Dlaczego ludzie odchodzą od ZHP ???

Wydział Programowy
Maciuś

Post autor: Maciuś » 08 lis 2002, 22:40

nigdyyyyy nie wstydzilem sie munduru
nigdyyyy
moj mundor jest bialy od zbyt czestego prania po jogurci, slinie ale nigdy nie przyszlo mi do glowy by wstydzic sie munduruu
mundur jest dla mnie czyms ....swietym
to moja chluba
chocby mnie przypalali nigdy nie bede sie wstydzil munduru
ale sie rozpisalem a tu nie o mundurach mowa no ale co moge powiedziaec
to jest najwspanialsza zecz na tym szarym swiecie
dzis jak 80 czy 90 letni instuktor opowiadal o swoim harcerskim zyciu wiekszosc plakala
ja rowniwz
mowil ze harcerstwo jaest najpiekniejsza organizacja i ja zgadzam sie z nim calym sercem
nigdy nie porzuce ZHP

wybaczcie mi za błedy i brak znakow ale pisalem to na pretce


--
nie mam pojęcia co mam tu napisać

Dymek

Post autor: Dymek » 11 lis 2002, 20:50

Zdarzają się też gorsze rzeczy ale nikt nie powiedzial że będzie łatwo. Ale to prawda że czasami mundur może spowodować śmiech i zaczepki, osobiście jestem na to odporny, ale nie zaprzeczam ze wolałbym jechać pociągiem bez munduru gdybym był sam. Ale bycia harcerzem się nie wyżekam.

Maciuś

Post autor: Maciuś » 12 lis 2002, 00:56

nigdyyyyy nie wstydzilem sie munduru
nigdyyyy
moj mundor jest bialy od zbyt czestego prania po jogurci, slinie ale nigdy nie przyszlo mi do glowy by wstydzic sie munduruu
mundur jest dla mnie czyms ....swietym
to moja chluba
chocby mnie przypalali nigdy nie bede sie wstydzil munduru
ale sie rozpisalem a tu nie o mundurach mowa no ale co moge powiedziaec
to jest najwspanialsza zecz na tym szarym swiecie
dzis jak 80 czy 90 letni instuktor opowiadal o swoim harcerskim zyciu wiekszosc plakala
ja rowniwz
mowil ze harcerstwo jaest najpiekniejsza organizacja i ja zgadzam sie z nim calym sercem
nigdy nie porzuce ZHP

wybaczcie mi za błedy i brak znakow ale pisalem to na pretce


--
nie mam pojęcia co mam tu napisać

toomess

Post autor: toomess » 30 lis 2002, 14:32

Możesz śmiało się kontaktować ze mną. Jestem z V Szczepu ZHP w Grudziądzu i już kilka lat organizujemy akcję zarobkową w hipermarkecie.


--
Michał Sereda
56 GDH "ANDURIL"

Kama

Post autor: Kama » 01 gru 2002, 05:24

MAm nadzieję, żę ktoś przeczyta moją wypowiedź!
Przede wszystkim to uważam, że teraz mamy rzeczywisty obraz ilu nas rzeczywiście jest! Dlaczego?!
Kilka lat temy skłdka członkowksa była na tyle niska, że większość drużynowych na spisach podawała większą liczbę osób w drużynie niż było ich w rzeczywistości! Teraz składki są o wiele wyższe więc nikt już tego nie robi!
Po drugie: Uważam, że harcerstwo coś utraciło. Mianowicie nie chcę mówić jak jakiś filozof, ale straciło jakąś barwę, światło, które od Niego biło! Przez pewien czaS myślałam, że to po prostu ja już się wypaliłam, ale... NIE! To dostrzega niemal każdy! Czegoś brakuje! Iskry, która rozpalała w harcerzach radość do życia i nowe cele! Coraz częściej tego właśnie brakuje!
:(

Alienek
Starszy użytkownik
Posty: 174
Rejestracja: 08 gru 2002, 21:05
Lokalizacja: 191 WDW "Czarny Szlak"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Alienek » 09 gru 2002, 00:10

Uważam, że harcerstwo jest na tyle elastyczne, że poradzi sobie z osobami odchodzącymi.
Wystarczy mała zmiana, która przynosi duże efekty.
Przykładem (chyba) może być moja drużyna, którą tworzyłem "od zera". Na początku określiłem co chcę robić w przyszłości i zostały tylko te osoby, które chcą WSPÓLNIE działać. I tak od pół roku mam drużynę starszą w ilości 20 osób z liceum i nikt jeszcze nie odszedł. Wiem, że to mało czasu upłynęło, lecz w tym samym czasie w młodszej odeczły 3 osoby...
Sam mam 20 lat a moi podopieczni po 16, 17. Ale i tak dobrze się dogadujemy.
Trzeba dokonać zmian - wyjść do ludzi i do ich potrzeb a zaczną nas postrzegać jako coś pożytecznego, organizację do której warto należeć, bo:
- poznaje się ciekawych ludzi
- poznaje się ciekawe miejsca
- robi się to co lubi, a nie to do czego zmuszają
- jest to dobrowolne
:)
(moja drużyna jest wędrownicza z elementami samarytanki)
(jeździmy konno, na nartach, wspinamy się na skałki, dużo chodzimy - mamy mieć obóz wędrowny)
Wszystko jest dobrowolne - nie ma czegoś takiego jak wyróżnienia za obecność :) (W młodszej są). Za to chęć przeżycia czegoś nowego sama pcha ich na zbiórki. I o dziwo mam na zbiórkach 100% frekwencję.....
To jest sprawa do zastanowienia - nie zmieniajmy ludzi, bo to jest trudne. Zmieńmy nastawienia do nich!!!
Rafał Półbratek
191 WDW "Czarny Szlak"
Warszawa Mokotów
poza tym w HGR Bemowo

CeZet

Post autor: CeZet » 14 gru 2002, 19:11

Robal napisał:

Po upadku komuny po raz pierwszy w historii harcerze przestali być potrzebni państwu i społeczeństwu.

Ja rozumiem, że szanowny Robal może nie darzyć sympatią wcześniejszego ustroju naszego kraju, ale słowo "komuna"... To moje osobiste refleksje, ale z szacunku dla Polski wydaje mi się, że nie jest to najbardziej trafne okraślenie dla okresu PRL.

To tylko moje prywatne wnioski. Przepraszam jeśli kogoś drażnią.

Ale teraz na temat. Wydaje mi się, że harcerze jakby sami stwarzają sobie problemy. Bo co innego można pomyśleć o braku sympatii dla harcerzy z innych organizacji(nie mówię, że to jest właściwe dla wszystkich, bo sama byłam na obozie z harcerkami z ZHR i wojny ze sobą nie prowadziliśmy, ogólnnie był to bardzo udany obóz). Często jednak spotykałam się i nadal się spotykam ze zdaniami niezbyt miłymi o harcerzach np.z ZHR. Mam podstawy aby sądzić ,że tam nie jesteśmy uważani za braci, jak to nam nakazuje prawo harcerskie.
Nie będę tu komentować, że nasze naaczelnictwa nie mogą się chyba zgodzić (nie wnikam w to bo nie mam wiedzy na ten temat), ale my "na dole" nie robimy nic co mogłoby prowadzić do zbliżenia organizacji.

Cóż można więc pomyśleć widząc takie jak opisane przeze mnie wypaczenia? Ktoś może mi wypominać, że to nie prawda, że to chyba tylko w moim środowisku dzieją się takie rzeczy. Może, ale mówię tu ogólnie o wypaczaniu idei. Jeśli ktoś szuka swej ścieżki życiowej, chce się w coś powarznie zaangażować i trafi do nieodpowiedniej, niezbyt dobrze zorganizowanej drużyny, albo nawet dobrej, zgranej, ale z kilkoma osobami psującymi tą całość to może się szybko "wypalić". Jest gliną którą nikt nie chciał formować, a czasem można by uformować, i to jak...

Więc coż zostaje? Chyba jedynie praca nad sobą i działanie w małych grupach. System zastępowy, to przecież podstawa działalności harcerstwa.

Zdaje sobie sprawę, że nie daje żadnych odpowiedzi, piszę jedynie o wątpliwościach. Ale z drugiej strony to co piszę, te krótkie przemyślenia coś mi dają. Odnajduję w tym wszystkim sens i inspirację do działania i to chyba jedyna droga, jeśli nie chcemy zamiennić się w zwiazek pesymistów i nudziarzy.
Mnie nikt harcerstwa nie uczył. W pamięci zostały mi opowieści o poznanniu się moich rodziców na obozie harcerskim, o ich "harcerskiej miłości". Harcerstwo odkrywalam na nowo dla siebie z książek przede wszystkim. nie jest to sposób łatwy, ale innego wyjścia nie było.
no i jeden morał z tego: brak wykawlifikowanej kadry, która będzie "niosła oświaty kaganek" przed kolejnymi pokoleniami młodych ludzi. Myślę o oświacie harcerskiej, jeśli tak wogóle można powiedzieć.

Bardzo się rozpisałam, ale zaznaczam raz jeszcze zostaje nam tylko działać.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w harcerskim dążeniu do doskonałości!

[Edytowany przez CeZet dnia 08.02.2003 o 22:23 GMT]

--
Ola Dziekan
42 DH "Szyszka"
www.42dh.prv.pl

babel
Nowicjusz
Posty: 48
Rejestracja: 11 paź 2002, 00:00
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: babel » 16 gru 2002, 01:56

CeZet napisał:
Witam po raz pierwszy!
Jest źle w organizacji - z tym się zgadzam w pełni, a jak to jest w mojej dróżynie?:
Niestety...
Ja może trochę nie na temat. Rozumiem, że czasem człowiek niezrzeszony napisze "chófiec", ale członek ZHP....
Nie będzie dobrze, jak sami nad sobą nie popracujemy (chociażby w tych najprostszych sprawach).
Koniec dygresji.
hm. Wojciech Brągiel
Hufiec ZHP Gorlice

CeZet

Post autor: CeZet » 17 gru 2002, 21:35

Robal napisał:

Po upadku komuny po raz pierwszy w historii harcerze przestali być potrzebni państwu i społeczeństwu.

Ja rozumiem, że szanowny Robal może nie darzyć sympatią wcześniejszego ustroju naszego kraju, ale słowo "komuna"... To moje osobiste refleksje, ale z szacunku dla Polski wydaje mi się, że nie jest to najbardziej trafne okraślenie dla okresu PRL.

To tylko moje prywatne wnioski. Przepraszam jeśli kogoś drażnią.

Ale teraz na temat. Wydaje mi się, że harcerze jakby sami stwarzają sobie problemy. Bo co innego można pomyśleć o braku sympatii dla harcerzy z innych organizacji(nie mówię, że to jest właściwe dla wszystkich, bo sama byłam na obozie z harcerkami z ZHR i wojny ze sobą nie prowadziliśmy, ogólnnie był to bardzo udany obóz). Często jednak spotykałam się i nadal się spotykam ze zdaniami niezbyt miłymi o harcerzach np.z ZHR. Mam podstawy aby sądzić ,że tam nie jesteśmy uważani za braci, jak to nam nakazuje prawo harcerskie.
Nie będę tu komentować, że nasze naaczelnictwa nie mogą się chyba zgodzić (nie wnikam w to bo nie mam wiedzy na ten temat), ale my "na dole" nie robimy nic co mogłoby prowadzić do zbliżenia organizacji.

Cóż można więc pomyśleć widząc takie jak opisane przeze mnie wypaczenia? Ktoś może mi wypominać, że to nie prawda, że to chyba tylko w moim środowisku dzieją się takie rzeczy. Może, ale mówię tu ogólnie o wypaczaniu idei. Jeśli ktoś szuka swej ścieżki życiowej, chce się w coś powarznie zaangażować i trafi do nieodpowiedniej, niezbyt dobrze zorganizowanej drużyny, albo nawet dobrej, zgranej, ale z kilkoma osobami psującymi tą całość to może się szybko "wypalić". Jest gliną którą nikt nie chciał formować, a czasem można by uformować, i to jak...

Więc coż zostaje? Chyba jedynie praca nad sobą i działanie w małych grupach. System zastępowy, to przecież podstawa działalności harcerstwa.

Zdaje sobie sprawę, że nie daje żadnych odpowiedzi, piszę jedynie o wątpliwościach. Ale z drugiej strony to co piszę, te krótkie przemyślenia coś mi dają. Odnajduję w tym wszystkim sens i inspirację do działania i to chyba jedyna droga, jeśli nie chcemy zamiennić się w zwiazek pesymistów i nudziarzy.
Mnie nikt harcerstwa nie uczył. W pamięci zostały mi opowieści o poznanniu się moich rodziców na obozie harcerskim, o ich "harcerskiej miłości". Harcerstwo odkrywalam na nowo dla siebie z książek przede wszystkim. nie jest to sposób łatwy, ale innego wyjścia nie było.
no i jeden morał z tego: brak wykawlifikowanej kadry, która będzie "niosła oświaty kaganek" przed kolejnymi pokoleniami młodych ludzi. Myślę o oświacie harcerskiej, jeśli tak wogóle można powiedzieć.

Bardzo się rozpisałam, ale zaznaczam raz jeszcze zostaje nam tylko działać.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w harcerskim dążeniu do doskonałości!

[Edytowany przez CeZet dnia 08.02.2003 o 22:23 GMT]

--
Ola Dziekan
42 DH "Szyszka"
www.42dh.prv.pl

modrzew

Post autor: modrzew » 21 gru 2002, 12:49

babel napisał:
CeZet napisał:
Witam po raz pierwszy!
Jest źle w organizacji - z tym się zgadzam w pełni, a jak to jest w mojej dróżynie?:
Niestety...
Ja może trochę nie na temat. Rozumiem, że czasem człowiek niezrzeszony napisze "chófiec", ale członek ZHP....
Nie będzie dobrze, jak sami nad sobą nie popracujemy (chociażby w tych najprostszych sprawach).
Koniec dygresji.
F pełni siem s Tobom zgadzą!
(Kurcze! A mówi się, że "czytanie uczy ortografii" - trzeba uważać, co się czyta)

modrzew

Post autor: modrzew » 21 gru 2002, 13:23

CeZet napisał:
Ja bardzo nie na temat:
Wstyd mi. Chciałam napisać coś mądrego, ale napisałam "dróżyna" zamiast "drużyna", co przekreśliło cały sens mojej wypowiedzi. Obiecuję, że już nigdy nie popełnię tego błędu. Proszę aby wiedzieli o tym poloniści i wszyscy miłujący nasz ojczysty język, którzy odwiedzą tą stronę. I jeszcze jedno: Pani Profesor! Błagam, proszę mnie dopuścić do matury!
PS.Pozdrowienia dla dh Wojciecha:)
HEJ! Nie przejmuj się! Sens pozostał i nikt go nie kwestionuje. Błąd może zdarzyć się każdemu, ważne, czegoś Cię nauczył. Pozdrawiam.

A teraz na temat:
Moim zdaniem kluczem do zatrzymania harcerzy w ZHP jest dopasowanie się do rzeczywistości. Zainteresowania, stopień świadomości i dojrzałości naszych podopiecznych jest diametralnie inny niż kilka lat temu. Zapewne przyczyniła się do tego telewizja i inne media. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, to jest fakt, który trzeba przyjąć i wymyślić sposób jak iść do przodu. Potrzebujemy ciekawych zbiórek np.: o Internecie, nowoczesnej komunikacji, wychowaniu seksualnym, zakupach w hipermarketach, grach komputerowych, językach obcych... O tym się rozmawia, dlaczego nie rozmawiać na zbiórce? Poruszenie każdego z tych tematów może pomóc w wychowaniu harcerzy. Oczywiście instruktor musi umieć przygotować taką rozmowę stosując narzędzia metodyczne ale przecież na to nas chyba stać.
Absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że harcerstwo ma odejść od tradycji i historii. Uważam, że najistotniejszym elementem dobrej zbiórki, jest jej klimat, stworzony dzięki zwyczajom i obrzędom drużyny. Przy harcerskim ognisku czy kominku można poruszyć każdy temat - trzeba tylko wiedzieć jak. Harcerze, którzy odnajdą na zbiórkach "coś dla siebie", będą chętniej brali udział we wszytkich formach, które dla nich przygotujemy. Zainteresują się nawet historią i wezmą udział w dyskusji o ideałach ale dopiero wtedy, kiedy poczują silną więź z drużyną. Musimy więc pracować małymi krokami: zachęcać -> dawać -> oczekiwać, nigdy w odwrotnej kolejności.

Nawiązując do wcześniejszych wypowiedzi nt. młodych drużynowych:
Wstydźmy się my - instruktorzy, bo kto jest odpowiedzialny za mianowanie 16latka drużynowym - on? Myślę, że młody drużynowy miał wiele wątpliwości i musiał zostać przez kogoś "odpowiednio zmotywowany" do podjęcia takiej funkcji.
A jeśli czytają to tacy właśnie drużynowi, to nie poddawajcie się! Rozpoczęliście trudną wędrówkę ale nie jesteście sami, szukajcie wsparcia na szlaku, na pewno znacie harcerzy i instruktorów z Waszego środowiska, którzy mogą Wam pomóc, nie wahajcie się - macie do tego pełne prawo.

phm Maciek spod Gaików HR

Kinka
Użytkownik
Posty: 121
Rejestracja: 22 gru 2002, 22:11
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Kinka » 23 gru 2002, 00:27

Dlaczego?
Mogę podać kilka przykładów:

1. Harcerze są wyśmiewani za to, że chcą zrobić coś innego, działać.
2.Niektórym zależy tylko na wyjazdach. Na przykładzie na biwakach jest 130 harcerzy, a kiedy trzeba iść do kościoła i postać w mundurze zjawia się zaledwie 10 osób.
3.Jak już wcześniej ktoś wspomniał część kadry powinna być zmieniona. Niektóre osoby z kadry upodobały sobie organizowanie na biwakach popijawek, co nie jest zgodne z dziesiątym punktem prawa harcerskiego.
4. Wreszcie chyba najważniejsze: w moim hufcu zaistaniała sytuacja gdy harcerz zmierzający na zbiórkę został pobity przez tzw. margines społeczeństwa.

I co tu się dziwić, że ludzie występują z ZHP, albo jeszcze lepiej czemu nie przychodzą. Boją się braku akceptacji ze strony innych, nie będących harcerzami; wyśmiania lub po prostu nie pasują im punkty prawa harcerskiego i wolą swoją ,,samowolkę". To dobrze na ich rozwój nie wpływa.

[Edytowany przez Kinka dnia 28.12.2002 o 17:05 GMT]
"Poinformowany jest ten, który wie, gdzie znaleźć to, czego nie wie" :)

Alienek
Starszy użytkownik
Posty: 174
Rejestracja: 08 gru 2002, 21:05
Lokalizacja: 191 WDW "Czarny Szlak"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Alienek » 23 gru 2002, 00:46

Kinka napisał:
wyśmiania lub po prostu nie pasują im punkty prawa harcerskiego i wolą swoją ,,samowolkę". To dobrze na ich rozwój nie wpływa.
Dlatego właśnie powiniśmy jako kadra tak wymyślać program aby "samowolka" była mniej nęcąca niż uczestniczenie w życiu harcerskim. Przyznaję jest to trudne, nawet bardzo, ale nie niemożliwe... :) Głowa do góry i stanięcia na wysokości zadania życzę tej odpowiedniejszej (mądrzejszej, bardziej harcerskiej) kadrze we wszystkich środowiskach naszej cudownej organizacji. :)
Rafał Półbratek
191 WDW "Czarny Szlak"
Warszawa Mokotów
poza tym w HGR Bemowo

Kinka
Użytkownik
Posty: 121
Rejestracja: 22 gru 2002, 22:11
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Kinka » 28 gru 2002, 20:15

Tak, tak... Ale nawet najwspanialsza kadra nie rozwiąże wszystkich problemów. U nas w mieście podstawowym problemem jest to, że na ulicę nie można wyjść w mundurze. W grupie może i się nic nie stanie, ale idąc samotnie w mundurku harcerskim przez miasto można nie dojść na miejsce w jednym kawałku. Najbardziej zasmucili mnie ludzie z Kutna. Na Biesiadzie Samorządowej, na której uczestniczyliśmy jako wolontariat były zorganizowane koncerty dla mieszkańców. Przechodziliśmy się po ulicach w mundurach, a oni patrzyli na nas jak na jakiś przybyszów. W końcu jeden mężczyzna nie wytrzymał potrzedł do nas i zapytał: "To harcerstwo jeszcze istnieje???". Chętnie byśmy się pokazali na ulicach i ludziom, że owszem istnieje, ale nie mamy do tego warunków. Bo kto chciałby być pobity lub opluty tylko z tego powodu, że ma mundur?

[Edytowany przez Kinka dnia 28.12.2002 o 17:17 GMT]
"Poinformowany jest ten, który wie, gdzie znaleźć to, czego nie wie" :)

Alienek
Starszy użytkownik
Posty: 174
Rejestracja: 08 gru 2002, 21:05
Lokalizacja: 191 WDW "Czarny Szlak"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Alienek » 28 gru 2002, 20:25

Wiem, że jest ciężko i się ludzie boją - tak samo jest w Warszawie - może i jest spora część warszawiaków, która szanuje nas takimi jakimi jesteśmy, ale znaczna większość jest nietolerancyjna... Sam się boję przejść przez ulice, ale jeszcze nikt mi krzywdy nie zrobił. Moim harcerzom też nie... Moim byłym młodszym też nie... Wiadomo... problem istnieje, ale jak będziemy na to spoglądać przez pryzmat poszkodowanych, to dojdzie do tego, że mundur schowamy pod kilkoma warstwami ubrań, albo wszyscy odejdą... Natomiast jeżeli się patrzy przez pryzmat tych nie poszkodowanych (których jest znacznie więcej) to może ie będzie tak źle...
Osobiście mnie napadli 2 razy w centrum Warszawy w biały dzień, ale nie dlatego, że byłem w mundurze, ale dla celów rabunkowych... To się może zdarzyć każdemu i cywilowi i harcerzowi...
Rafał Półbratek
191 WDW "Czarny Szlak"
Warszawa Mokotów
poza tym w HGR Bemowo

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Program”