Dlaczego ludzie odchodzą od ZHP ???

Wydział Programowy
Analog_Br

Post autor: Analog_Br » 05 sty 2003, 03:20

Co do kursów i tak dalej. Nie wiem jak u was. W mojej chorągwi kursów jest wiele i ja o nich wiem. Jeśli ja wiem, to i wiedzą ci, których to interesuje w moim hufcu. Kwestia przepływu informacji. O tym nie myślą niektórzy i kończy się ciekawymi kursami i imprezami prawie bez ludzi. Po prostu czasem nie warto czekać aż ktoś powie, tylko zapytać w chorągwi.

Ale ja zauważam inną rzecz. Niektórzy instrutorzy hufców i wyżej jakby zapominają po co są... Zamiast wspierać tych na dole wymyślają jak to według nich byłoby najlepiej w całym związku i nie patrzą na tego zwykłego drużynowego. Nie mają kontaktu z harcerzami na codzień, nie znają ich potrzeb i problemów. Widza, że według nich w związku dzieje się lepiej niż wcześniej. Ale drużynowym może iść coraz gorzej i w niektórych hufcach nie moga liczyć na niczyją pomoc.

Wracając do kursów. Kursy są, ale z różnych powodów hufce nie widzą potrzeby szkolenia swojej kadry. Kadra - kolejne pokolenie nie szkolone nie widzi potrzeby szkolenia siebie i swoich podopiecznych. Człowiek w wieku 17 lat stwierdza, że to harcerstwo to mu nic nie daje. Musi przestrzegać różnych zakazów, które wywołują śmiech u znajomych choćby ze szkoły, zdaje sobie sprawę, że nic ze zbiórek nie wynosi. Kolejna zbiórka o BP..kolejna zbiórka o historii harcerstwa i co dalej? Harcerstwo starsze, a właściwie według nowego podizału wędrownictwo w wielu miejscach leży. Drużyny ludzi starszych są prowadzone jak harcerskie. drużynowy się produkuje, reszta przychodzi, pośmieje się, zawiaże kółko wzajemnej adoracji. Zadnych szkoleń, żadnego zdobywania uprawnień państwowych, zupełnie nic...
Odchodza ludzie także między gimnazjum, a szkoła średnią, bo zminiają gwałtownie środowisko, znajomych... Próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a drużynowi nawet tego nie zauważają. Dla nich dalej jest to ta Kasia czy ten Janek, który kilka lat temu przyszedł do drużyny i był nieśmiały... drużynowi traktują podopiecznych jak dzieci...
Do tego wszystkiego dochodzi często brak systemu małych grup, systemu zastępowego... Jakby samo tworzy się kółko wzajemnej adoracji, które uswietniane jest popisami i występami drużynowego. Nie ma woli działania ze strony członkówdruzyny, bo zawsze wszystko jest na tacy. Licza się tylko wyjazdy, a na to też coraz mniej czasu...

Bez zastępów nie ma tego podstawowego kontaktu z ludźmi. Druzynow nie jest w stanie się dowiedzieć co u kogo się dzieje, pomóc każdemu. Zastępowy zawsze jest najbliżej, a drużynowy najbliżej zastępowych. Inaczej po jakimś czasie drużynowy stwierdza, że z jakieoś powodu zaczynają niektórzy opuszczać jego zbiórki, nie chcą z nim o niczym rozmawiać, unikają go...
Każdy ma swoje problemy. Harcerze wpadają w nałogi, drużynowi o tym nie wiedzą. Nawet nie potrafią tego rozpoznać. Nie potrafią pomóc.
Często też z braku ludzi niektórzy zmuszani są do prowadzenia drużyn, bo komuś się znudziło i nie można zostawić. A przecież jak ktoś nie czuje się na siłach, nie chce być liderem, to nie bedzie dobrym wychowawcą... Nie jest celem naszym wychowanie drużyny przyszłych drużynowych. Celem jest rozwój jak najlepszy każdego z osobna i wszystkich naraz. Mamy za zadanae znaleźć za wczasu następcę i go przygtować. Powiedizeć mu o tym, zapytać czy chce, a nie zostawiać w pewnym momencie z drużyną człowieka, który nawet nie wie czego chce...
Mógłbym jeszcze wiele wymieniać, ale ktoś słusznie zauważył, że też nie przychodzą ludzie. A czemu?

Czy na kursach drużynowych uczy się jak promować swoje drużyny? Jak sobie zrobić reklamę? Jak pozyskiwać ludzi do drużyny i przyjaciól do pomocy? Czemu ciągle najpopularniejszy jest model - chodzimy po klasach, robimy nabór, mówimy: "cześć jesteśmy harcerzami, nie śmiejcie się jeszcze z naszych przebrań, poczekajcie aż skończymy mówić..."? Tylko co sprytniejsi potrafią wymyślić ciekawą formę. Czemu też wielu zakłada, że na pierwszą zbiórke przyjdzie 50 osób, ale się wykruszą i te 15 zostanie? Zostaje 35 osób, które się wykruszą raz na zawsze zrażając do harcerstwa... Nie wiem ja wy, ale jak ja namawiam kogoś to obiecuje mu coś, czego przynajmniej cześć mogę od razu zrealizować. Jeśli mu się nie podoba, to trudno, ale nie chcę żeby odchodzili zawiedzenie w poczuciu, że nam zaufali, a myśmy kłamali... Może za jakiś cas się namyślą i pójdą do kogoś innego. Jeśli im nie pasuje czas, to też powinni wiedzieć gdzie jest inna drużyna i kiedy ma zbiórki.
Podsumowując moją przydługą wypowiedź:
1. Pozyskiwać nowych ludzi, dbać o każdego z nich, żeby zostali.
2. Traktować swoich ludzi poważnie, odpowiednio do wieku lub nawet czasem na wyrost( w uzasadnionych przypadkach).
3. Służyć pomocą tym ludzim w każdej sytuacji - mieć ich zaufanie.
4. Myśleć o ich przyszłości, kied już wielu z nich odejdzie ze związku - szkolenia, kursy...
5. Myśleć o przyszłości związku. Przyszłych i obecnych instruktorów szkolić, uczulać ich na aktualne potrzeby, uczyć myśleć.

potwor

Post autor: potwor » 07 sty 2003, 01:56

sylwia napisał:
Wielu ludzi ochodzi ze Związku, kiedy "zmienia" suyuację szkolną. Takimi krytycznymi punktami są przejście zuchów do druzyny harcerskiej (jeśli jest zuch do tego nie przygotowany będzie mu trudno), koniec szkoły podstawowej, gimnazjalnej i średniej. I powinniśmy się zastanowić jak wpływać na nich w tym momencie. Wspierać, przywiązać do drużyny i jej członków. To trudne zadanie...
W pełni popieram. Moment przechodzenia do kolejnych szkół jest krytyczny i wtedy odpada stosunkowo dużo ludzi. Ale pamiętajmy, że to są kluczowe punkty w rozwoju psychofizycznym mlodych ludzi, kiedy oni dojrzewają do nowego spojrzenia na świat, weryfikują wiele swoich poglądów. Potrzeba im wtedy nowych zadań i wyzwań na innym wyższym poziomie. Harcerki i harcerze odpadają gdy nie ma klejnego pionu, który by ich przejął i pozwoli im się realizować. Największy kryzys dotyczy harcerstwa starszego (wg planowanych zmian wędrowników), a wydaje mi się że wynika to z braku ogólnej wizji, jakiegoś głębszego zamysłu. Oczywiście znam drużyny harcerzy starszych, które świetnie prosperują, ale to są pojedyńcze przypadki. Problemy są dwa: brak dojrzałych instruktorów w wieku 20-30 lat, którzy mogliby takie drużyny prowadzić (szwankuje szkolenie dla takich ludzi a do tego dochodzą najczęściej studia, praca i rodzina, a ostatnio najczęściej wszystkie te trzy rzeczy na raz) oraz słaby program.

Na koniec jeszcze jedna myśl: często to drużynowi harcerscy blokują możliwość przechodzenia swoim podopiecznym do drużyn starszych. Chcą ich zatrzymać jak najdłużej i udaje im się to przez pewien czas (przecież nie każdy harcerz może i chce w perspektywie być instruktorem i drużynowym), ale wtedy ludzie się znudzą do końca i odchodzą, a tak prosperowali by świetnie w starszej drużynie, a pamiętając o swoich korzeniach czasem mogliby pomóc przygotować jakąś ciekawą zbiórkę.



--
pwd. Rafał ¬rebiec
Szczep "Uroczysko" Gliwice

hanuka
Użytkownik
Posty: 134
Rejestracja: 09 sty 2003, 16:57
Lokalizacja: Hanuka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: hanuka » 09 sty 2003, 19:24

Borowy napisał:
Problemem nie jest brak funduszy. Problem to bylejacy drużynowi, z bylejakimi pomysłami. Bez autorytetu (no bo skąd autorytet u 16-letniego drucha ze stopniem wędrownika - uwielbiajacego pląsy, a nie majacego pojęcia o tym co w życiu ważne. Ogłaszam apel o zakaz pełnienia funkcji drużynowych dla osób poniżej 25 roku życia!!! Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki - niech bedą przybocznymi - im wiecej doswiadczenia, umiejetności i praktyki (również - a może przede wszystkim - życiowej). Bo co może taki nastoletni druzynowy - na spotkaniach hufca głosu nie zabierze, czym zaimponuje dzieciom, "kręgosłupa" raczej nie ma, sam jest chłonny jak gąbka - wchłania wszystko - i wszystko z nigo wypływa. A gdzie "filtr" doświadczenia życiowego, tzw. zyciowej mądrości. A że w ten sposób zlikwidujemy 75% druzyn związkowych - no cóż pora odsiać ziarno od plew.
pozwolę sobie nie zgodzić sie z powyższym poglądem,
po pierwsze, moim zdaniem granica 16 lat jest jak najbardziej odpwiednia, jedyne podwyzszenie progu na które można by się zgodzić to 18 lat, ale to tylko ze względów formalnych, uważam, iż wiek 16-19 lat to wiek, w którym drużynowi mają najwiecej spontaniczności, ciekawych pomysłów, owszem - muszą być przeszkoleni, dostać do ręki pewne narzędzia, którymi mogliby się posługiwac w pracy z drużyną, poza tym w wieku 24, 25 lat zazwyczaj kończy sie studia, pierwszą rzeczą, o której się wtedy myśli to znalezienie pracy, i utrzymanie jej, często same studia pochłaniają tyle czasu, że nie starcza go na prowadzenie drużyny, znam osobiście kilka przypadków, gdzie przez studia ludzie musieli 'rzucić' drużynę, bo nie starczało czasu na jej prowadzenie, wiek licealny jest pod tym względem wręcz idealny,

po drugie, zastanawiam się nad tym jaki wiek jest odpowiedni do pełnienia poszczególnych funkcji, no i jeśli chodzi o funcję drużynowego to nie znam zbyt wielu ludzi, którzy by mieli lat 20 i więcej a pełniliby jedynie funcję drużynowego,najczęściej są zaangażowani w kika innych funkcji na poziomie hufca, chorągwi czy centralnym, nie wiem czy łączenie funkcji jest dobre (osobiście prowadzę zastęp starszoharcerski, jestem członkiem komendy hufca oraz współpracownikiem wydziału strategii i analiz), a taki licealista jest w stanie się skupić na prowadzeniu drużyny i tylko na tym,

po trzecie, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nawet 16-letni drużynowy nie może zabrać głosu na spotkaniach hufca, jeśli tak jest, to jest to jakaś patologia, wszystko zależy od komendanta, od komendy i od tego jakich ludzi ma się w hufcu, owszem, jestem z małego hufca i jest u nas dość dobry kontakt pomiędzy komendą a drużynowymi

wniosek: zostawmy wiek drużynowych w spokoju, po prostu lepiej ich przygotujmy do pełnienia swojej funkcji

pozdrawiam, wiesiek romanowski.

[Edytowany przez hanuka dnia 10.01.2003 o 00:17 GMT]
Wiesiek Romanowski phm.
Instruktor HSR
http://konieckropka.art.pl

drunio

Post autor: drunio » 09 sty 2003, 19:40

witajcie wszyscy!
Jestem drużynową od 6 lat czyli zaczynałam gdy miałam 16 lat i sama podjęłam taka decyzje o odejściu z drużyny gdzie przez trzy lata na funkcji przybocznej (druzynowy mój poszedł wtedy do wojska) pełniłam funkcje drużynowej.może to troche przestarzały temat,ale nie uważam że zostając drużynową nie miałam nic w głowie i z racji wieku nie wiedziałam czego chce. Owszem wszystko doskonale wiedziałam inaczej bym się na to nie decydowała.Dlatego wczesniejsze odpowiedzi troche mnie zdziwiły nie każdy 16 latek jest niedorozwinięty do funkcji drużynowego, po to są instruktorzy aby takiemu człowieczkowi pomagali (mi pomagali) i dlatego mam super druzynkę. Głównie składa się z młodzieży juz gimnazjalnej i nie mogę powiedzieć że mają "wypaczone" osobowości czy, że są jacyś ułomni z tego powodu. to wszystko zależy od kadry DRUŻYNY obie z przyboczną stworzyłyśmy w drużnie atmosfere dosłownie rodzinnom, ktoś napisał że trzeba dostosować harcerstwo pod młodzież czy oby na pewno???? to My instruktorzy mamy młodzież uczyć ideałów, i pomagać rozwijać ich zainteresowania!! Nie piszę oczywiśćie aby z harcerzami nie rozmawiać o tym czego chcą bo my zawsze rozmawiamy o wszystkim, o radościach i bolączkach.
Uważam, że aby zatrzymać młodzież przy sobie czyli w drużynie musi być dobra kadra w której dzieci/młodzież będą widzeć autorytet a i wtedy ludzie zostaną a może i nawet przyprowadzą znajomego.Niestety muszę stwierdzić, że aby natrafić na autorytet w ZHP trzeba długo szukać, a to właśnie od samego szczytu tej piramidy trzeba zacząć jeśli instruktorzy nie potrafią takiego znaleźć w swoim gronie ani wśród starszych instruktorach na "wysiedzianych" stołkach wtedy rodzi się pytanie na kim mam się wzorować??? jeśli nie znajduje odchodzi. Sama jestem w podobnej sytuacji odejde ale nie z ZHP bo urodziłam się w mundurze ale z Rodzimego Hufca w którym się wychowałam dlaczego bo obecna KOMENDA HUFCA wzbudza we mnie raczej politowanie niż chęć współpracy z nimi. Nie widze perspektyw dla siebie mojej przybocznej z której jestem bardzo dumna i dla swojej drużyny która z dnia na dzień robi się coraz fajniejsza.Dla wielu ludzi jest to już powód aby zrezygnować i słusznie, może jestem o tyle w dobrej sytuacji że w mojej pięcio osobowej rodzinie jest czterech phm. i jeden hm. to mnie jeszcze trzyma ale bez tych bodźców nie wiem czy bym jeszcze działała! Czemu pisze o swoim przykładzie? bo skoro ja się czasem zastanawiam czemu tak się dzieje że tak prężna organizacja popada w takie tarapaty to jest już coś nie tak. a jest dużo nie tak Główna Kwatera wymyśla czasem takie przepisy .... o zgrozo nie wiem po co komu to wszystko! tak dla umilenia czytania moim zdaniem w GK są ludzie od wymyślania durnych przepisów i tacy którzy są jedynie wygodnymi PIONKAMI do ich zatwierdzania skąd wiem bo mam w Hufcu takiego jednego!!!!!! i jak mamy się nie zmniejszać oni nic innego nie robią jak sami pogrążają związek. Instruktor nie mający autorytetu nie będzie autorytetem dla swoich harcerzy bo nie będzie tego potrafił!!!!! Ja aby znależć autorytet (oprócz mojej mamy hm.) musiałam sięgnąć bardzo wysoko aż do CSI i cieszę się że tam znalazłam ludzi którzy potrafili wzbudzic we mnie chęć do rozwijania siebie i swoich podopiecznych. Tylko czemu musiałam szukać tak wysoko????? Ludzie odchodzą i będą odchodzić.
Ktoś napisał że nie może wyjść w mundurze na miasto bo się wstydzi!!! w moim mieści eteż kiedyś tak było bo ludzie zapomnieli o ZWIĄZKU HARCERSTWA POLSKIEGO dziś bardzo chętnie ubieramy sie w mundur i na miasto bo jest fajnie jak wszyscy się na Nas patrzą bawi nas to a i społeczeństwo sie już nie dziwi że istniejemy. Inną sprawą jest że mundury są mało praktyczne ale to inny temat rzeka.
Ktoś w tym forum też słusznie zauważył że ogólnie w Związku jest kiepska szkoła szkolenia zgadzam się z tym choć dla chcącego nic trudnego pod warunkiem że Zespoły Kształceniowe często składające się ze "starych" instruktorów nie zamknęli sie w swoim .smietniku i nie prowadzą dennych kursów gdzie wiedze przekazuje się nie do głowy a do zeszytu!! (zgroza) nie ma kursów bo nie ma kasy aby wyszkolić drużynowego Dobrego nie wystarczy przecież jeden kurs drużynowych, bynajmniej ja tak uważam choć w dzisiejszych czasach i to dobre.Poza tym uwazam że do bycia drużynowym trzeba miec powołanie tak jak do bycia nauczycielem!!???
Osobiście polecam kursy w CSI ale nie wielu na nie stać!!!!
Na koniec chce powiedzieć jeszcze że tu można pisać i pisać i pisać ale kto to będzie czytał??????

hanuka
Użytkownik
Posty: 134
Rejestracja: 09 sty 2003, 16:57
Lokalizacja: Hanuka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: hanuka » 10 sty 2003, 04:08

rozważań nad wiekiem drużynowego oraz implikacji z tym zwiazanych cd.

jak założyłem swoją pierwszą drużynę miałem 18 lat, dzisiaj już tej drużyny nie ma, i jak się zastanawiam nad tym to stwierdzam, że popełniłem kilka błędów, i ba, na pewno obecnie zrobiłbym to lepiej, jestem troszkę bardziej bogaty w najróżniejsze doświadczenia, tyle tylko, że prowadzenie drużyny nie byłoby dla mnie wyzwaniem, podniesieniem poprzeczki w górę, wejściem o stopień wyżej, a chyba o to chodzi w naszej "pracy" harcerskiej, a właśnie wiek licealny jest idealny do tego by się zmierzyć z funkcją drużynowego, a upatrywanie zła w młodym wieku drużynowych uważam za wielkie nieporozumienie, powtórzę się, chcemy, żeby byli lepsi drużynowi - wyszkolmy ich, motywujmy do działania, bardzo ważny jest nie tyle sam kurs drużynowych (choć też oczywiście jest ważny!!) ale praca z drużynowymi po kursie, w ciągu roku harcerskiego, za to, że drużynowi są jacy są odpowiedzialność ponoszą komendy hufców oraz instruktorzy na poziomie hufca, łatwo jest powiedzieć, że ci młodzi drużynowi to nic nie umieją, że my zrobilibyśmy to lepiej i wogóle to najlepiej byłoby podnieść cenzus wiekowy z 16 do choćby 20 lat bo wtedy drużynowi reprezentowaliby sobą jakiś poziom, tylko gdzie byśmy znaleźli wtedy osoby chętne do prowadzenia drużyn,

wydaje mi się że powyżej 20 roku życia górę biorą własne zainteresowania i rozwijanie ich, i tu jest kolejny problem, z którym harcerstwo ma wielki kłopot, jak zatrzymać młodzież w wieku studenckim? to też jest dobry wiek do porwadzenia drużyny i jeśli kogoś to interesuje to proszę bardzo, ale muszą być również inne możliwości, specjalności dają tu ogromne pole manewru, trzeba tylko umiejętnie z nich korzystać, mnie osobiście zawsze interesowało czy będę mógł robić w harcerstwie coś co byłoby związane z moimi studiami (socjologia), akurat miałem szczęście trafić na odpowiedniego człowieka (pozdrowienia dla rafała), który pokazał mi, że jest taka możliwość, że mogę robić coś co mnie rozwija, jest dla mnie wyzwaniem, mam tu na myśli pracę nad spisem harcerskim 2002, a w tej chwili nad obecnym spisem, uczę się przy okazji wielu nowych rzeczy, robię cos co mnie po prostu interesuje, i do tego będę mógł to sobie wpisać do cv co w dzisiejszych czasach nie jest przecież bez znaczenia

na zakończenie dodam, że do tego prowadze jeszcze zastęp starszoharcerski, i tez sie w tym realizuję, ale dla tego, że postanowiliśmy realizować w zastępie własne zainteresowania, które ogólnie możnaby uważać za "pozaharcerskie", a największym dla mnie sukcesem jest fakt, że do zastępu dochodzą nowi ludzie za to jeszcze nikt nie odszedł (nie jesteśmy sektą :) ), a działamy już ponad dwa lata

Borowy napisał, że ogłasza zakaz pełnienia funkcji drużynowego dla osób poniżej 25 roku życia, mam "zaledwie" 22 lata, doprawdy nie wiem co miałbym robic w zhp gdyby coś takiego miało miejsce, na współpracę z wydziałem strategii i analiz, z racji wieku, chyba już sie wogóle nie nadaję

pozdrawiam

[Edytowany przez hanuka dnia 10.01.2003 o 00:17 GMT]
Wiesiek Romanowski phm.
Instruktor HSR
http://konieckropka.art.pl

CeZet

Post autor: CeZet » 21 sty 2003, 21:25

Robal napisał:

Po upadku komuny po raz pierwszy w historii harcerze przestali być potrzebni państwu i społeczeństwu.

Ja rozumiem, że szanowny Robal może nie darzyć sympatią wcześniejszego ustroju naszego kraju, ale słowo "komuna"... To moje osobiste refleksje, ale z szacunku dla Polski wydaje mi się, że nie jest to najbardziej trafne okraślenie dla okresu PRL.

To tylko moje prywatne wnioski. Przepraszam jeśli kogoś drażnią.

Ale teraz na temat. Wydaje mi się, że harcerze jakby sami stwarzają sobie problemy. Bo co innego można pomyśleć o braku sympatii dla harcerzy z innych organizacji(nie mówię, że to jest właściwe dla wszystkich, bo sama byłam na obozie z harcerkami z ZHR i wojny ze sobą nie prowadziliśmy, ogólnnie był to bardzo udany obóz). Często jednak spotykałam się i nadal się spotykam ze zdaniami niezbyt miłymi o harcerzach np.z ZHR. Mam podstawy aby sądzić ,że tam nie jesteśmy uważani za braci, jak to nam nakazuje prawo harcerskie.
Nie będę tu komentować, że nasze naaczelnictwa nie mogą się chyba zgodzić (nie wnikam w to bo nie mam wiedzy na ten temat), ale my "na dole" nie robimy nic co mogłoby prowadzić do zbliżenia organizacji.

Cóż można więc pomyśleć widząc takie jak opisane przeze mnie wypaczenia? Ktoś może mi wypominać, że to nie prawda, że to chyba tylko w moim środowisku dzieją się takie rzeczy. Może, ale mówię tu ogólnie o wypaczaniu idei. Jeśli ktoś szuka swej ścieżki życiowej, chce się w coś powarznie zaangażować i trafi do nieodpowiedniej, niezbyt dobrze zorganizowanej drużyny, albo nawet dobrej, zgranej, ale z kilkoma osobami psującymi tą całość to może się szybko "wypalić". Jest gliną którą nikt nie chciał formować, a czasem można by uformować, i to jak...

Więc coż zostaje? Chyba jedynie praca nad sobą i działanie w małych grupach. System zastępowy, to przecież podstawa działalności harcerstwa.

Zdaje sobie sprawę, że nie daje żadnych odpowiedzi, piszę jedynie o wątpliwościach. Ale z drugiej strony to co piszę, te krótkie przemyślenia coś mi dają. Odnajduję w tym wszystkim sens i inspirację do działania i to chyba jedyna droga, jeśli nie chcemy zamiennić się w zwiazek pesymistów i nudziarzy.
Mnie nikt harcerstwa nie uczył. W pamięci zostały mi opowieści o poznanniu się moich rodziców na obozie harcerskim, o ich "harcerskiej miłości". Harcerstwo odkrywalam na nowo dla siebie z książek przede wszystkim. nie jest to sposób łatwy, ale innego wyjścia nie było.
no i jeden morał z tego: brak wykawlifikowanej kadry, która będzie "niosła oświaty kaganek" przed kolejnymi pokoleniami młodych ludzi. Myślę o oświacie harcerskiej, jeśli tak wogóle można powiedzieć.

Bardzo się rozpisałam, ale zaznaczam raz jeszcze zostaje nam tylko działać.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w harcerskim dążeniu do doskonałości!

[Edytowany przez CeZet dnia 08.02.2003 o 22:23 GMT]

--
Ola Dziekan
42 DH "Szyszka"
www.42dh.prv.pl

Alienek
Starszy użytkownik
Posty: 174
Rejestracja: 08 gru 2002, 21:05
Lokalizacja: 191 WDW "Czarny Szlak"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Alienek » 23 sty 2003, 01:11

Czy aby nie odeszliśmy troszeczkę od tematu ??? Ale cóż... Sam jako drużynowy miałem taką sytuację i MUSIAŁEM wyrzucić jednego harcerza... Było to robione z jednej strony z ulgi, ponieważ już nie "demoralizował" innych harcerzy... Z drugiej strony było o jednego człowieka w harcerstwie mniej... Ktoś mi kiedyś bardzo bliski powiedział: "Z problemami należy sobie radzić a nie uciekać od nich." Może ten cytat da trochę do zastanowienia wszystkim na forum :D W końcu to bolesna prawda, że nieumiejąc sobie poradzić z człowiekiem, to go wywalamy (a gdzie nasz autorytet???). Gdyby było więcej autorytetów, to by więcej ludzi się do nas garnęło, a tak to nikt się nie garnie i jeszcze odchodzą..... :D Proszę o opinię sanownych druhów i sanowne druhny :)

[Edytowany przez Alienek dnia 22.01.2003 o 21:14 GMT]
Rafał Półbratek
191 WDW "Czarny Szlak"
Warszawa Mokotów
poza tym w HGR Bemowo

Kasiek

Post autor: Kasiek » 25 sty 2003, 21:07

Dobre pytanie,a odpowiedź niejednokrotnie nasuwa się sama. Przychodzi czas w życiu każdego z nas, że musi dokonać wyboru, bądź wybór "dokonał się" sam. Harcerstwo nie utrzyma Ci rodziny, nie nakarmisz dzieci ideałami możesz dać im niekończące się pasmo satysfakcji, możliwości samorozwoju, pokazania pięknej przygody i wiary w to, co dobre. Sama jestem harcerką o dwiele lat, prowadziłam drużynę, potem szczep. Teraz prowadzę kursy i różnego rodzaju warsztaty nadal dbając o zdobywanie stopni i uprawnień. Nie stoję w miejscu, ale też nie mam jeszcze wieku emerytalnego. Ale robię jeszcze to wszystko w dużej mierze dlatego, że mam wspaniałego męża, który rozumie moje zamiłowanie. Wychowaliśmy się już w społeczeństwie, które nie ma korzeni w harcerstwie, więc i nie ma zapaleńców. Musimy stać się atrakcyjni dla dzieci w wieku szkolnym, żeby internet i gry "na sieci" nas niezdominowały. Ale prawdą jest, że sporo żalu można mieć do kadry, która sama nie dąży do podnoszenia kwalifikacji i do tej kadry kształcącej, która nie dba o losy swoich kursantów. Jeden kurs to przynajmniej o 5 za mało...
Pozdrowienia.

Kasiek

Post autor: Kasiek » 25 sty 2003, 21:09

Dobre pytanie,a odpowiedź niejednokrotnie nasuwa się sama. Przychodzi czas w życiu każdego z nas, że musi dokonać wyboru, bądź wybór "dokonał się" sam. Harcerstwo nie utrzyma Ci rodziny, nie nakarmisz dzieci ideałami możesz dać im niekończące się pasmo satysfakcji, możliwości samorozwoju, pokazania pięknej przygody i wiary w to, co dobre. Sama jestem harcerką o dwiele lat, prowadziłam drużynę, potem szczep. Teraz prowadzę kursy i różnego rodzaju warsztaty nadal dbając o zdobywanie stopni i uprawnień. Nie stoję w miejscu, ale też nie mam jeszcze wieku emerytalnego. Ale robię jeszcze to wszystko w dużej mierze dlatego, że mam wspaniałego męża, który rozumie moje zamiłowanie. Wychowaliśmy się już w społeczeństwie, które nie ma korzeni w harcerstwie, więc i nie ma zapaleńców. Musimy stać się atrakcyjni dla dzieci w wieku szkolnym, żeby internet i gry "na sieci" nas niezdominowały. Ale prawdą jest, że sporo żalu można mieć do kadry, która sama nie dąży do podnoszenia kwalifikacji i do tej kadry kształcącej, która nie dba o losy swoich kursantów. Jeden kurs to przynajmniej o 5 za mało...
Pozdrowienia.

Kasiek

Post autor: Kasiek » 25 sty 2003, 21:10

Dobre pytanie,a odpowiedź niejednokrotnie nasuwa się sama. Przychodzi czas w życiu każdego z nas, że musi dokonać wyboru, bądź wybór "dokonał się" sam. Harcerstwo nie utrzyma Ci rodziny, nie nakarmisz dzieci ideałami możesz dać im niekończące się pasmo satysfakcji, możliwości samorozwoju, pokazania pięknej przygody i wiary w to, co dobre. Sama jestem harcerką o dwiele lat, prowadziłam drużynę, potem szczep. Teraz prowadzę kursy i różnego rodzaju warsztaty nadal dbając o zdobywanie stopni i uprawnień. Nie stoję w miejscu, ale też nie mam jeszcze wieku emerytalnego. Ale robię jeszcze to wszystko w dużej mierze dlatego, że mam wspaniałego męża, który rozumie moje zamiłowanie. Wychowaliśmy się już w społeczeństwie, które nie ma korzeni w harcerstwie, więc i nie ma zapaleńców. Musimy stać się atrakcyjni dla dzieci w wieku szkolnym, żeby internet i gry "na sieci" nas niezdominowały. Ale prawdą jest, że sporo żalu można mieć do kadry, która sama nie dąży do podnoszenia kwalifikacji i do tej kadry kształcącej, która nie dba o losy swoich kursantów. Jeden kurs to przynajmniej o 5 za mało...
Pozdrowienia.

kaktustw
Nowicjusz
Posty: 26
Rejestracja: 01 lut 2003, 13:24
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: kaktustw » 01 lut 2003, 15:34

Trudny temat i bardzo skąplikowany. Jestem instruktorem już 13 lat a nasza organizacja co raz mniej "jest moja" Bzdurne dokumenty, których powinno być mniej a jest więcej i więcej, działania władz centralnych, które czasami rozśmieszają a najczęściej irytuja itd.itp. Naprawdę, gdyby druzynowi wiedzieli to wszystko co wiedzą komendanci hufców o naszej organizacji to wielu z nich dawno dałoby sobie spokój. I całe szczęście ,że nawet tona dokumentów, nie potrafi zmienić ideałów w które wierzy tak wielu z nas. Z tym tylko ,że nasza organizacja wielokrotnie zapomina o instruktorach, którzy juz może nie pracują na pierwszej lini, ale ciagle są gotowi do służby, czasmi nie mają jednak gdzie !!!
Mozna o tym pisać i dyskutować godzinami, dniami, miesiącami i to też jest nasz problem, dużo rozmów, propozycji itp . za mało konkretnych działań i poczynań aby było nas więcej a nie ciągle mniej.......

Robal

Post autor: Robal » 06 lut 2003, 03:37

dokumenty napisał:

pytanie winno brzmieć:

Dlaczego ludzie nie przychodzą do ZHP
I to jest prawdziwym problemem naszego Związku. Smutny jest fakt, że nikt już dzisiaj nie chce bawić się w harcerstwo. Dwadzieścia lat temu do dobrego tonu należało aby być w ZHP. Dzisiaj do dobrego tonu należy podkreślanie "kiedyś byłem harcerzem".

Można by długo się zastanawiać co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Chciałbym zwrócić uwagę na jeden fakt. Po upadku komuny po raz pierwszy w historii harcerze przestali być potrzebni państwu i społeczeństwu. Przed II wojną światową najważniejszą rolą harcerstwa było wychowanie w duchu patriotycznym, a także konkretne przygotowanie do walki za Ojczyznę. Przedwojenne harcerstwo wychowało ludzi pokroju Alka i Zośki, o których dzisiaj uczy się na lekcjach historii. Za komuny losy harcerstwa zmieniały się, ale zasadniczą ideą była służba Polsce ludowej i budowanie socjalizmu. Dzięki temu władze kraju dawały szerokie pole do działania dla drużyn harcerskich. Był sprzęt, dotacje, pomieszczenia na harcówki, pomoc ze strony szkół. Korzystały z tego drużyny, hufce i chorągwie. Przede wszystkim przyciągało to jednak ludzi do harcerstwa. I bycie harcerzem było czymś normalnym, zwyczajnym. Widok harcerza w mundurze nikogo nie dziwił. Zgadza się, zawsze byli chuligani plujący, klnący i rzucający czym popadnie w idących na zbiórkę harcerzy. Ale wtedy to oni byli marginesem, a harcerze większością. Dziś niestety najczęściej bywa odwrotnie.
Niech mnie nikt nie posądza, że gloryfikuję komunę. Pragnę jedynie zaznaczyć, że sam model organizacji harcerskiej doskonale pasował do ustroju państwa. W ramach prosocjalistycznego ZHP działały jednak normalne drużyny, pracujące zgodnie z metodą i metodyką i harcerze kierujący się harcerskimi ideałami. I miały ku temu warunki.

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy. W dzisiejszej Polsce harcerstwo jest organizacją marginalną. Liczba członków ZHP maleje w zastraszającym tempie. Młodzi ludzie mają swoje zainteresowania i wolą je realizować na własną rękę, bądź w innych organizacjach: bez musztry, mundurów i kłopotliwego dziesiątego punktu.

Nie ma jednej, rewelacyjnej metody na przyciągnięcie ludzi do harcerstwa. Moim zdaniem najważniejszy jest program, który sprawi że ludzie zaczną wybierać zbiórkę harcerską zamiast piwka w parku.

[Edytowany przez Robal dnia 05.02.2003 o 23:39 GMT]

[Edytowany przez Robal dnia 05.02.2003 o 23:41 GMT]

th0rin

Post autor: th0rin » 08 lut 2003, 21:40

ad. topic - ...z małymi wyjątkami :)

Wlasnie w duzej mierze odchodzenie harcerzy jest po stronie "nieatrakcyjnych" druzynowych jak i rownież braku zainteresowania tych właśnie "wyjadaczy" harcerskich którzy z rezygnacja twierdzą, że się już nic nie da zrobić bo młodzież... Ci właśnie "wyjadacze" (instruktorzy etc.) niegdyś "za dobrych czasów" dla harcerstwa robili to samo co teraz czyli NIC tylko tyle, że zmieniło się podejście systemu władzy politycznej. Propaganda polityczna pomagała, młodzież chciała być w harcerstwie i było charcerzy wiecej. Wielu z nich było "dla mundurka", "dla śpiwania przy ognisku" a kadra instruktorska poprostu była. Wystarczyła "odwalić" spodkanie z drużynowymi raz na jakiś czas a jak coś pozostawało do załatwienia to zawsze władze terytorialne czy inne instytucje było przyjazne harcerstwu z "wiadomych przyczyn". A teraz? Lipa... Teraz trzeba poświęcić wiecej czasu na "władanie" drużynami, na organizacje itd. Zasługą upadania harcerstwa należało by wiec obdarzyć "ludzi" na poziome władz hufca w górę. (wiem, że są wyjątki ale... nieliczne...) Nie wiem czy jest sens podnoszenia apelu do nich właśnie bo na co tu zdzierać gardło. Wiem harcmistrze, że bycie harcerzem nie pomaga teraz w dostaniu podwójnych kartek na wołowinę z kością (dla dobrego zrozumienia nie dosłownie mi o to chodzi... :) ale podnieście zacne miejsca gdzie wyrastają nogi i pokarzcie mlodzieży, że można coś zrobić w kierunku harcerstwa... Bądzcie przykładem... ba! jesteście ale jakim...

Niestety wiem co mówie bo uczestniczyłem w rozpadach dwóch hufców w dwóch różnych krańcach polski... i w jednym i drugim przypadku powody były bardzo podobne...
niekompetencja władz hufca... drużyny prowadzone prze osoby za młode (jestem za ograniczniem wieku drużynowych do min. 25 lat) nie wyszkolone... (!!!) brak współpracy z instytucjami i organizacjami na terenie działanie hufca... itd. Upadki hufców (co za tym idzie również i drużyn) zawdzięcza się tym którzy "mówią" na temat harcerstwa wiele jednak ich czyny milczą...

W każdym razie ja, teraz w wieku 23 lat, spowrotem zakładam mundur po 11 latach nieobcowania z nim i wraz z kilkorgiem przyjaciół postanowiliśmy BYć HARCERZAMI! Mimo iż nasza działalność jest budowana na zgliszczach i nasze doświadczenie jest niewielkie chcemy WALCZYć... usiąść i narzekać potrafi każdy...

"...siedze na tyłku z rękoma w kieszeniach a duszy nie tego trzeba..." - Voovoo (mało harcerskie co ? :)


CZUWAJ!

(sorry za błędy ale pisanie w "biegu" nigdy mi nie wychodziło)

CeZet

Post autor: CeZet » 09 lut 2003, 02:03

Robal napisał:

Po upadku komuny po raz pierwszy w historii harcerze przestali być potrzebni państwu i społeczeństwu.

Ja rozumiem, że szanowny Robal może nie darzyć sympatią wcześniejszego ustroju naszego kraju, ale słowo "komuna"... To moje osobiste refleksje, ale z szacunku dla Polski wydaje mi się, że nie jest to najbardziej trafne okraślenie dla okresu PRL.

To tylko moje prywatne wnioski. Przepraszam jeśli kogoś drażnią.

Ale teraz na temat. Wydaje mi się, że harcerze jakby sami stwarzają sobie problemy. Bo co innego można pomyśleć o braku sympatii dla harcerzy z innych organizacji(nie mówię, że to jest właściwe dla wszystkich, bo sama byłam na obozie z harcerkami z ZHR i wojny ze sobą nie prowadziliśmy, ogólnnie był to bardzo udany obóz). Często jednak spotykałam się i nadal się spotykam ze zdaniami niezbyt miłymi o harcerzach np.z ZHR. Mam podstawy aby sądzić ,że tam nie jesteśmy uważani za braci, jak to nam nakazuje prawo harcerskie.
Nie będę tu komentować, że nasze naaczelnictwa nie mogą się chyba zgodzić (nie wnikam w to bo nie mam wiedzy na ten temat), ale my "na dole" nie robimy nic co mogłoby prowadzić do zbliżenia organizacji.

Cóż można więc pomyśleć widząc takie jak opisane przeze mnie wypaczenia? Ktoś może mi wypominać, że to nie prawda, że to chyba tylko w moim środowisku dzieją się takie rzeczy. Może, ale mówię tu ogólnie o wypaczaniu idei. Jeśli ktoś szuka swej ścieżki życiowej, chce się w coś powarznie zaangażować i trafi do nieodpowiedniej, niezbyt dobrze zorganizowanej drużyny, albo nawet dobrej, zgranej, ale z kilkoma osobami psującymi tą całość to może się szybko "wypalić". Jest gliną którą nikt nie chciał formować, a czasem można by uformować, i to jak...

Więc coż zostaje? Chyba jedynie praca nad sobą i działanie w małych grupach. System zastępowy, to przecież podstawa działalności harcerstwa.

Zdaje sobie sprawę, że nie daje żadnych odpowiedzi, piszę jedynie o wątpliwościach. Ale z drugiej strony to co piszę, te krótkie przemyślenia coś mi dają. Odnajduję w tym wszystkim sens i inspirację do działania i to chyba jedyna droga, jeśli nie chcemy zamiennić się w zwiazek pesymistów i nudziarzy.
Mnie nikt harcerstwa nie uczył. W pamięci zostały mi opowieści o poznanniu się moich rodziców na obozie harcerskim, o ich "harcerskiej miłości". Harcerstwo odkrywalam na nowo dla siebie z książek przede wszystkim. nie jest to sposób łatwy, ale innego wyjścia nie było.
no i jeden morał z tego: brak wykawlifikowanej kadry, która będzie "niosła oświaty kaganek" przed kolejnymi pokoleniami młodych ludzi. Myślę o oświacie harcerskiej, jeśli tak wogóle można powiedzieć.

Bardzo się rozpisałam, ale zaznaczam raz jeszcze zostaje nam tylko działać.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w harcerskim dążeniu do doskonałości!

[Edytowany przez CeZet dnia 08.02.2003 o 22:23 GMT]

--
Ola Dziekan
42 DH "Szyszka"
www.42dh.prv.pl

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Program”