko potencjal ratownika przedmedycznego) i czuje, ze musze jezeli jest potrzeba to powinienem ten potencjal wykorzystac.

Kiedys w HSR chcielismy wprowadzic jakis rodzaj odznaki (myslelismy o fajnej klamrze do pasa harcerskiego) dla osob, ktore braly udzial w ratowaniu zycia.

Warunkiem otrzymania odznaki (klamry) byloby oswiadczenie zainteresowanej osoby wraz z opisem sytuacji. Nasz poysl polegal na tym, ze przy okazji wrecznia (nadawania) klamry zbieralibysmy opisy akcji w ktorych brali udzial ratowniczy harcerscy. Moze do tego pomyslu warto wrocic?



Rafal Klepacz

[Edytowany przez Rafal dnia 04.06.2003 o 11:33 ]
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

Lukas
Użytkownik
Posty: 89
Rejestracja: 23 maja 2003, 18:35
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Lukas » 04 cze 2003, 16:27

I za chwilę znów ktoś napisze, że tworzymy własne regulaminy mundurowe...

Podoba mi się ten pomysł! Na przekór wszystkim "wyczulonym". ;)
Pozdrawiam.

Łukasz Gocek

saper
Stały bywalec
Posty: 345
Rejestracja: 31 maja 2003, 21:55
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: saper » 12 cze 2003, 18:18

Kilkakrotnie udzielałem I pomocy.Pomijam omdlenia bo tych było mnóstwo.Raz na zbiórce mój harcerz spadł z drzewa i troszkę sie połamał, ale wszystko szczęśliwie się skończyło. Kurs na BORM dał mi wiele, choć robiłem go w marcu 1998, to jeszcze sporo pamiętam i staram się dokształcać w tej dziedzinie jak tylko mogę!
pwd. Jakub Miechowiecki HO
2 Grudziądzka Drużyna Harcerska TWIERDZA im. Tadeusza Maślonkowskiego ps."Sosna"

saper
Stały bywalec
Posty: 345
Rejestracja: 31 maja 2003, 21:55
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: saper » 12 cze 2003, 18:26

Moim zdaniem ciężko byłoby z weryfikacją kto ratował życie a kto udzielił pierwszej pomocy. Myślę, choć oczywiście mogę się mylić, że sporo osób ubarwiałoby swoje opowieści, a dla niektórych zabrakłoby klamer.(tak jak z "odznakami" za powódź - sporo osób je nosi choć sobie na nie nie zasłużyło, a nie którzy mogą tylko o nich pomarzyć choć ciężko się napracowali).Uważam jednak, że to obowiązek wynikający z naszej służby. nie robimy tego dla nagród i wyróżnień, chyba?
pwd. Jakub Miechowiecki HO
2 Grudziądzka Drużyna Harcerska TWIERDZA im. Tadeusza Maślonkowskiego ps."Sosna"

czarnuch

Post autor: czarnuch » 15 cze 2003, 00:27

ehhh...życie ratownika jest wyjątkowe, chodźby na przykładzie fedajkina, kto by o takiej sytuacji pomyślał??? to jest właśnie wspaniały urok tego wszystkiego, no i przynajmniej satysfakcja zawsze gwarantowana:D


jednak trzeba było kurde jechać yhhhhhhhh....a tak to sie siedziało na nudnym balu....

--
wyw. Andrzej Brandt
zastępo KORNIKI
43 Bełchatowska Samarytańska Drużyna Harcerska "Buki"
Związek Drużyn Bełchatowskich

saper
Stały bywalec
Posty: 345
Rejestracja: 31 maja 2003, 21:55
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: saper » 16 cze 2003, 16:51

Martwi mnie, że dużo osób przeszkolonych stwierdza: "całe szczęście, że nie miałem okazji...". Wypadki zdarzają się i chyba szczęściem jest, że to osoby przeszkolone są na miejscu. One potrafią pomóc!
pwd. Jakub Miechowiecki HO
2 Grudziądzka Drużyna Harcerska TWIERDZA im. Tadeusza Maślonkowskiego ps."Sosna"

saper
Stały bywalec
Posty: 345
Rejestracja: 31 maja 2003, 21:55
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: saper » 16 cze 2003, 16:56

Wracając do wszelkiego rodzaju odznaczeń... Nie wiem czy wiecie, że siostra "Zośki"- Dha Hanna Zawadzka zawsze odmawiała przyjmowania jakichkolwiek odznaczeń, a proponowano jej ich bardzo wiele. Twierdziła zawsze że to była jej służba i obowiązek wynikający z prawa harcerskiego. Nie dla zasług to robiła...
pwd. Jakub Miechowiecki HO
2 Grudziądzka Drużyna Harcerska TWIERDZA im. Tadeusza Maślonkowskiego ps."Sosna"

Fedajkin
Site Admin
Posty: 1066
Rejestracja: 10 cze 2002, 12:32
Lokalizacja: 43 BSDH "BUKI"
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Fedajkin » 18 cze 2003, 07:13

Zazwyczaj odznaczenia przyznawane były za coś ale nie na zasadzie, że ktoś zgłosił uratowanie życia i potwierdzenie osoby poszkodowanej, tylko to własnie ta osoba zgłaszała to do KH lub KCH. To co opiszę nie jest typową akcją ratowniczą ale można to podpiąc pod klamry Search & Rescue...

W sobotę 14 czerwca 2003 obstawialiśmy imprezę masową z okazji 200 lecia PZU. Nic ciekawego nie działo się dopóki nie zgłosiła się pani do nas po leki uspokajające. Zaprowadziliśmy ją do Karetki Pogotowia i dowiedzieliśmy się "o co biega". Otóż jej synek zniknął jakies 2~3 godziny wcześniej i jeszcze się nie zgłosił. Lekarz zaaplikował Pani odpowiedni środek, a ja jako głównodowodzący obstawą, ściągnąłem wszystkie Patrole Medyczne i podzieliłem z trójek na dwójki, opisałem sytuację i rozesłałem w teren. Po około 45 minutach chłopiec odnalazł się i był cały i zdrowy choć jedynie bardzo zażenowany (dziewczyny z sekcji wyciągnęly go z ubikacji po tym jak 2 godziny wcześniej tam wszedł bo popuścił i suszył spodenki). Nie liczyłem na podziekowania i nie licze na nie od PZU, a sama widok szczęśliwej Matki był dla mnie i dla całej Sekcji Ratowniczej Bełchatów największą zapłatą i podziękowaniem.

Czarnuch, żałuj że poszedłeś na ten nudny bal gimnazjalny :P :D
Czuwaj!
phm. Sergiusz Papuga
Wydział Systemów Informatycznych
HelpDesk ESHD

czarnuch

Post autor: czarnuch » 20 cze 2003, 23:20

ehhh...życie ratownika jest wyjątkowe, chodźby na przykładzie fedajkina, kto by o takiej sytuacji pomyślał??? to jest właśnie wspaniały urok tego wszystkiego, no i przynajmniej satysfakcja zawsze gwarantowana:D


jednak trzeba było kurde jechać yhhhhhhhh....a tak to sie siedziało na nudnym balu....

--
wyw. Andrzej Brandt
zastępo KORNIKI
43 Bełchatowska Samarytańska Drużyna Harcerska "Buki"
Związek Drużyn Bełchatowskich

hiszpan

Post autor: hiszpan » 07 lip 2003, 15:35

eh... zdarzyło mi się kilka razy udzielać pomocy... powiem Wam, że zawsze pierwsza chwila jest straszna. Najpierw myśl: "Kurcze coś się stało!", a później bieg i nawet się nie oriętujesz, kiedy klęczysz z otwartą apteczką przy poszkodowanym. Osobiście nie nawidze wzywać pomocy. Zawsze mi się plącze język i nie mogę się wysłowić... No, ale juz udało mi się uratować komuś zycie i myślę że HSR to świetna sprawa.

Sławeczka

Post autor: Sławeczka » 14 sie 2003, 22:11

poranek napisał:
Szybko sie Sławcia do tego zabieracie... Potrawe zasugerowałem jako nietypowe zajęcia - przygotowanie Ich narodowej potrawy (wystarczyło napisac do ambasady polskiej w NZ albo odwrotnie) Poza tym uzywaj googli.
http://inter.scoutnet.org/units_nz.html
http://www.scouts.org.nz/index.php
http://www.rovers.org.nz/
http://www.azmetro.com/48guidehome.html

To 10% z tego co znalazłem. Wy nie macie źle. Moja druzyna ma Zimbabwe :D
Tak generalnie to zaczelismy szukac wczesniej, ale to nie takie łatwe. Niestety te stronki juz mielismy tylko w trakcie tlumaczenia jestetsmy ale i tak pieknie dziekuje i napewno biwak bedzie zarombisty:D Dzieki Agnieszka


--
dh trop. Sławomira Rzepkowska
43 Bełchatowska Samarytańska Drużyna Harcerska "Buki"

zastęp Łosie

mgr scout

Post autor: mgr scout » 20 paź 2003, 12:27

Czy kiedys zdarzyło się pomóc?? A i owszem i to nie raz... W większości przypadków były to drobne stłuczki samochodów (mieszkam przy wylotówce z Wrocławia) gdzie wystarczyło tylko zabezpieczyć miejsce wypadku ewentualnie załozyć opatrunek. Jednak na zawsze zostanie mi w pamięci jeden przypadek... Byłem już po kursie na BORM, kursie w OC, przez pewien czas działałem w HGR i wydawało mi się że jestem dosyć dobrze przygotowany. Nigdy zresztą nie miałem doczynienia z poważnymi przypadkami, aż pewnego dnia siedząc w drugim wagonie w tramwaju, zastanowiło mnie co się stało że tak długo stoimy na przystanku. Kiedy wysiadłem zobaczyłem zdenerwowanego motorniczego tłumaczącego pasażerom, że czekamy na karetkę ponieważ starszy pan zasłabł. Pomyslałem że jako ratownik zobaczę czy mogę pomóc. Podszedłem do tego pana i... brak oddechu, brak tętna, źrenice nieruchome, zero kontaktu. Wiedziałem co powinienem zrobić, procedury szybko przeleciały mi przez głowę i... stałem sztywny. Nie mogłem się ruszyć, nic a nic zrobić.. Na szczęście momentalnie przyjechało pogotowie i oni zajęli się wszystkim, ale zdarzenie to na zawsze zostanie w mojej pamięci, bo czuję że trochę zawiodłem nie mogąc przezwyciężyć stresu. Wielu moim młodszym kolegom interesujących się ratownictwem wydaje się że to taka fajna sprawa, człowiek czuje się jakby mocniejszy, "lepszy" od innych. Ale do czasu, do czasu pierwszego poważnego przypadku kiedy to, jak powiedział prezes WOPR: kiedy to czyjeś życie bedzie w Twoich rękach.Dopiero wtedy przejdziemy "chrzest bojowy"
Teraz juz trochę inaczej zachowuję się na miejscu wypadku. A nie tak dawno, w czerwcu tego roku, udzielałem pomocy przy wypadku samochodowym w centrum miasta, kiedy pogotowie zabierało juz poszkodowanych podeszła do mnie lekarka i powiedziała tylko jedno słowo:"dziękuję" I dla takiego słowa wiem, że warto było się szkolić.

Patka_69
Stały bywalec
Posty: 365
Rejestracja: 11 sty 2004, 20:19
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Patka_69 » 26 lut 2004, 17:17

A ja nie zdałam kursu ratownika medycznego (na pierwszą odznakę, to chyba srebrna, nie wiem) w każdym razie, jestem dumna, że tak wiele mnie na tym kursie nauczyli. Szczerze mówiąc (bo chyba nikt o tym nie wie) udzielałam pomocy swojemu kumplowi, który chciał odebrać sobie życie. NIE ŻYCZę NIKOMU RATOWANIA LUDZI, KTÓRZY NIE CHCĄ ŻYć... co przeżyłam? myślę, że ogromny szok spowodowany bliskością z ratowaną osobą i samym widokiem...
Jedno jest pewne!! Na kursach oprócz zasad pierwszej pomocy nauczyli mnie nie tylko postępowania w nagłych wypadkach, ale i wyrobili systemik w psychice... "ktoś potrzebuje pomocy! lecisz do niego i nawet sekundy nie zastanawiasz się tylko podbiegasz i zaczynasz działać jak najlepiej potrafisz, bo ta sekunda może uratować komuś życie"...
I jeszcze jedno!!! Dziękuje Magdzie S. za słowa "Jesteś wielka, nie zapominaj o tym" dziś moge powiedziec że te słowa uratowały mnie i mojemu kumplowi życie...

Nie pytajcie co, jak, dlaczego... POZDRAWIAM SERDECZNIE I ZMYKAM... PAPAPA!!! TRZYMAJCIE SIę !!!
CZUWAJ!

A NO i PAMIęTAJCIE JESTEŚCIE WIELCY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
"By każda mała myśl,
czyn lub słowo,
braterskie było...
Tak iść do celów wielkich."

Marecki
Stały bywalec
Posty: 404
Rejestracja: 23 mar 2003, 22:52
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Marecki » 27 lut 2004, 13:48

Cześć

Jeżeli chcecie aby wasza historia znalazła się na stronie HSR prześlijcią ją na adres e-mail:
marek.jedrzejek@poczta.fm
Z góry dziękuje... ;o)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Marecki
phm. Marek Jędrzejek H.O
Inspektorat Ratowniczy Śląskiej Chorągwi ZHP
http://www.hsr.slaska.zhp.pl

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Ratownictwo”